84 obserwujących
2349 notek
1235k odsłon
156 odsłon

Ustrój Rzeczpospolitej. Między Kreatorem a Biorcą

Wykop Skomentuj6

Kiedyś bawiłem się w kategoryzowanie postaw ludzkich, z naciskiem na ich (tych postaw) wymiar ekonomiczny. I wyszło mi, że jest jakaś różnorodność między dwiema postawami skrajnymi: Kreatora i Biorcy. Obie kategorie szacowałem na mniej-więcej 5%, a pośrodku, o ile dobrze pamiętam, umieszczałem Obywatela, który jest archetypem Spółdzielcy, czyli tworzy by się samorządzić, ale też samorządzi się by tworzyć swobodnie.

To było ze 20 lat temu, nieco więcej: jednym z poważniejszych adresatów moich ówczesnych przemyśleń był ten i ów profesor SGH, gdzie celowałem w obronę pracy „Ekonomia Planu: wybrane atrybuty gospodarki typu rosyjskiego”. Przeczulonych Czytelników uprzedzam: było to przede wszystkim porównanie tego co kulturowo rosyjskie z tym, co kulturowo jest anglosaskie. Zero polityki i ideologii.

Z obrony zrezygnowałem, sądząc pysznie i dumnie oraz buńczucznie, że profesura nie dorosła do moich konceptów.

Ostatnio znów wracam do tamtych pomysłów, a to przy okazji moich starań zdecydowanie politycznych: otóż jestem pod wpływem „pozytywnej szajby” spółdzielczej, a żeby od razu „ustawić narrację”, podam, iż nie uważam, iżby współczesne polskie „samorządy” były naznaczone samorządnością (np. za takie uchodzi nie wiem czemu administracja lokalna z „przylepionymi” kiściami geszefciarskimi, kontrolowana via RIO przez Rząd), nie uważam też, że współczesne polskie spółdzielnie mają wiele wspólnego ze spółdzielczością (są po prostu – nawet te socjalne – biznesami solowymi lub grupowymi korzystającymi z wygód spółdzielczej podmiotowości formalno-prawnej).

Posuwam się w swoich ocenach do tego, że uważam naszą Konstytucję za akt pogardy dla samorządności i spółdzielczości – co wobec pierwszego akapitu powyżej oznacza pogardę dla Obywateli.

* * *

Kimże jest „liryczny podmiot” socjalizmu, czyli Wolny Wytwórca? W doktrynie mamy pojęcie Zrzeszenie Zrzeszeń Wolnych Wytwórców. Inaczej – bez złośliwości – Kraj Rad, którym poprzez swoje reprezentacje-przedstawicielstwa zarządzają Masy Obywatelskie.

Zawsze w takich przypadkach pokazywana jest – nie bez złośliwości – figura Polaka-Szaraka, który nie jest na pewno Kreatorem, a prawie na pewno jest Biorcą. To ma oznaczać, że Polaka-Szaraka nie stać na samorządność, przedsiębiorczość, a jeśli już dochodzi do głosu – to w owczym pędzie, protestując, stając okoniem, upierając się. Generalnie jako NIE.

I najczęściej te figurę przywołują ci, którzy przez lata całe do roku 1989 wyzuwali nas z obywatelskości, albo ci, którzy w odpowiedzi na owo wyzuwanie – zaprowadzali w Polsce osobliwą demokrację domniemaną, a’rebours.

Ja zaś twierdzę – z dużą dozą przekorności – że dużo więcej demokratyzmu będzie w rozsypanych społecznościach funkcjonujących w myśl „wolnej amerykanki”, popełniających lokalnie dotkliwe błędy i zdominowanych przez równie lokalnych kacyków biznesowych, kościelnych, sitwiarskich – niż w demokracji zarządzanej równie arbitralnie jak ręcznie przez sprawdzonych, wypróbowanych macherów rozprowadzających od zawsze lokalne i centralne sprawy, z wielkim lekceważeniem Obywateli, ale tez prawie zawsze – w tajemnicy przed Obywatelami.

Dlatego – tu jestem zawsze oskarżany o burzycielski anarchizm i podskakiewiczostwo – wolę postawić na absolutnie oddolny, lepperowski wręcz „anarchizm”, którego animatorami będą autentyczni liderzy miejscowi, każdy różny od pozostałych, byle tylko zamknąć możliwość kontynuowania złej, anty-obywatelskiej roboty „uznanych i zasłużonych autorytetów”. Tak się dalej pracować nie da.

* * *

Zmiana w obszarze tzw. „paradygmatów politycznych” jest nieuchronna, zarówno ze względu na to, że dokonują się rozstrzygnięcia pokoleniowe (wymierają mastodonty), że masa osób wykluczonych realnie i zagrożonych wykluczeniami przekracza próg krytyczny, że formuła partyjności opartej na biznesie i mediach oraz służbach wyczerpuje swoje możliwości sprawcze.

Zmian takich dokonują albo „rozwydrzone masy”, albo „milczący elektorat negatywny”, albo „reformatorzy”. Oczywiście, ten trzeci wariant wydaje się kuszący – o ile jest jakiś prawdziwy, skuteczny mechanizm zablokowania dostępu do grona „reformatorów” przez kompromitujące się wciąż od nowa „uznane i zasłużone autorytety”.

Jeśli takiej gwarancji nie ma, a wręcz „zakodowane ustrojowo” są sytuacje odwrotne – to pozostaje nam postawić na „ulicę” albo na „nie uczestniczących” – z wszystkimi „anarchizującymi” skutkami. Łatwo jest odsuwać Obywateli od współ-decydowania o sobie – a potem im zarzucać błędy, zapiekłość, tłumność, porywczość, niedoświadczenie.

Twierdzę, że kiedy wreszcie Obywatele przestaną być jedynie „rejestrowi”, a staną się nimi rzeczywiście – nastąpi wiele kosztownych społecznie błędów, a „indeks niesprawiedliwości” chwilowo wzrośnie. Ale suma kosztów takich błędów – będzie niewątpliwie mniejsza niż trwanie w tym, co nam serwowała i co zakleszczyła nam na długo – Transformacja.

Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka