2 obserwujących
27 notek
9120 odsłon
  701   1

Co Polacy robili pod Saragossą?

okładka
okładka
Cóż, potrzebowaliśmy spektakularnych zwycięstw, aby podreperować sobie samopoczucie po rozbiorach. Potrzebowaliśmy Bonapartego, aby dał nam przykład, jak zwyciężać mamy…

Na dźwięk słów „Saragossa” czy „Somosierra” prawie każdy Polak staje na baczność, aby uczcić pamięć polskich bohaterów, co to przelewali krew „za naszą i…” i tu chyba trzeba postawić przynajmniej znak zapytania i stanąć na „spocznij”! A może nawet „w tył zwrot! Tak czy inaczej, pamięć naszych dokonań w epoce napoleońskiej trafiła do polskiej legendy, tak jak do hiszpańskiej trafiła obrona Saragossy siempre heroica i Inmortal przed francuskimi najeźdźcami, wspomaganymi przez polskie oddziały Legii Nadwiślańskiej.


Skąd takie szczególne miejsce Saragossy i Somosierry w zbiorowej pamięci Polaków? Cóż, potrzebowaliśmy spektakularnych zwycięstw, aby podreperować sobie samopoczucie po rozbiorach. Potrzebowaliśmy Bonapartego, aby dał nam przykład, jak zwyciężać mamy… Zbyt często jednak patrzy się przez romantyczne okulary, kiedy to dzielni Polacy tak pięknie giną za cesarza, podczas gdy te wyczyny miały także odwrotną stronę medalu, na co zwracali uwagę tacy polscy pisarze jak Gąsiorowski czy Żeromski. Tak więc to także i czarna legenda, która czasem przeradza się w retorykę wstydu i każe się nam zastanawiać nad skazami na pancerzach… Na historię podbojów napoleońskich spogląda się też niekiedy z perspektywy chłopców, którzy bawią się żołnierzykami i ekscytują militarnymi osiągnięciami ich idola. Zastanawiamy się czy taka, czy inna szarża miała decydujące znaczenie, czy użyto właściwych oddziałów, czy w obliczu ataku kawalerii piechota sformowała czworobok, czy przy oblężeniu stosowano odpowiednie działa i jaki miały zasięg… A w ogóle, Napoleon to Bóg wojny i nie można o nim źle mówić! Cóż, co się komu w duszy gra…

Echa hiszpańskiej wojny docierały do Polski w publikacjach prasowych choćby w Gazecie Warszawskiej czy w krakowskim Czasie, w listach uczestników wydarzeń, z których najbardziej znane są Listy do żony z wojen napoleońskich księcia Antoniego Sułkowskiego, a nawet na scenie Opery Warszawskiej, gdzie wiosną 1809 roku dano balet „Polacy w Hiszpanii”. Ale, jak pisze Barbara Grochulska: „Wojna hiszpańska rozgorzała w sile, budząc niepokój w kołach politycznych Księstwa. Była ogromnie niepopularna w społeczeństwie polskim, uważana za błąd polityczny Napoleona. Wysiłek wojska polskiego oceniano jako zbyt kosztowny i bezsensowny. Bohaterska szarża pod Somosierrą oznaczała dla trzeźwych umysłów owych czasów z jednej strony bolesną stratę bliskich, z drugiej – nadzieję na rychłe zakończenie wojny, której sensu nie umiano się dopatrzyć.”

Później zaczęli wracać żołnierze do kraju po wielkim krachu przygody napoleońskiej i snuć opowieści przy kominku, a potem spisywać wspomnienia. Już wtedy, jak i potem, odczuwano „brak całościowego opracowania udziału Polaków w kampanii hiszpańskiej. Przed blisko stu laty Walery Przyborowski napisał pracę na ten temat, ale stanowiła ona jedynie zlepek relacji pamiętnikarskich. Przyborowski, który wszystkie te pamiętnikarskie wątki starał się zebrać i podsumować w publikacji „Polacy w Hiszpanii (1808-1812)” [24], wydanej w Warszawie w roku 1888. Już na wstępie narzekał:

Dlaczego dzieje tych walk, przypominających niekiedy homerowskie boje, nie znalazły dotąd u nas dziejopisa, nie wiemy. Może dlatego, że nie wydały one żadnego owocu dla kraju, może dlatego, że jedyną nagrodą potoków krwi polskiej, wylanych bezużytecznie za Pirenejami, była sława nieporównanego męstwa, bohaterstwa na wet. Ale tego męstwa i tego bohaterstwa nie płodziła myśl i potrzeba obrony własnego zagonu, więc też pióro dziejopisa polskiego wstrzymywało się wobec historyi najazdu narodu, który Polsce nic i nigdy nie zawinił.

Przyborowski zastanawia się: Skądinąd, dziwne były losy tej polsko-hiszpańskiej epopei. Wyrzuciła ona z siebie, niby gradowa chmura hucząca nieustannym grzmotem i piorunami, kilka potężnych błysków, których mgliste, gasnące światło aż do nas doszło, by resztę cieniem pokryć. Obcy o niej nie pisali, bo ich nic nie obchodziła; swoi, także milczeli. Kilku żołnierzy, bardziej zdatnych do szabli niż do pióra, jak jenerał Mroziński, jenerał Załuski, Brandt, porucznik Brokere, Płaczkowski, Wojciechowski, Dobiecki, Lux itd. pozostawili nam kilka mętnych wspomnień, nic więcej. Nawet pieśń, która wszędzie tam występuje, gdzie historya milczy, nawet pieśń nie opiewała krwawych dziejów Saragossy, Samosierry, Okany, Almejdy i tysiąca innych bojów... Oprócz elegii Kantorberego Tymowskiego i Cypriana Godebskiego, oprócz poważnej dumy Góreckiego, nic więcej w pieśni nie odżyło z wyprawy hiszpańskiej... Materiały zresztą do niej są bardzo skąpe, prawie zawsze zagmatwane, nie pewne, po większej części, jakeśmy to już powie dzieli, składające się z osobistych pamiętników, które, jako pisane w późniejszym wieku, często kroć w kilkadziesiąt lat po wypadkach, przepełnione są błędami. 

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura