Mam głęboko wrytą w pamięć ostrą krytykę ustroju minionego, której podstawowym przesłaniem było: to jest utopia. Nawet sam wprowadziłem do obiegu pojęcie socjalizmu domniemanego, w zamian za chytry propagandowy socjalizm realny. I choć był to (mam w notatkach) rok 1984-ty, okres ponurych rządów Inspekcji Robotniczo-Chłopskiej, to jakoś nikt mnie nie zaciągnął wtedy do kazamatów. Szkoda, byłbym dziś kombatantem.
Mam jeszcze głębiej wrytą w pamięć (żaden kłopot, bo mi się to co dzień odnawia), że liberalizm (idea) czy kapitalizm (praktyka) – to zbawienie Ludzkości, przesuwające ją aż po horyzonty i zawsze wprzód.
Pozwólcie, że pofilozofuję.
Socjalizm w swej propagandowej prostocie opierał się na kilku założeniach (skrót):
- zawsze możliwe jest społeczne uzgodnienie priorytetów i harmonogramów ich osiągnięcia: nie jest to statystyczne uśrednienie, tylko społeczna powszechna ugoda;
- naturalną stratyfikacją międzyludzką jest ta, która „do góry” ciągnie tych działających dla społecznego dobra, a „w dole” sytuuje tych mniej obywatelsko nastawionych;
- ludzka świadomość (każdej jednostki z osobna i rozmaitych społeczności) ma tę właściwość, że uczy się na swoich błędach i na dobrych przykładach, zatem w tej sprawie mamy stały postęp;
- kolektyw – wobec powyższego – jest ostatecznym i najwyższym, idealnym wzorcem funkcjonowania społecznego, zaś jednostka najlepiej się rozwija w kolektywie właśnie;
Kapitalizm w wydaniu ni-to-potocznym, ni-to-medialnym, jawi się jak poniżej (skrót):
- naturalna żywotność ekonomiczna Człowieka zawsze czyni go panem swojej rzeczywistości, beneficjentem tejże, odpowiedzialnym za siebie i swój los;
- jak „swobodne cząstki naładowane” w jakimś zamkniętym puzderku, tak też ludzie jako jednostki są w stanie bezkolizyjnie tyglić się gospodarczo z jak największym „efektem składanym” (synergią), byle tylko przestrzegano prostego „kodeksu”;
- życie gospodarcze jest jak Wańka-wstańka, zawsze stara się trzymać korzystnej równowagi (w biegu, czasem w chwilowej stagnacji), zatem niepotrzebny jest jej żaden System, co najwyżej żeby „witaminizować” i chronić uzgodnione pola;
- umiar i harmonia są naturalnym stanem Gospodarki, a jeśli mimo to ich brakuje – to znaczy że ktoś czyni szkodę zdrowemu tyglowi gospodarczemu niepotrzebnymi regulacjami;
Jeśli coś w powyższym nie trzyma się kupy, proszę mnie poprawić. Ale jeśli się trzyma, to na mojego nosa mamy oto powyżej dwie zgrabniutkie utopie. Utopia socjalistyczna wywodzi swoje przekonania od głębokiej wiary w Człowieka, który niby samo-uczący się komputer ostatecznie wybiera wciąż lepsze, efektywniejsze społecznie rozwiązania, wobec tego każda następna iteracja, każdy kolejny krok Ludzkości jest doskonalszy. Utopia kapitalistyczna (liberalna) opiera się na idealistycznym przekonaniu, że „elementarne cząstki” gospodarcze są w stanie ustrzec się przed trwałymi związkami, wygradzającymi poszczególne poletka, zakłócającymi swobodę własną i innych, prowadzącymi do monopolizacji, że Równowaga i Ład są silniejsze niż ludzkie słabości i dążenia do „ustawiania” gry gospodarczej.
Socjaliści zatem wierzą w System, który wciąż doskonalej formuje ludzi w kolektywy, aż pęczniejąca powszechna świadoma obywatelska samorządność uczyni ów System niepotrzebnym (obumierającym). Gospodarka jest tu narzędziem słusznej polityki Systemu.
Liberałowie wierzą w Ruch, który przez samo to że jest, pokonuje Bezruch, w jaki wprawia ludzi wszelka regulacja, zmowa, układ, państwowość, w ogóle polityka. Polityka jawi się tu jako zło petryfikujące, zmrażające Ruch, zatem trzeba ją Ruchowi podporządkować.
Oba sposoby myślenia, odczuwania, działania – obudowano w ciągu ostatnich 200 lat w wielkie gmachy teoretyczne, polityczne (sic!), zebrano miliardy, tryliony małych i ogromnych doświadczeń przeczących obu koncepcjom. Ratując się przed szydercami podpowiem, że na każdy poziom (etap?) rozwoju Ludzkości dobry jest jakiś inny pakiet filozoficzno-teoretyczno-praktyczny. Rzecz w tym, że do tej pory nigdzie – zdaje się – nie udało się „wcelować” koncepcji w zastaną rzeczywistość, stąd Ludzkość cierpi.
I tylko Dobrodzieje z wyrozumiałością obserwują ten kontredans dwóch ambitnych, wciąż młodych wobec Historii, pomysłów na zbawienie.
Komentarze
Pokaż komentarze