Jan Herman Jan Herman
224
BLOG

Dlaczego pędzi

Jan Herman Jan Herman Polityka Obserwuj notkę 3


 

Napisałem – co mnie podkusiło – notkę nt. Zygmunta Baumana, który grzeszył w młodości, świadomie, mając zdolność rozpoznania dobra i zła, a potem okazał się (moim zdaniem) wybitnym myślicielem. Patrz: http://publications.webnode.com/news/casus-baumana/

Na Salonie24 tekst ten spotkał się z burzliwym odzewem nieprzyjaznym Baumanowi, a moje starania, by objaśnić mój punkt widzenia – jeszcze zaogniły.

Nie będę tu, z pozycji siły, jaką daje autorstwo, komentował argumentacji „przeciwników procesowych”. Trzymam się jednak poglądu, że fakt, iż w niektórych sytuacjach ktoś okazuje się nieprawy, głupi, mały – nie jest żadną podstawą do negowania jego osiągnięć w innych sytuacjach, w innych rolach społecznych. Z tego też względu jestem przeciwny nie tylko karze śmierci, ale też wszelkich zamkniętych ośrodków penitencjarnych: tam powinny trafiać wyłącznie egzemplarze wyjątkowe, zdrowe psychicznie i w tym zdrowiu konsekwentnie i poważnie naruszające normy społeczne, pozostali winni być leczeni albo skłaniani do osobistej naprawy szkód czy rekompensaty. Dodatkowo – to ważne w dyskusji o Baumanie – jestem za tym, by w sprawach, które ludzi jakoś uwierają, umożliwiać, a nawet „stymulować” dysputy, nie bacząc na (niekiedy) ich słabe strony merytoryczne i niepotrzebne emocje. Mam świadomość, że niektóre dyskusje nigdy nie osiągną zadowalającej wszystkich konkluzji, niekiedy są same powodem sporów co do formy, epitetów, itp., ale to nie zmienia mojego poglądu o ich potrzebie. Jak inaczej osiągnąć obywatelstwo?

Poniższa notka – z „ostrożności procesowej” – ulokowana została na podwyższonym stopniu abstrakcji, ale to akurat nie dziwi „moich” Czytelników.

Niespodziewanie (może zamierzenie) przyszedł mi z pomocą inny internauta, lepiej i zwięźlej argumentując: http://mediologia.salon24.pl/528091,kolakowski-bauman-andrzejewski

 

*            *            *

Jednym z najbardziej widomych paradoksów rozwoju społecznego jest to, że nawet jeśli którymś zmysłem znakomita większość widzi, że dzieje się źle – to mimo wszystko swoimi indywidualnymi działaniami każdy z osobna wspiera owo zło, choć „na zdrowy rozum” każdy wygłosi pogląd, że powinno się czynić odwrotnie niż się czyni.

Jako autor studenckiej SGPiS-owskiej „Relacjosondy” szydziłem z werwą przynależną tej uczciwości, która jeszcze nie zdążyła zgrzeszyć: tak, tak, rozumiemy wszyscy, że trzeba ukrócić liczne przywileje, dla których wynagrodzenie zwane podstawowym jest tylko dodatkiem, bo przywileje te zaciemniają zróżnicowanie dochodów, a do tego sypią piaskiem w tryby cen mających ustalać jakąś właściwą, np. rynkową wartość wytworów pracy ludzkiej. Ale kiedy „przychodzą po nasze przywileje” – wtedy rozsądek idzie w kąt, bo akurat te nasze przywileje są jak najbardziej uzasadnione, na co mamy długa listę argumentów, i to poważnych.

Ten mechanizm, który pozwala znakomicie rozumieć mega-zjawiska, ale każe odrzucać „bliskie ciału” konkretne egzemplifikacje tych zjawisk – działa od wieków i nieprędko zdechnie. Aby to objaśnić, trzeba zacząć od banału: najlepiej się mamy, najłatwiej realizujemy własne ambicje – jeśli czynnie wspieramy główne nurty procesów. Jeśli płyniemy z nurtem. Bo wtedy nurt „sam z siebie” mnożnikuje nasze starania. Jeszcze skuteczniejsi jesteśmy, jeśli nie tylko trzymamy się nurtu, ale aktywni jesteśmy na rzecz systemu-ustroju, który ten nurt porządkuje i reguluje.

W ten sposób możemy wyróżnić pięć postaw życiowych o zabarwieniu społecznym:

1.      Entuzjazm: wspieranie głównego nurtu rzeczywistości i zarazem systemu-ustroju;

2.      Konformizm: wspieranie głównego nurtu bez zaangażowania politycznego;

3.      Kontestacja: realizowanie ambicji poza głównym nurtem, w niszach, enklawach;

4.      Dysydencja: aktywne przeciwstawianie się systemowi-ustrojowi;

5.      Rewolucjonizm: aktywne działania na rzecz uczynienia głównym innego nurtu;

Jeśli na tych pięć postaw nałożymy „naturalne” mega-procesy gospodarcze (ich podstawową właściwością jest początkowy wzrost, potem stagnacja, na koniec rozkład konkretnej formuły gospodarowania) – to da się zrozumieć, dlaczego w dobie prosperity najwięcej jest konformistów i entuzjastów, a w dobie „ratuj się kto może” wzrastają nastroje kontestacji, dysydencji a nawet rewolucyjne.

Na marginesie: po objawach społecznych (które dziś w Polsce nie chcą „słuchać” nawet namolnych mediów) można sądzić, że „zielone trzęsawisko” mamy w Polsce nie od dziś, a było ono już w czasie, kiedy poddawani byliśmy zmasowanej propagandzie komercyjnej (prywatyzacji, urynkowienia, zielonowyspowości). Dowodzi to albo niekompetencji Rządu, albo cynizmu i arogancji polityków i służebnej inteligencji.

Główny nurt – na skutek „przyciągania” dobrego i złego – w oczywisty sposób po jakimś czasie zamula się i „dyga meandrami”, zamiast na wprost. System-ustrój ma od zawsze skłonność do pleśnienia. W takich warunkach problematyczna – w miarę narastania „obiektywnych trudności” – staje się zawsze Synergia Społeczna: Entuzjastom kończą się synekury (bo oszczędności budżetowe), konformistom coraz trudniej „wyjść na swoje” (rosną koszty i obciążenia, korzyści wciąż mniejsze i bardziej niepewne), kontestatorzy tracą grunt pod nogami (znikają nisze i enklawy, wszystko co społeczne i publiczne dychotomizuje się).

W notce „Kod kreskowy” (http://publications.webnode.com/news/kod-kreskowy/ ) zwróciłem uwagę na to, że główny nurt rozwojowy (Europy, Ludzkości) raczył któregoś dnia zbłądzić, a potem tak się odchylał od optymalnego, że dziś akurat pędzimy „z impetem wstecz”. I – dałem wyraz mojemu przekonaniu – jesteśmy dziś wszyscy w fazie OPAMIĘTANIA, czyli zaczynamy orientować się, że coś nie gra w tym wspaniałym rozwoju, postępie, dobrobycie. Ekolodzy (i w ogóle Zieloni), Alterglobaliści, Terroryści oraz „zwykli, krajowi” opozycjoniści czy dysydenci zaczynają zamawiać ekspertyzy, z których wynika, że pędząc ku świetlistym celom pogrążamy się w Otchłań (Oblivion).

Aż się chce zacytować Miłosza (zaśpiewanego przez Czesława i Staszka): Otchłań nie ma nogi, nie ma też ogona, leży obok drogi na wznak odwrócona (…) Otchłań nie je, nie pije i nie daje mleka … Co robi Otchłań? Otchłań Czeka.

Z tej Otchłani wynurzają się co i raz Rewolucjoniści: pomieszają, powalczą, sprawdzą stan napięć – i znikają. Potrwa to aż to tzw. sytuacji rewolucyjnej, kiedy „stare już nie może, nowe jeszcze nie może”: który z rewolucjonistów wtedy będzie na fali – ten zostanie nowym Leninem. Albo kimś takim, jeśli akurat Lenin jest démodée, no longer in fashion, out-of-date.W ciągu ostatniego ćwierćwiecza jakże wspaniałej Transformacji zaliczyliśmy już Ikonowicza, Leppera, wciąż niewyczerpanego Kaczyńskiego (wymieniam tych, którzy programowo nie akceptują systemu-ustroju albo głównego nurtu), mgławicowo przeleciał Kukiz, mocno się wgryza w sprawę Duda. Ale wehikuł wciąż mieści się w torowisku Komercjalizmu, w którym wszystko trzeba wycenić, wszystko jest na sprzedaż, światem rządzi pieniądz i kapitał. Tyle że już są chętni do przestawiania zwrotnic, więcej: pasażerowie ich zaczynają rozumieć, już nie mają ich za raptusów, którzy tylko narobią awantur i zrujnują spokojny żywot.

Jak widać, jest sens sprawy polskie widzieć w szerszym kontekście. Byle to nie było – jak u Rosatiego na przykład – opowiadanie bajek o kryzysie zza gór i rzek, który mimo szlachetnych i profesjonalnych działań Rządu dobrał się nam do skóry, nam, niewinnym.

Rzeczywista przemiana ustrojowa nastąpi, kiedy Konformiści (ci, co nie interesując się wielką polityką starają się robić swoje, godnie przeżyć do jutra, jakkolwiek się dzieje) wyczerpią wszystkie dostępne rezerwy proste: ludzie mający do zaoferowania gotowość popartą kwalifikacjami i zdolnościami, przedsiębiorcy gotowi czynić dobrze za godziwą „rentę” ekonomiczną – po części machną ręką na „polnische wirtschaft”, po części popadną w nędzę – i wtedy zostaniemy nadzy, bez czegokolwiek do stracenia. Cała ta lepka maź, zamulony nurt, zapleśniała konstrukcja systemowo-ustrojowa, a-synergia (niemożliwość dopasowania czegokolwiek do czegokolwiek) – będzie musiała się poddać, wraz z ostatnimi ślepcami, głupcami, apostołami.

Jeszcze to potrwa, na razie można starać się być samemu przyzwoitym w działaniu codziennym i starać się wdrażać przyzwoite rozwiązania. Właśnie to wydaje się najważniejszym dudziarskim postulatem na wrzesień.


 

 

Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka