Tak „z ręki”, obudzony o północy, najbardziej pamiętam trzech „artystów zaangażowanych”, komentujących politykę w taki sposób. Herbert poruszał „kwestię smaku”, Młynarski rymował o trafianiu w „sedno”. Oraz nieodżałowany Waligórski z niekończącą się sagą o Dreptaku.
Za Herbertem: „Zanim zgłosimy akces, trzeba pilnie badać kształt architektury, rytm bębnów i piszczałek, kolory oficjalne, nikczemny rytuał pogrzebów”. Czyż można celniej apelować do obywateli, by dali z siebie minimum wysiłku na rzecz kontroli poczynań Władzy? „Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana (…), łańcuchy tautologii, parę pojęć jak cepy” – to wynik audytu programów politycznych socjalizmu domniemanego, jaki Herbert przeprowadził na własny użytek.
„Potęgę smaku” zadedykował Herbert pani Profesor Izydorze Dąbskiej. „Nie używała wielkich słów, nie cierpiała patosu. [...] uczyła przede wszystkim odróżniać dobro od zła, podłość od uczciwości i nie tylko odróżniać - uparcie, właśnie uparcie trwać i bronić najcenniejszych wartości, jakie tkwią w człowieku - nawet za cenę własnego życia” – pisze jedna z jej okupacyjnych uczennic-podopiecznych. Sama Profesor głosiła: „każda rzetelna nauka, powinna być wytworem niezależnego i bezinteresownego dążenia umysłu ludzkiego do prawdy i, że nie można jej uprawiać na gruncie jakiejkolwiek nakazanej z góry ideologii”. „Jest jasne, że trzeba będzie znów odejść. [...] ale chodzi o to, by przegrywający zachował twarz” - pisała w liście do Tadeusza Kotarbińskiego, kiedy po raz kolejny pozbawiano ją możliwości uniwersyteckiej pracy dydaktycznej (nie mogąc wykładać publicznie, jesienią 1964 roku utworzyła na prośbę swych uczniów 'privatissimum', które prowadziła przez prawie dwadzieścia lat). Postać warta niejednego wiersza (korzystałem z notki pedialnej).
Młynarskiego „róbmy swoje” jakże różni się od owsiakowego „róbta co chceta”! Wielki orkiestrant wrzuci petardę w każde szambo, z zachrypniętym, euforycznym okrzykiem „będzie się działo!”. A „młynarczyk”, perfekcyjny bard „słowa dobieranego”, jest piewcą krytycznego rozumu i obywatelskiej podmiotowości. To są różne szkoły, różniące się tak, jak różni się knajactwo od recytacji.
Pisze oto „młynarczyk” proroczo: „coraz częściej słyszeć da się w telewizji, radio, prasie ciepłe, szczere i otwarte wypowiedzi!”. I szydzi: „Czasem zda mi się na oko, że ktoś myli się głęboko, a on - sunie bez wysiłku w sedna środek! Celnych owych wypowiedzi słucham przeto, rozmyślając sobie czasem przy ich wtórze, czy ci ludzie w jednej chwili tacy mądrzy się zrobili, czy to sedno się zrobiło takie duże...?”
Polityka w swej „wersji dla ludu” jest sztuką pomykania po sensach w taki sposób, by na żadnym z tych sensów nie opierać się zbytnio, bo bagnista topiel wciągnie, ale na koniec kadencyjnej przeprawy „od wyborów do wyborów” będzie można powiedzieć „każde z zagadnień naszego programu zostało tknięte”. Zatem – sztance i formuły sobie, a życie – sobie.
Olek Grotowski, muzyczna połowa Waligórskiego, wykonuje gitarowo jedną z licznych przypowieści o rycerzu Dreptaku: http://www.youtube.com/watch?v=W5SQb1qiWiU . Wszyscy, którzy wybierają się na Wielkie Dudogranie wrześniowe powinni sobie to odsłuchać, aż się nauczą na pamięć. Bowiem zapowiada się wszystko dokładnie jak w tej przypowieści (adaptacja moja):
· Przeczytał Donald petycję, przez chwilę się zastanawiał,
· A tu już tymczasem wnoszą pachnącą pieczeń z pawia,
· I futbolówka ponętna do haratania się prosi,
· A wiecująca hołota wciąż nowe żądania przynosi...
· ...więc Tusku w telewizorze oznajmił szerokim gestem,
· No, dobra, macie rację: szalbierz i krętacz jestem!!!
· Skoro się wam znudziłem, spieprzyłem to i owo
· Odchodzę do Europy na jakąś fuchę nową…
· Zaczym nałożył bambosze i legł na niedźwiedziej skórce
· Przy zdolnym swoim synu, i blogującej córce.
· Zaś okrzyk z mediów poleciał po górach i po dolinach,
· I każdy, kto go usłyszał, powiadał: - Też mi nowina!
· Wiadomo, że Tusk jest cwaniura, że kręci, szachruje i łupi!
· ...i tylko manifestanci rdzewieli na deszczu jak głupi...
Polska polityka jest niesmaczna, plugawa, kleisto-mazista, trąci szczurem. Jeśli znajdzie się ktoś biegły w operowaniu rymem – będzie musiał przemóc obrzydzenie, podnosząc dywan: fetor stamtąd buchnie jak trzeba.
Moje wyznanie wiary politycznej brzmi następująco: nie wierzę, że Lud ot tak, z marszu weźmie pałac Zimowy, ale z doświadczenia wiem, że sami mieszkańcy Pałacu, czmychając z niego pojedynczo i ukradkiem, będą wykradali z parteru poluzowane cegły. I któraś z tych cegieł – gdy jej zabraknie – wywoła to właściwe, oczekiwane tąpnięcie.
Będzie plusk, panie Tusk!



Komentarze
Pokaż komentarze