Pewnie zawiodę wszystkich prawicowych czytelników salonu24, którzy sugerując się tytułem notki spodziewają się opisu patologicznego „układu” i post-komunistycznych decydentów III RP. Nie tym razem Drodzy Czytelnicy, bo dzisiaj postanowiłem poświęcić trochę czasu i przestrzeni na blogu na opisanie filmu „Nietykalni” (Intouchables).
Podjąłem taką decyzję w związku z tym, że w końcu większość z nas cieszy się dniami wolnymi i warto czasem oderwać się od rzeczywistości i obejrzeć dobry film, w dobrym towarzystwie. „Nietykalni” właśnie takim filmem jest. Powiem szczerzę, że nie przepadam za filmami, których zakończenie można przewidzieć w połowie filmu, jednak pomimo dosyć oczywistej końcówki jestem pozytywnie zaskoczony.
Nie jest to opowieść o jakiejś niezwykłej fabule, o wydarzeniach, które jednemu głównych bohaterów pozwalają pokonać inwalidztwo, nie ma tam magii, skomplikowanych wątków. Powiedziałbym, że „Nietykalni” powala z nóg banalnym humorem, prostą akcją i pokazaniem codziennych aspektów życia. Jest to historia pewnego bogatego inwalidy oraz biednego, bezrobotnego mężczyzny, żyjącego w szarej rzeczywistości Paryża. Wydaje się, że głównym przesłaniem filmu jest pokazanie tego, że nieważne czy jest się zamożnym czy nie, zdrowym czy nie, to radość z życia jest w zasięgu naszej ręki. Oczywiście postrzeganie szczęścia różni się w zależności od indywidualnej sytuacji człowieka.
Sam tytuł jest już znaczący. Dla sparaliżowanego milionera marzeniem jest korzystanie z życia w pełni, tak jak mógł to robić zanim doszło do wypadku. Dla biednego chłopaka z getta szczęściem jest życie w luksusie. To co łączy ich to właściwie przypadek, który pomaga im dostrzec, że pomimo różnych perspektyw i oczekiwań razem mogą osiągnąć to czego nie mogliby osobno. Razem są nietykalni.
Driss zatrudniony jako opiekun Philippe pokazuje mu, że pomimo ciężkiej sytuacji powinien zachować dystans do siebie, a przede wszystkim akceptować własną osobę. Bezrobotny, chłopak z przedmieścia uczy, że nie trzeba być bogatym, żeby dostrzegać szczęście w małych rzeczach.
Film ukazuje pozorne różnice pomiędzy warstwami społecznymi. Bogaci spędzają swój czas często na rzeczach, które w przekonaniu innych, im podobnych, są interesujące, wartościowe. Różnice te w filmie często zostają sprowadzone do absurdu, jak w przypadku „nowoczesnej sztuki”. Driss maluje obraz, który jest kilkoma maźnięciami pędzla. Philippe, przekonując swojego znajomego o wartości obrazu nieznanego artysty, sprzedaje obraz za 11 tysięcy euro. Pozorność fascynacji rzeczami o ogromnej wartości materialnej jest odkrywana właśnie przez sceny pełne humoru.
Jednym zdaniem to dobry film, pokazujący, że bycie szczęśliwym jest proste, osiągalne i dla każdego. Obraz ten dopełniony jest pięknymi ujęciami, wspaniałą muzyką i niesamowitym samochodem (Maserati Quattroporte). Polecam!
1666
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze