Jan Herman Jan Herman
161
BLOG

Rozobywatelizowana Polska

Jan Herman Jan Herman Polityka Obserwuj notkę 0


 

Miałem być dziś w Łodzi: tam odbywa(ło) się spotkanie „środowiska JOW” mające przełamać pata w postaci rozterki: budować struktury czy pozostać „płynnym ruchem”.

Byłem na Kongresie Obywatelskim, organizowanym pod auspicjami IBnGR Jana Szomburga: on jest z Gdańska (środowisko liberałów), ale Kongres tradycyjnie odbywa(ł) się na warszawskiej Politechnice.

Telewizory zaś relacjonują rozgrywkę między Schetyną i Protasiewiczem o przewodnictwo na Dolnym Śląsku, która niespodziewanie wpadła w nową jakość: podziały personalne przypominają zmagania wrestlingu – ale poza ringiem, kiedy obaj spoceni mocarze wpadają między publiczność.

No, to zacznę od Kongresu odbywającego się na Politechnice. Byłem, widziałem. Potwierdzam, że ostatnie 2-3 edycje Kongresu postrzegane są (i organizowane) jako rutyna, obowiązkowy element grafika. Potwierdza to – może niechcący – kanarkowo żółty kolor materiałów i oprawy, jakby ktoś próbował wykrzyczeć „jesteeeeśmyyyyyy, nie zapomniiiiijcieeeeee o naaaaas!”.

Mógłbym znęcać się nad Kongresem i jego formułą, ale po co: na mapie zdarzeń obywatelskich w 2013 roku Kongres mieści się w pierwszej 50-tce i to nie jest zły wynik.

Za to muszę zauważyć jedno zdanie, wypowiedziane plenarnie przez Krzysztofa Domareckiego (szef Rady Nadzorczej SELENA FM SA – giga-biznes w dziedzinie chemii budowlanej): „na szkodę postępu gospodarczego zbyt mocno jest w Polsce ukorzeniona idea sprawiedliwości”. Ze względu na apopleksję zostawię to zdanie bez komentarza. A zajmę się innym zdaniem: pan Krzysztof wyraża w nim zadowolenie, że rząd wpadł na świetny pomysł utworzenia Polskich Inwestycji Rozwojowych, czyli gigantycznego funduszu zbudowanego na rozmaitym majątku firm państwowych, zarządzanego przez zakompleksionego gościa z wykształceniem porównywalnym z pomaturalnym, mającego właściwy dla nijakowców narów wkręcania się w rozmaite fajne miejsca (patrz: „Dobre rady dla PIR” albo „Jak zwykle”). Otóż ja wyrażam obywatelskie zatroskanie tym, że w taki sposób tworzy się ni-to-konsorcjum, ni-to-holding zadaniowy. I wcale nie uważam, że idea sprawiedliwości jest przesadnie w Polsce ukorzeniona, a nawet jeśli byłoby tak – to nie uważałbym tego za powód do zmartwień.

Znakomity duet panelistów stanowili Jacek Żakowski i Andrzej Zybertowicz, na co dzień „z innej bajki” będący. Obaj z rezerwą odnosili się modernizacji (tytułowej dla tego Kongresu). Redaktor ze swadą kpił: modernizacja kolei przez zamykanie linii, modernizacja przemysłu przez likwidację przedsiębiorstw. Wtórował mu Profesor: barierą wzrostu jest stosunek Polaków do (polskiego) kapitału (powszechnie postrzeganego jako nomenklaturowy, kosmopolityczny). Zybertowicz zapytuje: modernizujemy nie swoją podmiotowość gospodarczo-polityczną, a co najwyżej to, jak się ułoży nasza zależność od cudzych gospodarek i państw obcych. Bo gdzież i jakiż jest rezerwuar polskich zasobów wspólnotowości? Znakomitą ilustracją tego pytania był opis szkoły dany przez Redaktora: jego najmłodszy syn chodzi do szkoły, gdzie cała struktura (meble, pomieszczenia, tryb nauczania) uczy osobności, uczy braku zaufania do drugiego, odradza „kumanie się”.

Podszedłem potem do Profesora mówiąc: zostaniesz okradziony z dwóch wspaniałych sformułowań: MODERNIZACJA PRZEZ DEPOLONIZACJĘ oraz MODERNIZACJA POPRZEZ DECHRYSTIANIZACJĘ. Zgodził się, zaznaczając, że zapożyczył te sformułowania od Zdzisława Krasnodębskiego, co skrzętnie tu odnotowuję.

O ile się orientuję, w Łodzi JOW-owcy lekko poruszyli się w kierunku zbliżenia stanowisk (struktury czy płynny ruch). We Wrocławiu natomiast trwa drugie głosowanie w sprawie dolnośląskiej „baronii”. Schetyna dostaje bęcki: nawet jak wygra, to dziadzieje wizerunkowo.

Chyba jednak w Warszawie działo się najwięcej, bo w sferze świadomości. I nie działo się najlepiej. Toczy się, w każdym znaczeniu słowa „toczyć się”.

 

 

Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka