Mój bliski amerykański znajomy, w dodatku pracownik aparatu państwowego USA, kilka dni temu wskazał mejlowo kilku osobom, w tym mnie, artykuł Pana Rogera Cohena, który poniżej daję w całości, tłumacząc tak jak umiem.
Ze względu na pierwsze komentarze dopisuję: pod przytaczanym artykułem są moje krytyczne uwagi.
Roger Cohen
Opublikowano: 12 kwietnia 2010
NEW YORK
Polska Chwała
Usłyszawszy o polskiej tragedii, moją pierwszą myślą było to, że w trybach Historii nie do zniesienia bywa okrucieństwo, „dekapitujące” elity Polski dwukrotnie w tym samym przeklętym miejscu, Katyniu.
Drugim odruchem - było zadzwonić do mojego starego przyjaciela Adama Michnika w Warszawie.
Michnik, intelektualista więziony sześciokrotnie przez byłych decydentów sowiecko-komunistycznych, powiedział mi kiedyś: "Każdy, kto poniósł kiedyś upokorzenia, na pewnym etapie chce zemsty. Znam wszystkie kłamstwa (Systemu – JH). Widziałem zabijanych ludzi. I wiem też, że rewanżyzmowi nigdy nie ma końca. Moją obsesją jest, że powinniśmy mieć rewolucję, która nie przypominałaby francuskiej lub rosyjskiej, tylko amerykańską, w tym sensie, że byłoby to coś (konstruktywnego – JH), nie przeciw czemuś. Rewolucja w konstytucji, a nie raj. Anty-utopijnej rewolucji. Bo Utopia prowadzi do gilotyny i gułagu”.
Obsesja Michnika przyniosła owoce. Prezydent Lech Kaczyński nie żyje. Sławomir Skrzypek, Prezes Narodowego Banku, jest martwy. Wybuch w zasnutym mgłą lesie zabrał jeszcze 94 innych w drodze do Katynia. Polska demokracja jednak zniosła ten cios (dzielnie – JH). Lider niższej izby parlamentu (Sejmu – JH) sprawuje obowiązki Prezydenta do czasu wyborów. Pierwszy Zastępca Prezesa Narodowego Banku przejął obowiązki zmarłego Prezesa. W Polsce, częstokroć podzielonej, nawet wycieranej z mapy, jest dziś spokój i pokój.
"Katyń to miejsce śmierci polskiej inteligencji" - powiedział Michnik, dusza sukcesu Gazety Wyborczej, kiedy dotarłem do niego przez telefon. "To jest straszna tragedia narodowa. Ale w moim smutku jestem optymistą, ponieważ mocna i mądra deklaracja Putina otworzyła nowy etap w stosunkach polsko-rosyjskich, a to dlatego, że Polacy dowodzą, iż mogą być odpowiedzialni i stabilni. "
Michnik odniósł się do słów premiera Władimira Putina, który zdecydował w zeszłym tygodniu, po raz pierwszy, o przyłączeniu się do polskich władz podczas obchodów rocznicy mordu w Katyniu tysięcy oficerów polskich za czasów ZSRR na początku II wojny światowej. Putin, w obronie narodu rosyjskiego, potępił "cyniczne kłamstwa", które skrywały prawdę o Katyniu, powiedział np.: "nie ma usprawiedliwienia dla tych zbrodni totalitarnego reżimu" i oświadczył: "Powinniśmy spotkać się w połowie drogi, nie można żyć tylko w przeszłości. "
Deklaracja ta, skrytykowana przez paleolityczną Rosyjską Partię Komunistyczną, znaczyła mniej niż obecność Putina, z pochyloną głową, w tym lesie wstydu. Widząc go obok premiera Polski, Donalda Tuska, myślałem o François Mitterrandzie i Helmucie Kohlu, (stojących – JH) ręka w rękę w Verdun w 1984 r.: w takich chwilach uroczystych pojednań budowany jest cud wolnej Europy. Teraz ta Europa rozszerza się na wschód, w stronę Uralu.
Myślałem też nawet o Willy Brandtcie na kolanach w getcie warszawskim w 1970 r., jako punkcie zwrotnym na drodze do pojednania polsko-niemieckiego bardziej cudownego na swój sposób nawet niż ów świt powojennego sojuszu niemiecko-francuskiego. A teraz być może mamy najbardziej wspaniałe zbliżenie, polsko-rosyjskie.
Jest zbyt wcześnie, aby powiedzieć, dokąd powiodą stosunki Warszawa-Moskwa, ale nie jest zbyt wcześnie, aby powiedzieć, że 96 zagubionych dusz byłoby hańbą dla polskiego i rosyjskiego przywódcy, jeśliby nie wykorzystali tej tragedii na rzecz uroczystych zobowiązań. Tusk powiedział Putinowi, "słowo prawdy może zmobilizować dwa narody szukające drogi do pojednania. Czy jesteśmy w stanie przeistoczyć obłudę w pojednanie? Musimy wierzyć – że możemy."
Polska powinna zawstydzać każdy naród, który uważa, że pokój i pojednanie są niemożliwe, każde państwo, które uważa, że ofiary kolejnych pokoleń są konieczne, aby pomścić krzywdy historii. Pomyślmy o porównywalnych ofiarach, szczególnie na Bliskim Wschodzie, potępiajmy składanie ofiar z dzieci dołączanych tam obecnie do długiej listy zmarłych.
Niemal żaden naród nie poniósł od 1939 roku, tak jak Polska, ofiar: najpierw pakt o nieagresji Hitler-Stalin, potem przekształcenie kraju przez nazistów w epicentrum ich programu unicestwienia europejskich Żydów, na terenie KL Auschwitz i na Majdanku, miejsc mordu milionów chrześcijańskich Polaków i milionów polskich Żydów, odważny akt Powstania Warszawskiego, dalej pionek w rękach ZSRR, potem osamotniona "Solidarność" jako lider walki z pojałtańskim systemem na rzecz wolności. Polska to miejsce, w którym, jak pisze poetka Wisława Szymborska: "Historia liczy szkielety w okrągłych liczbach"- 20.000 z nich w Katyniu.
To jest ta Polska, która pozostaje teraz w pokoju z sąsiadami i stabilna. Polska dołączyła do Niemiec w Unii Europejskiej. To jest ta Polska która właśnie widziała symboliczne osoby swojej burzliwej historii (w tym pracownicę gdańskich doków Annę Walentynowicz i byłego prezydenta na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego) upadające w odrzutowcu radzieckiej produkcji – odpowiedziała na to z godnością, jak przystało.
Więc nie mówcie mi, że okrutnej historii nie można pokonać. Nie mówcie mi, że Izraelczycy i Palestyńczycy nigdy nie zdołają zawrzeć pokoju. Nie mówcie mi, że ludzie na ulicach Bangkoku, Biszkeku i w Teheranie na próżno marzą o wolności i demokracji. Nie mówcie mi, że kłamstwa trwać musza wiecznie.
Zwróćcie się do Polaków. Oni wiedzą (co robić – JH).
…………………………………………………………………….
Artykuł (
tu oryginał) dostał 195 życzliwych przeważnie komentarzy. Ja zaś odpowiedziałem przyjacielowi Robertowi: „OK., artykuł jest świetny, nawet jeśli Autor kompletnie nie wie, o co chodzi w naszym pięknym kraju. No, ale nie jest obowiązkiem tu mieszkać i być zorientowanym”.
I Robert obraził się. Dla niego tekst oparty na optyce Michnika (skądinąd bystrego obserwatora rzeczywistości i znawcy spraw polskich oraz polsko-rosyjskich), w dodatku przenoszący widoczne medialnie przemiany w stosunkach na wymiar bliskowschodni i środkowo-azjatycki, jest tekstem dobrym. Dla mnie jednak to jest bełkot, z którego wynika, że katastrofa samolotu rach-ciach czyni przyjaznymi dwa państwa nie umiejące się dotąd dogadać. I że taki jest pozytywny wzorzec dla świata.
Autor w ogóle nie wgłębia się w złożona materię wewnętrznych dysput polskich, nie czuje też w rozmowie z Michnikiem owej rezerwy, gdzie mowa o szansach i nadziejach na porozumienie (a gdzież pojednanie!?), a nie o czymś, co się stało i „zamykluk”.
Już to widzę, jak przywódcy Hamasu rządzącego Autonomią albo Prezydent Izraela giną w jakiejś nieszczęśliwej katastrofie i oto mamy tam święto i radość pojednania, wzajemne przytulania się i wybaczanie win. O Biszkieku nie wspominam, bo to zupełnie inny temat.
Właściwie przytaczam ten artykuł żeby pokazać, jak trudno jest Amerykanom, a pewnie też innym "globalnym narodom", zrozumieć zawiłości naszej Historii i naszej mentalności, jak powierzchownie tam „sprzedaje” się nasze przeżycia, natychmiast zresztą eksploatując je (ich nieprawdziwy opis) do spraw, które bardziej leżą Amerykanom na sercu.
Pewnie to działa również w drugą stronę. I pewnie tak już zostanie. Tylko czemu ja mam potwierdzać Robertowi, że przymilny artykuł Amerykanina jest strzałem w sedno?
Komentarze
Pokaż komentarze (3)