Jan Herman Jan Herman
337
BLOG

Co na to wierzyciele?

Jan Herman Jan Herman Polityka Obserwuj notkę 0


 

Bywają takie przedstawienia, z których trzeba wyjść, jeśli ma się choćby odrobinę respektu dla siebie. Takim spektaklem jest zabawa Tuska w rządzenie.

Zważ, Czytelniku, że to nie ja dołączyłem do chóru, który wyczuł, że już można krakać: ja śpiewałem solo, jak paru innych, od dawna pieśń szyderczą, pieśń dramatyczną, na koniec pieśń pogrzebową. To chór się przegrupował i dołączył.

W 2007 roku Tusk zebrał plony przestrachu, jaki posiała w ludziach „czerezwyczajka” Delfina. Ten użytkownik „gwoździ”, człek miliona kompleksów, awansowawszy wyłącznie dzięki pomylonej sympatii Placka brata Jacka, człek który na moim podwórku co dzień dostawałby bęcki – nie tylko wdmuchnął w polskie życie dawkę grozy, ale też koncertowo spieprzył wizerunek IV Rzeczpospolitej, której koncept wykuwał się "pod wrażeniem" Transformacji.

„Myślenie o IV Rzeczpospolitej nie wynika z kaprysu znudzonego umysłu czy z woluntarystyczno-rewolucyjnych sympatii. Wynika z przekonania, że grozi nam nawet nie tyle katastrofa, ile miernota, prowincjonalizm, dryfowanie, poczucie bezradności, a przede wszystkim próżnia władzy” – pisał Paweł Śpiewak w artykule „Koniec złudzeń” z 23 stycznia 2003, napisanym po ujawnieniu afery Rywina.

Za Pedią: W koncepcjach tzw. "IV Rzeczypospolitej" zakładano m.in.:

1.      Odnowę moralną w życiu publicznym

2.      Oparcie o tradycje narodowe i demokratyczne

3.      Odbudowę zaufania społecznego do instytucji państwa, prawa, parlamentu, administracji, rynku gospodarczego

4.      Konieczność stworzenia od nowa wielu praw i instytucji, likwidację zbędnych urzędów

5.      Zwalczanie przez władze korupcji

6.      Likwidację komunistycznej (PRL-oskiej, zagranicznej – JH) agentury w służbach specjalnych

7.      Szczególną opiekę prawną nad rodziną jako podstawową instytucją życia społecznego

8.      Solidarność społeczną (hasło "Polski solidarnej" w opozycji do tzw. "liberalnego eksperymentu")

9.      Nadrzędność polskiego prawa konstytucyjnego nad międzynarodowym

Czy jest ktoś, kto dziś uważa, że to był-jest poroniony pomysł? A zgłoszono go w dojrzałej postaci po doświadczeniach Transformacji w trzech łupieskich rozdaniach: oddanie rynków szarańczy europejsko-amerykańskiej (rozbicie polskich struktur i osłon gospodarczych),  oddanie majątku narodowego (prywatyzacje różne) i czterech ważnych obszarów substancyjnych (edukacja, zdrowie, samorząd, ubezpieczenia społeczne) w ręce krajowych i międzynarodowych drapieżników i hien, stworzenie Pentagramu biznes-gangi-media-służby-politycy (mówiło się „układ” albo „zielony stolik”).

Czy to są kiepskie powody poszukiwania ratunku dla sponiewieranej Rzeczpospolitej?

Nie wyszło. Niech Kaczyński pluje sobie w brodę, bo to on był kapitanem i sternikiem w jednym. Polska od 2005 roku (już 8 lat!) mogła jechać w kierunku właściwszym niż ten, który już wtedy sygnalizowano, a który nadal jest zafiksowany, tyle że równia pochyła zamienia się w karkołomne osuwisko.

Jako się rzekło, na błędach Kaczyńskiego wybił się Tusk i jego pragmatyczna formuła polityczna oparta na Pentagramie. Liczba i skala „numerów”, jakie wykręcała i wykręca Tuskowa ekipa Polsce – o niebo przerasta aferę Rywina.

Na całym świecie pragmatyzm polityczny w warunkach „rynkowych” – ktoś to musi jasno powiedzieć – polega na tym, że cynicznie splata się w jeden nieodwracalny (gordyjski) węzeł interesy biznesowe i polityczne, pozostałe interesy (w tym środowisk nie umiejących spraw społecznych, wspólnotowych i ludzkich traktować jak biznes) odsyła się „na Berdyczów”. Pod ten „ryt” utworzono Konstytucję, Ordynację Wyborczą, Regulamin Sejmu. Te trzy dokumenty – jakże różne co do znaczenia – oddają rządy w Polsce kilkunastu kamarylom, a oznacza to, że one „biorą wszystko” niezależnie od wyniku wyborów. Wiszą chłodnym cieniem nad polskim systemem-ustrojem, rozłażą się po codziennej rzeczywistości lepką mazią.

Tuskowi, który nie wstrzyma się przed żadną podłością i plugawością, nie wyszło kilka fajnych numerów:

1.      Ominęła go niemal pewna prezydentura;

2.      Nie znalazł uznania w elicie graczy kontynentalnych (podobnie jak Kwaśniewski zostanie po odejściu „bez przydziału”);

3.      Jego formacja zyskała miano cwaniaczków, szalbierzy i geszefciarzy, nie ma znaczącego sukcesu;

4.      Nie zdołał rozliczyć się z mocodawcami (głównie środowiska mega-biznesu oraz międzynarodowe interesy), którzy PO „ustanowili” gospodarzem w Polsce;

5.      Posypały mu się aktywa polityczne, kiedy odsunął Ćwiąkalskiego, Drzewieckiego, Schetynę i Grabarczyka oraz Palikota, a w ich miejsce wstawił miernoty takie jak Kopacz, Nowak, Siemoniak, Sienkiewicz, Mucha, Arłukowicz (patrz: TUTAJ);

6.      Rozerwała mu się sztama z PSL-em, kiedy wyrobionego w „zakulisach” Pawlaka zastąpił pięknoduch Piechociński, człowiek „nieżyciowy” jeśli chodzi o Pentagram;

Mam być szczery, sam nie wiedziałbym, co z tym zbankrutowanym towarzystwem dalej robić. Co nazwisko – to nosiciel jakiejś purchawki, którą strach nadepnąć.

Pierwsza kadencja zakończyła się porażką: mocodawcy nie dostali właściwie nic. Właśnie dlatego Tusk stracił szansę na odegranie jakiejś europejskiej roli. Dziś jest w rządzie – ja wątpliwości nie mam – jedynie firmantem, słupem. Niech się Czytelnik domyśli, komu „globalia” powierzyły tę podrzędną szachownicę, jaką jest dla Europy i Ameryki Polska.

Drugą kadencję zatem Tusk zainicjował aktem rozpaczy, w postaci zapowiedzi Polskich Inwestycji Rozwojowych, czyli „wpisowego”, karmnika dla mocodawców, aby go nie odsyłali na szczaw i mirabelki przed 60-tką. Ale jednocześnie popełnił kosmiczne błędy kadrowe: jego pierwszy rząd – to byli w większości samodzielni gracze, z którymi mógł zawrzeć cichą umowę i oni już wiedzieli, co i jak się robi. A ta druga ekipa – widać wyraźny zamysł panapremierowy – to osobniki czeladnicze, którymi trzeba wciąż od nowa kierować ręcznie, stać im za plecami i pilnować, by się nie potknęli o własne kariery, do których nie dorośli. I jeszcze ten koszmar ludowy!

Cały zamysł PIR jednak posypie się Tuskowi z powodu facecika, którego nikt nie zauważa, choć ten bardzo by chciał. Nazywa się Mariusz Grendowicz (patrz: TUTAJ) i jest narcystycznym niedoukiem. Absolwent londyńskich tajnych kompletów kształcących średnie kadry bankowe, udaje tu gościa wykształconego i wkręca się wszędzie, gdzie nie zdążyli się na nim poznać. Pustak i bufon, który doskonale wie, po co został ustawiony na czele największego powojennego przekrętu polskiego, ale jego kompetencje kończą się na „inżynierii geszeftu”, a tu idzie gra o to, kto z kontynentalnych i globalnych graczy będzie na tyle silny w Polsce, że z jego „stajni” będą się wywodzić i ministrowie, i wojewodowie, i marszałkowie, i prezesi głównych funduszy, i naczelni trybunaliści oraz kontrolerzy. To już lepiej byłoby, gdyby tę fuchę dał Pawlakowi, który z czynnych magików nie ma sobie w Polsce równych w takie klocki.

Jednym słowem, Tusk goni w piętkę. Piszę te słowa w nocy, w przeddzień „rekonstrukcji” rządu. Zobowiązuję się napisać ciąg dalszy, kiedy poznam nazwiska, choć mam już teraz jasność, że jeśli nie wstawi do kilku kluczowych ministerstw (gospodarka, skarb, finanse, infrastruktura, rolnictwo, środowisko) swoich sekretarzy stanu zdolnych realizować misję powierzoną Grendowiczowi – to nie dość, że polegnie w niechwale, to jeszcze pójdzie siedzieć, że go samego zacytuję.


 

 

Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka