Jan Herman Jan Herman
110
BLOG

Cynik contra prorok

Jan Herman Jan Herman Polityka Obserwuj notkę 0

 

To będzie o polityce polskiej, ale jakby tak omykiem, nie wprost, chociaż zainteresowani pewnie odgadną od razu, w czym rzecz.
 
Wyjaśnijmy od razu, kogo przeciwstawiam komu. Cynikiem politycznym jest dla mnie niewątpliwie Niccolò di Bernardo dei Machiavelli (ur. 3 maja 1469 r. we Florencji, zm. 21 czerwca 1527 r. tamże) – prawnik, filozof, pisarz społeczny i polityczny, historyk, dyplomata i kto wie kim jeszcze był (podpieram się trochę informacjami wikipedycznymi). Prorokiem politycznym został – w oczach wielu - Alexis Henri Charles Clérelde, wicehrabia de Tocqueville (ur. 29 lipca 1805 w Verneuil-sur-Seine, zm. 16 kwietnia 1859 w Cannes) – francuski myśliciel i polityk, zwolennik liberalizmu arystokratycznego. Minister spraw zagranicznych II Republiki.
 
Ach, jak oni wtedy potrafili pięknie się tytułować!
 
Ponad dwadzieścia lat temu, kiedy na dobrą książkę czekało się tak samo jak dziś na nową wersję Photoshopa, gruchnęła dobra wieść, że w Poznaniu jest księgarnia, gdzie „rzucili” kultową książkę dla studentów nauk społecznych – KSIĄŻĘ Machiavellego. Panie ekspedientki długo szukały, aż w końcu znalazły jej kilkanaście egzemplarzy w dziale książek dla dzieci, co przeszło do anegdot Ogólnopolskiego Ruchu Nauk Społecznych. Wykupiliśmy wszystko. Utwierdzaliśmy się tą lekturą w przekonaniu, że średniowieczne hrabiostwo czy jak ich zwał, umiało korzystać z podpowiedzi przydupasów, jak tu najlepiej uciskać i ciemiężyć. 
 
O tym co to jest Demokracja – uczyliśmy się w latach 80-tych między innymi na takich przedmiotach wykładowych, jak Socjologia Stosunków Politycznych. Wtedy usłyszałem po raz pierwszy nazwisko Tocqueville, po raz pierwszy też dowiedziałem się, że w Ameryce jest demokracja właśnie, i to od dawna, co opisał ów autor w swoim słynnym dziele „O demokracji w Ameryce”. Jeszcze kilka lat wcześniej za taki pogląd można było w Polsce dostać cięgi. Wszystkie te nauki teraz już pobieraliśmy legalnie, ale z dreszczykiem emocji, bo to było nowe politycznie i dlatego ekscytujące.
 
Ważnym (cytuję) dla zrozumienia filozofii Machiavellego pojęciem jest cnota virtù – zbiór specyficznych sprawności politycznych: energii, inicjatywy, zdolności do podejmowania decyzji i szybkiego działania. To ona umożliwia nam choć częściowo zapanować nad naszym losem, którym jednak i tak w znacznej mierze rządzi przypadek. Głosząc taki postulat – Machiavelli jednak nie był najlepszego mniemania o kondycji człowieczej: sądził, że jeśli człowiek ma do wyboru drogi „równej długości”, jedną dobrą a drugą brukowaną złem – nie wiedzieć czemu wybierze tę drugą. Więcej: w swoim koronnym opracowaniu Machiavelli daje władcy pakiet porad, z których wynika niemal wprost, że lud rządzony trzeba traktować jak stado owiec czy każde inne oswojone stado, które może być pożyteczne albo uprawiać darmozjadurę w zależności od sposobu podejścia doń, może być posłuszne i sterowalne albo zdziczeć pod wpływem gwałtownych bodźców, tratując się nawzajem. Machiavelli (znów cytat) podszedł do problematyki państwa w sposób naukowo-techniczny. Nie oceniał, lecz opisywał politykę tak, jakby mówił o mechanizmie.
 
Stendhal podobno powiedział o Machavellim, że oto ten uważany za podleca i podlizucha zarazem osobnik, mimo to "pozwolił nam poznać w sobie człowieka". Jasne: swoich własnych instrukcji politycznych nie stosował, to i dostał baty od Losu. Na własne oczy i własnym ciałem doświadczył dwóch co najmniej swoich mądrości: "racja nic nie znaczy, gdy nie jest poparta siłą", pisał, a gdzie indziej: "w polityce bezbronni prorocy nie zwyciężają".
 
Dzieło O demokracji w Ameryce, uchodzi za najbardziej przenikliwą analizę społeczeństwa demokratycznego. Szczególne znaczenie mają jego analizy konfliktu między wolnością i równością, pożytków płynących z samorządu i stowarzyszeń politycznych oraz relacji między państwem a Kościołami. Tocqueville uważał, iż demokracja nie jest szkodliwa tylko wówczas gdy nie zagraża wolności i autonomii jednostki. Warto zdziwić się, że tego miłośnika etosu arystokratycznego nie obwołano za lewicowca! W innym dziele Dawny ustrój i rewolucja głosi on pogląd, że rewolucja (a właściwie stan po niej) stanowi zawsze kontynuację obalanego ustroju oraz, że wybucha nie w momencie najgłębszego kryzysu, ale kiedy sytuacja poprawia się wolniej niż oczekuje tego społeczeństwo. Z demokracją ma to związek ważki: ktokolwiek sądziłby, że wystarczy oddalić (np. powiesić) tyrana a świat nasz wokół codzienny odmieni się i rajem stanie – powinien te fragmenty opracowań Tocqueville’a poczytać.
 
Zaiste, proroczej ślepoty trzeba było, aby w czasie powstawania tego dzieła (dwa tomy O demokracji w Ameryce opublikowano w 1835 i 1840 roku) nie widzieć, że cementujący się właśnie „naród amerykański” wytępił zastane kultury i zaorał ich materialną podstawę, bezmyślnie, niemal dla zabawy, tworząc pierwowzór lebensraum, że od wielu pokoleń pomieszkują Amerykę Murzyni, ściągnięci tam „na saksy” przez szemrane „biuro turystyczne”, mający zastąpić nierobotnych Indian. W czasie, który Tocqueville opisuje, prowincją amerykańską, cichą i spokojną na co dzień, zarządzały watahy terrorystów, łupiących wszystko i wszystkich, jedni w roli bandytów, inni w roli szeryfów i ich drużynników. A w metropoliach (oczywiście, nie wielomilionowych), dyskutowano o wolnościach i lokalnej samoorganizacji. I politykowano. Posyłając karne ekspedycje, jeśli doszły słuchy o przesadnych ekscesach terrorystów. Kiedy to samo dzieje się w niemal dzisiejszej Rosji – nikt tego nie śmie opisywać jako demokrację, choć poziom akademickich dysput w Moskwie, St Peterburgu, Rostowie i innych ośrodkach jest imponujący, tak samo jak poziom uzależnienia (sterroryzowania) prowincji od „biznesu”.
 
Tu przerwijmy, lecz róg trzymajmy, aby echo grało.
 
Precyzja, z jaką miłościwie nam panujący, kolorów rozmaitych, owijają nas sobie wokół palca – czyni Machiavellego prekursorem zaledwie, małym Panem Pikusiem cynizmu politycznego. Tocqueville’owskiej ślepoty (czyżby?), jaka towarzyszy konstytucyjnym pieniom o „demokratycznym państwie prawa”, gratulować już nie chcę, bo mnie to dotyka bardzo cieleśnie i bardzo boleśnie. I mnie, obywatela, zamienia we wściekłego anty-państwowca.
 
I to w kraju, gdzie środowisko Pana Premiera (Bielecki, Duda, Lewandowski, sam Tusk) edukowało się czynnie, powołując do życia różne dysputy, uruchomiwszy niegdyś – świetnie nadal funkcjonujące – pismo teoretyczno-publicystyczne Przegląd Polityczny, gdzie idee obu autorów omawia się rzetelnie. Nie mamy u obecnej władzy do czynienia z dyletantami, wręcz przeciwnie!
 
No, fachowcy!
Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka