Stało się to, co złowieszczyliśmy sobie: znalazło się kilka tematów, przy których pękły nam granice i puściliśmy wodze sporom, wszystkiemu, co takie nasze…
Dałem temu wyraz w notce poprzedniej, rymowanej jakby w Świętym Mieście. I w notce poprzedniej, i w jeszcze poprzedniej. Szanowna Redakcja spuszczała te teksty szybciutko po prawej stronie, aby nie wywołać wilka z lasu. Na próżno, stało się… Aż się prosi rzec: „a nie mówiłem?”.
Żebym nie był gołosłowny: na wielkim portalu społecznościowym powstała grupa „TAK dla Stadionu Narodowego na Wawelu!”, do której od wczoraj zapisało się 5370 osób, a wprowadzająca profil fotka ukazuje rozpląsanych młodzieńców w sutannach, głębiej mamy porośnięty boiskową trawą dziedziniec Zamku, główkującego Smoka, inne bardziej lub mniej smaczne fotomontaże.
Doceniam kilka okoliczności z tym związanych: refleks damy, która uruchomiła ten „temat” w internecie, prawie profesjonalne fotomontaże, kilkupiętrowa kpina z publicznych (medialnych) dyskusji, w których dominuje problem miejsca „wiodącego” pochówku i nazewnictwa stadionów, ulic, skwerów, itp.
Jako duchowy współuczestnik naszego dramatu ostatnich dni (tu również symbolika jest wielopiętrowa), uzurpuję sobie prawo do własnego zdania na temat wyboru miejsca najważniejszego pochówku (i dziwnych manewrów wokół autorstwa tej decyzji), potraktowania pozostałych zmarłych, pęczniejącej kampanii nadawania Ważnego Imienia różnym obiektom publicznym, państwowym, komunalnym.
Mam jednak świadomość, że z jakichś dobrych powodów funkcjonujemy jeszcze przez kilka dni w atmosferze, dla której decydujące jest Sacrum, zatem Profanum skrywam do własnej wiadomości, starając się nie zakłócać nikomu należnego spokoju. Oczywiście, nie jestem święty, w domu i w sytuacjach „face to face” zdarza mi się odpowiadać na pytania.
Jestem przytomny co do tego, że w sprawach, o których mówię, rządzą jednak jakieś Bardzo Wielkie i Bardzo Tajemnicze Racje, których nasze Pikusiowe under-optyki nie są w stanie nawet nazwać, a co dopiero rozsądzać! No, ale wyręczają mnie dziesiątki i setki fachowców oblatanych w każdym wyobrażalnym temacie, i oni podają mi gotowe poglądy do wyboru, jak w supermarkecie.
Powiem po ukraińsku: „sumno, sumno aż za kraj”.
PS:
Szanowni komentatorzy, to nie jest mój ojczysty język, za to jest to język jednej z piosenek Sofii Rotaru, a słowa – to tytuł jej przeboju. Pewnie wisi w „jutubie”.
Komentarze
Pokaż komentarze (4)