Polska co do tzw. struktury politycznej jest dość jasno skonstruowana, choć z pozoru jest mętlik:
1. Najbardziej bezwładny – przez swą masę – jest żywioł koniunkturalny życiowo: zgarnąć pod siebie ile się da, na ile pozwala REALNE prawo i REALNY obyczaj (a nie deklarowany), opłacić się komu trzeba, krakać jak trzeba (to łatwo wyczuć po zachowaniu mediastów) trzymać się z dala od zachowań niesalonowych (chyba że coś tam coś tam ukradkiem), trzymać z tymi co na urzędach i z tymi co „rozprowadzają” w rewirze;
2. Najbardziej zawzięty jest żywioł ideowo-opozycyjny: tu się „czwórkami” maszeruje ku wytypowanym celom, a że te są chwiejne, to i marsz zygzakiem, niemniej obojętne, jaka jest aktualna „instrukcja” – zawsze w dobrym tonie jest nazwać przeciwnika najbardziej obelżywie, wytknąć koniunkturalistom ich koniunkturalizm, narobić takiego zamieszania w różnych sprawach, by Władza pogubiła się, a przynajmniej zrezygnowała z wojen na licznych frontach;
3. Żywioł pretendentów podzielił się na dwoje: jedni trzymają się konwencji pozbawionej ekscesów, państwowotwórczej, sprawdzonej wielokrotnie, choć oznaczającej brak wyrazistości, zwłaszcza kiedy się ma za paznokciami robotę rządową sprzeczną z deklaracjami, drudzy zaś podskakują jakby ich ktoś przypalał, pstrokato i krzykato, z okresami oddechu, ale też z ciągłym ratowaniem „progu wyborczego”;
4. Żywioł gospodarski działa statecznie od kilkunastu pokoleń: nie ma takiego ustroju i takiej siły wiodącej, z którą by się nie dogadał, bo jest cwany i czujny, nawet jeśli rzeczywisty rządca od czasu do czasu ustawia go w niewygodnym położeniu: za tym żywiołem stoi masa stanowiąca administrację lokalną i stabilna nomenklatura (stabilniejsza niż ta koniunkturalna);
5. W ciągłych drgawkach są liczne grupy odszczepieńców, kontestatorów, dysydentów, flibustierów, z lewicy, prawicy, środkowicy, związkowicy, pozarządowicy, kaplicy, spośród których niektórzy „z przyzwyczajenia” są jeszcze na państwowym wikcie, a pozostali z tego samego „przyzwyczajenia” najprawdopodobniej nigdy państwowego chleba nie posmakują;
6. Za tym wszystkim jest Tło, ale w odróżnieniu od tła na obrazach czy w teatrach albo w krajobrazie – polskie tło ma zwyczaj wybuchać i płonąć oraz grzmieć, jakbyśmy żyli na wulkanie. Powodem awanturnictwa Tła jest jego słabnąca kondycja, stąd zachowuje się widowiskowo, jak ryba w wysychającej kałuży, której wydaje się, że kiedy będzie się wiercić, to coś zyska;
Ludzkość zwykła świętować najważniejsze swoje daty w taki sposób, że koniunkturalni ustalają „agendę”, opozycja sobie z tej agendy bierze co wygodne, resztę honorowo odpuszczając, pretendenci czujnie wystawiają się na widok tak, by elektorat rozumiał, co ma rozumieć, gospodarze zastawiają stoły płodami i częstują wszystkich, odszczepieńcy obgryzają z bezsilnej złości paznokcie, a Tło obraca głowę tam, gdzie kamery, jak na meczu tenisowym: raz tu, raz tam.
Ale Ludzkość naszego zielonego trzęsawiska postawiła wszystko na głowie. Najbardziej ożywione jest wtedy Tło (nie tylko 11 listopada, ale też 1 maja i w podobnych sytuacjach), które stanowi w takich datach mieszankę wybuchową, okazji stwarzanych przez Tło chwytają się odszczepieńcy – każdy drąc w swoją stronę, gospodarze udają, że ich nie ma (więc też nie ma biesiadowania), pretendenci udają najbardziej statecznych i wyważonych, opozycja wyjeżdża za miasto, a agendę realizuje garstka etatowych koniunkturalnych, którzy idą na uroczystości z etatowego obowiązku.
Z tego odwrócenia – jakże fikuśnego i zabawnego – możnaby się pośmiać do rozpuku.
No, to czemu mi smutno…?



Komentarze
Pokaż komentarze