Jarosław Gowin to typowy krakowski inteligent. Tradycje dysydenckie wynosi z domu, etos ugruntowuje w krakowskiej uczelni, po czym obraca się w kręgach redakcji i klubów chrześcijańskich, poznaje ważnych luminarzy świata ignorującego system-ustrój i sam daje się poznać jako ten stojący po PRAWEJ stronie.
Zarówno doktorat („Kościół w czasach wolności 1989–1999”), jak i inne książki ustawiają Gowina w środowisku znanym pod nazwą „świeccy katolicy”. Ale – występując w ramach redakcji Tygodnika Powszechnego czy Znaku – kroczył ramię w ramię z Michnikiem zarówno w sprawach stosunku do Kościoła (powiedzmy jasno: stosunku daleko krytycznego), jak też w sprawach „nie rozdrapywania ran” przeszłości. Jego świecka katolickość rozbłysła już w dojrzałym życiu politycznym, senatorsko-poselskim.
Wielu posłów – dostając się do Parlamentu z nadania partyjnego – wystawia się na giełdę oczekując od lobbystów zleceń i „uprzejmości”. Gowin tego nie musiał: jest apostołem krakowskiej inteligencji konserwatywnej i będzie pod Wawelem postacią nawet, kiedy odejdzie z Parlamentu.
Powołana przezeń dziś partia – to zaledwie krok w dość konsekwentnym marszu, którego celem jest „teologiczna” pozycja Kościoła w społeczeństwie, w odróżnieniu od dzisiejszej, „parafialnej”. Wyjaśnijmy:
1. Pozycja „parafialna” opiera się na kulturowym, odruchowym, niezbyt świadomym, nieco uproszczonym i powierzchownym, można powiedzieć ludowym poszukiwaniu „opoki” życiowej w organizacji kościelnej, która daje „gotową potrawę” światopoglądową w postaci coniedzielnych kazań, a ostatnio jest wzmocniona działaniami medialnymi (Maryja, Józef, prasa);
2. Pozycja „teologiczna” – w dającym się odczytać założeniu – będzie wywiedziona z przesłań „doktorów Kościoła”, zamiast prostych zaleceń życiowych ułatwiających rozgrzeszenie będzie źródłem przekazu co do spraw poważniejszych: Duch, Wieczność, Bóg, Zbawienie – oczywiście z przełożeniem tego wszystkiego na podmiotowo-wspólnotową działalność katolików w rzeczywistości doczesnej;
Widać to choćby po sposobie, w jaki Gowin od dawna dzieli Kościół na „otwarty” (inteligencki, duszpasterski, apostolski, misyjny – JH) oraz na „zamknięty” (flibustierski, bojowy, płaski, awanturniczy – JH).
Po śmierci swojego mistrza Józefa Tischnera Gowin uznał się za spadkobiercę jego myśli, czego najdobitniejszym dowodem jest organizowanie corocznych Dni Tischnerowskich, podczas których debatuje się o sprawach społecznych, religijnych i politycznych według „wskazówek” księdza. W 2003 r. powstaje też Fundacja „Instytut Myśli Józefa Tischnera”, która „stawia sobie za cel ochronę i upowszechnianie intelektualnego dorobku ks. Józefa Tischnera oraz twórczą kontynuację najważniejszych wątków Jego filozofii”. Instytut organizuje wykłady, prelekcje, seminaria, wydaje książki (korzystam z artykułów w Naszym Dzienniku).
W Radzie Patronackiej uczelni pod nazwą Wyższa Szkoła Europejska im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie, ufundowanej przez „Znak” (wspieranej np. przez Palikota), obok Gowina, który funkcję rektora zamienił na członka rady, zasiadają: Władysław Bartoszewski, Zbigniew Brzeziński, Jerzy Buzek, Norman Davies, Aleksander Hall, ks. Michał Heller, Jerzy Jedlicki, Piotr Nowina Konopka, ks. bp Tadeusz Pieronek, Jacek Saryusz-Wolski, Aleksander Smolar, Władysław Stróżewski, Jerzy Szacki, Adam Zagajewski, o. Maciej Zięba, Andrzej Zoll. Wcześniej w radzie zasiadali nieżyjący już: Bronisław Geremek, Ryszard Kapuściński, Czesław Miłosz, Jan Nowak-Jeziorański, Jan Kułakowski, ks. abp Józef Życiński, Tadeusz Mazowiecki.
To jest grono niekłamanych erudytów, którzy pozbawieni są „zajoba” na punkcie religijnym (choć sam Gowin – w ocenie Tuska – ma „pozytywną szajbę” deregulacyjną), a jednocześnie czynnie wyrażają atencję wobec chrześcijańskiego filaru, który obok idei helleńskich i rzymskich współ-konstytuuje Europę.
Tego spodziewam się po nowym konserwatywnym ugrupowaniu, doceniając, że ma ono w sobie coś, czego dawno wyzbyła się lewica i prawica polska: skłonność do odniesień duchowo-rozumowych (patrz: logo odwołujące się do "zakazanej konsumpcji" z drzewa mądrości). I to jest najważniejszy atut partii Gowina, który cenię niezależnie od tego, czy go popieram.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)