Jan Herman Jan Herman
408
BLOG

Się będzie działo

Jan Herman Jan Herman Gospodarka Obserwuj notkę 6

 

 

Kiedy tzw. władza mówi otwarcie, że idą trudne czasy – to trzeba jej wierzyć. Bo władza wie. Gdyby szły czasy pół-trudne – wtedy władza opowiadałaby o zazielenionych wyspach i inne dyrdymały. A tymczasem Vincent już dwa razy przemyca w poważnych miejscach wieści o wojnie, a Donald pacyfikuje tych, co chcą się kopać z Kościołem i jego symbolami. Takie sygnały trzeba brać poważnie.

Europa: SDR i wielbłądzia giełda barterowo-rozliczeniowa

W czasach mongolskiego imperium, których nie pamiętają najstarsze wielbłądy, odważni kupcy-karawaniarze (czyli coś jak dziś TIR-y) brali całe góry towarów i jeździli na Wschód. Zatrzymywali się na popas w większych miastach po drodze i sprzedawali chętnym. Po czym część uzyskanej gotówki brali z sobą „na życie”, a za resztę brali od miejscowego satrapy kwity. I tak w kilkudziesięciu miejscach po drodze. Na koniec docierali do miejsca, gdzie można było zakupić towary chińskie: płacili za nie kwitami od satrapów – i wracali do punktu wyjścia.

W czasach radzieckich, które pamięta jeszcze połowa z nas, funkcjonowała swoista międzynarodowa giełda barterowa tzw. „demoludów”. Działała ona tak samo jak „system” kupieckich kwitów u satrapów. Kraj A ogłaszał: mam kwit od kraju B, ale on nic nie ma takiego, czego ja bym chciał, kto chce ten kwit? Zgłaszał się kraj C, który miał to czego pragnął kraj A, a jednocześnie chciał coś konkretnego od kraju B. Wymieniano kwity na upragnione towary i wszyscy byli zadowoleni. Z czasem to się utransferowało rublowo.

W tamtych czasach kwitologią jak powyżej zajmowały się wielkie organizacje państwowo-rozliczeniowe, dla których budowano specjalne biurowce w centrach miast.

Europa (ta zjednoczona, pod nazwą UE) znalazła sposób na zatamowanie kryzysu rozliczeniowo-pieniężnego: aby kryzys, niczym odbita od brzegu fala, nie wtargnął do samego centrum (patrz: pierwotna szóstka EWG), montuje się identyczną jak w RWPG sieć rozliczeń kwitami. Coś na wzór Special Drawing Rights.

Uruchamia to w rzeczywistości trzy rynki: Rynek Elitarny, najwyższego zaufania, obracający kwitami, Rynek Euro, obracający wspólną walutą, mający niemal zerowe zaufanie, bo to rynek krajów obciążonych nie do udźwignięcia długiem publicznym (państwowym i municypalnym) oraz Rynek Pretendentów (satelickim), mających własne waluty, tym samym własne bezpieczniki antykryzysowe, ale z niskim zaufaniem do ich ogólnej kondycji.

Polska jest na Rynku Pretendentów krajem „Nr 1”, czyli takim, z którego odsysa się siły żywotne, zamieniając je w połowie na fundusze wracające via Rynek Euro w formie pomocowej, a w połowie na podtrzymanie dobrej kondycji w obszarze Rynku Elitarnego.

Kiedy Donald powiada, że chcemy być przy unijnym stole jako goście, a nie jako potrawy – to wie co mówi, choć zaklina rzeczywistość, bo tak naprawdę oddajemy do kuchni własne organy, za to pozwala się nam w przebraniu udawać gości i wyławiać okruchy.

Europa trzech prędkości – jak powyżej – rozsypie się pośród jęków i lamentów: wydrenowani pretendenci i rozhuśtani niepewnością euroiści staną w poprzek pan-europejskim podmiotom Rynku Elitarnego: uznane europejskie marki, pochodzenia EWG-6, zaczną z konieczności być dyskryminowane w krajach satelickich i euroidalnych (przetargi, podatki, transfery zysków), to wywoła retorsje – i wojna gotowa. Taki nowoczesny terroryzm, pisałem o tym wiele razy.

Polska: bankrut zbroi padlinożerców

Państwo polskie jest bankrutem, i to takim najgorszym, bo nieogłoszonym, niejawnym. Nikt poważny bankrutowi nie wierzy w żadne słowo, bo bankrut zrobi wszystko, żeby oszwabić, a uzyskawszy swoje kęsy udaje głupiego. „Nie ma takiego okrucieństwa, ani takiej niesprawiedliwości, której nie mógłby popełnić skądinąd łagodny i liberalny rząd – jeśli zabraknie mu pieniędzy” – setki lat temu zauważał otumaniony amerykańską „demokracją” A. de Tocqueville.

Bankrutem jest też wszystko, co jest domeną Nomenklatury, czyli gospodarczego zaplecza Państwa: infrastruktura krytyczna w części „znacjonalizowanej” (drogi, koleje, poczta, telekomunikacja, służby, armia, policja, przewoźnicy towarowi i osobowi, porty i huby, budżety i fundusze, dystrybucja i zaopatrzenie, grunty i wody pozamiejskie i ich uzbrojenie funkcjonalne), do tego systemy emerytalne, oświata, ochrona zdrowia, sektor socjalno-rekreacyjny i socjalno-opiekuńczy, na koniec samorządy (administracja lokalna).

Jest oczywiste, że rachunek za to zapłacą tzw. WSZYSCY: dziś licznik Balcerowicza daje każdemu po równo ok. 20 tys. PLN do uregulowania, ale system nadal jest „drenująco-ssący”, więc nawet jakbyśmy zapłacili – to nic się nie zmieni.

No, to Tusk w Sejmie sprzedaje nam Niderlandy: teraz dajcie nam swój grosz, czas i energię, a może kiedyś, w dalekiej przyszłości, będziecie mieli z tego złote góry. Pamięta ktoś Bezpieczną kasę Oszczędności niejakiego Grobelnego?

Grobelny był przynajmniej na tyle głupi, że wierzył w te swoje brednie. A Tusk nie. mówi jasno: będziemy dopieszczać służby mundurowe. Powiada: żadnych zadym na ulicach i w sejmach. Deklaruje: będziecie wszyscy ponosić ciężar nadchodzącej zapaści (w ciągu ostatnich miesięcy wprowadzono mnóstwo niby małych, ale dokuczliwych obciążeń dodatkowych dla przedsiębiorców i gospodarstw domowych oraz ludzi, wycofano się z mnóstwa tzw. zdobyczy cywilizacyjnych, dano kilkanaście nowych uprawnień rwaczom dojutrkowym, np. kanarom, zaniechano rzeczywistej kontroli nad sobiepaństwem służb inwigilacyjnych i windykacyjnych oraz urzędniczych).

Tylko czekać, aż jakaś poważna awaria przechodzonej, zdekapitalizowanej infrastruktury wywoła wielkie ruchawki. A rząd już o tym wie i ćwiczy się zarówno w bojach ulicznych, jak też w procedurach sądowo-represyjnych (patrz: dla chłopaka, który został skopany mimo stania z boku, areszt pod zarzutem napaści na funkcjonariusza: tylko film go wybroni, ale przecież nie wszystkich sfilmowano).

 

*            *            *

Od lat ludzie trzeźwi sygnalizują, czym skończy się rządowe udawanie, że jest fajnie i ignorowanie oczywistego samozapadania się Państwa, Kraju, Ludności.

Od tygodni zajmują się tym media.

Chociaż tyle dobrego…

Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Gospodarka