Myślałem, że sprawa już dogorywa w sądach. A tymczasem…
Ktoś biegnąc zachłysnął się pędem –
Krew w skroniach, wzmożony rytm serca.
- Ja będę! Maratończyk – zwycięzca.
Tadeusz Kubiak , „Na start”
Współczesnych niewiarygodnych wręcz maratończyków-zwycięzców mamy niemały peletonik: Vettel czy Schumacher w F1, Armstrong w kolarstwie, Bubka czy Isinbajewa (tyczka), Paquiao (boks). Ale i dawniej takich nie brakowało, np. Emil Zatopek czy Paavo Nurmi (długodystansowcy) albo Jens Weisflog (skoczek narciarski) czy Pele (piłkarz). Ci dawni – znani byli z pracy i talentu jedynie…
Jako, że sport dawno przestał być olimpijski w naturze, dla zwycięstwa (dla sponsorów, dla ustawiaczy, dla zakulisowych mocodawców) stosuje się „wszystko co możliwe”, no i wszyscy wiedzą o co chodzi. A poza sportem?
W polityce niełatwo jest być przez całe lata na szczycie. Może to jest jakaś wskazówka dla Czytelnika: Fidel, Ho Shi Minh, Kim Ir Sen, Stalin, Breżniew, Husajn, Kaddafi, Mobutu Sese Seko i Sani Abacha. Dołącza do tego panteonu mistrzów Władimir Putin, który wiele się nauczył w międzyczasie.
Naszym czempionem jest wciąż niezłomny Donald.
Tuskowe „cambium” już się starzeje, zamienia się w „cortex” (cambium – to cylindryczna pod-warstwa pnia produkująca wciąż nowe pokłady masy witalnej, cortex – to odpowiednik kory drzewnej, martwiejącej tkanki osłonowej). By spełnić normy redagowane gdzieś tam – Tuskoidy biorą rozmaite prozakopodobne: jak nie Euro 2012, to jakieś inne specyfiki. I ma przy sobie wciąż czujnych „drużynników”, przy czym – jak w sporcie – nie wiadomo, kto rządzi, on czy otaczający go (osaczający?) drużynnicy. Tak czy inaczej – jak to zwykle bywa – im dłużej się zasiada, tym bardziej się chce trwać.
Do czego to prowadzi – mieliśmy próbkę w 2010 roku. Nie, nie oskarżam, przypominam tylko, że zapiekłość polityczna przesłania wszystko, a frontmeni często, by „uspokoić sumienie”, musieli eliminować konkurencję, a przynajmniej wciąż jej pokazywać miejsce w kącie. Tusk już chyba nie może być inny, zwłaszcza kiedy ma (miał) w swojej własnej ekipie godnych rywali, nie mówiąc już o innych drużynach.
To jest temat śliski i przez to trudny. Może łatwiej będzie, jeśli powiem wprost: rażące luki w policyjnej i logistycznej obsłudze warszawskiego pochodu nie są przypadkiem, tylko dalszym ciągiem wariactwa, jakie miało miejsce przez 2 lata po rozpadzie krótkotrwałej efemerydy POPiS. Polityczne buldogi dawnego POPiS walczą już właściwie o życie, zaś życiodajne medale, publiczność i podobne sprawy – to tło. Przeciw rządowi, a nawet systemowi-ustrojowi i kretyńskim igrzyskom, są coraz liczniejsze środowiska, nawet te niegdyś euforyczno-entuzjastyczne, dziś zaczynające trzeźwieć. Obnaża swą zdradliwość polityka „skubnijmy, a potem się zobaczy”. Jej wykonawcy z Tuskiem w roli frontmena zaczynają rozumieć, że to nie ich koncert, że robią za „support” dla właściwych mistrzów areny. Dlatego potrzeba wciąż nowej adrenaliny, nowego potwierdzenia wartości, zdolności rządzenia, namiastek sukcesu w sprawowaniu władzy. Idą w zatracenie.
Jest krańcową ściemą i medialnym szalbierstwem, jeśli oskarża się opozycję – gdy ta robiła wszystko, by nie dać się wkręcić – o patronat, pośrednie sprawstwo, podstępną konspirację przy wydarzeniach 11 listopada. Policja i służby inwigilujące wszystko i wszystkich, od dawna wiedziała, kto konkretnie będzie „dodatkowo” uczestniczył w manifestacji. Udawała, że nie rozumie, dlaczego oddzielono dwie imprezy (przemarsz i wiec kończący). Kto jeszcze wątpi, niech zada sobie pytanie: czy w płonącej przed ambasadą budce był – jak powinien – policjant? Skąd mieszkańcy squotów wiedzieli, że są zagrożeni? Dlaczego oddziały – nomen-omen prewencji – paradoksalnie działały ex post, i to niemrawo do przesady, wcześniej zaniedbując elementarnych czynności przewidzianych w instrukcjach-manualach? (prewencja – to inaczej zapobieganie złym zjawiskom i zagrożeniom, usuwanie ich przyczyn: składają się na to różnego rodzaju działania prowadzone przez instytucje i służby państwowe, organizacje społeczne i inne podmioty, które muszą, ze względu np. na obowiązki wynikające z ustaw, lub chcą pełnić rolę prewencyjną, np. policja, straż pożarna, inspekcja pracy, ubezpieczyciele, lokalne społeczności).
Mam też niemal pewność, że idący na czele pochodu cwaniaczkowie „zdziwieni, że ktoś dymi”, a także „zdziwieni, że marsz rozwiązano” – grali dobrowolnie w tę samą grę, zwłaszcza że (prawie pewność) znali „agendę podpuch” sił porządkowych. Tusku, Sienkiewiczu, macie „obcych” pośród siebie, rozpracowali was.
Ofiarami tej zabawy w „kto kogo ustawi w złym świetle” są – paradoksalnie – ci niewyżyci chuligani i rozrabiacy, mający niejedno za paznokciami, jedyni autentyczni aktorzy spektaklu, którym nie trzeba było dwa razy powtarzać, że „jest okazja”. Bo dziś nie przyznają się do nich ani ci, którzy ich doprosili, ani ci, którzy nimi sterowali przez swoje „wtyki” (a co, mylę się, nikt nie wniknął w szeregi kibolskie i zadymiarskie, nikt nie wniknął pomiędzy squotersów?). Dostaną za swoje i mają to wpisane w swoje zdewiantowane hobby. To ich osobliwy „styropian”. Nie takie represje znoszą dwa razy w tygodniu (kto nie wie, o czym mówię, niech w dniu meczu Legii towarzyszy kibicom od dworca Powiśle do Łazienkowskiej).
Może już bardziej spektakularnej Katastrofy nie będzie (może…), ale powodów do wstydu przed światem jeszcze będziemy mieli trochę, zanim się tej gry nie przerwie.
Tuskowi ad memoriam: okoliczności, w jakich kończyli długodystansowcy polityczni, niewiele miały wspólnego z uroczystym i pogodnym jubileuszem. Niech lepiej weźmie „miarę” z Denga, który wbrew wyobrażeniom o chińskiej polityce sam wycofał się z funkcji, przez co zachował zdolność wpływania na czynnych polityków.
Nasza władzuchna i jej najwięksi „bejsboliści” ani przez chwilę nie myślą po gospodarsku o tym, czym nas epatują poprzez media: są jak podstarzałe basiory, które widząc, że ich czas w stadzie się kończy – gotowi są zostawić pogorzelisko wokół siebie, stratować największe wartości, byle tylko zagryźć pretendentów. I tym żyją, to ich rajcuje.
A ty, obywatelu, co na to?



Komentarze
Pokaż komentarze (3)