marcos111 marcos111
447
BLOG

paranoja "GP"

marcos111 marcos111 Polityka Obserwuj notkę 6

Ostatnio, dokonując przeglądu prasy natrafiłem na artykuł, który z pozoru wydawał się ciekawy. Spojrzałem na początku na tytuł, który brzmiał ”Markowana walka o wolność” i zaraz pomyślałem sobie, że może być to dobry przyczynek do powstania nowej powieści szpiegowskiej bądź historycznej, która z pewnością przyciągnie uwagę wielu czytelników, a film, który powstanie na je podstawie będzie równie dobry i intrygujący jak choćby seria książek o przygodach Jamesa Bourne’a. A nawet, jeśli nie będzie osadzona w takim klimacie, będzie ona dobrą, posiadająca ogromną wartość historyczną powieścią. I to, co z „wierzchu” wydawało się intrygujące i ciekawe wewnątrz było przesączone jadem i językiem nienawiści. Gdybym tego typu tekst ujrzał w tym piśmie jeszcze 5 lat temu byłoby to dla mnie rzeczą niemożliwą, nieosiągalną. Jednakże, żeby lepiej poznać zaistniałą sytuację, musimy sięgnąć do źródeł tego czasopisma. „Gazeta Polska” powstała w 1993r. zastępując jednocześnie zlikwidowaną de facto na polecenie Wałęsy gazetę „Nowy Świat”( na początku stając murem za Wałęsą cieszyła się sporym zainteresowaniem wielu Polaków o różnych poglądach, natomiast później w 1992roku, biorąc w obronę MON Jana Parysa w jego konflikcie z Prezydentem, naraziła się na gniew i wrogość tego drugiego). Stanowisko redaktora naczelnego wbrew wielu spekulacjom przypadło w udziale byłemu redaktorowi naczelnemu „Nowego Świata”- Piotrowi Wierzbickiemu, natomiast jego zastępcami zostali Elżbieta Isakiewicz, Tomasz Sakiewicz, Rafał Ziemkiewicz i Eliza Michalik. Gazeta do 2005 roku(momentu zmiany redaktora naczelnego) wiele razy, choć w sposób nieznaczny zmieniała swój kurs polityczny. Nie zmieniła ona jednak w tym okresie swojej ogólnej orientacji polityczno-społecznej. Redaktor Wierzbicki uczynił z „GP” bardzo poczytną gazetę o orientacji centroprawicowej i republikańskiej. W tym czasie czasopismo to stało w opozycji do mediów Ojca Rydzyka, uważało ich za skrajnie prawicowy i nacjonalistyczny środek masowego przekazu, który uniemożliwiał zjednoczenie środowisk konserwatywnych, ale w duchu umiarkowania i elastyczności, tak by wspomóc powstanie jednej szerokiej i wielonurtowej partii, która byłaby w stanie odsunąć postkomunistów od władzy. Wprawdzie w 1997r. wybory parlamentarne w Polsce wygrał AWS, ale jednak nie miał jednoznacznego wsparcia wszystkich środowisk konserwatywnych, ale i również był wewnętrznie skłócony, co w połączeniu z arogancką polityką Unii Wolności spowodowało rozkład tej partii. Rok 2005r. był odpowiedzią na kryzys panujący w redakcji, a związany z podejrzeniem zamieszania w układy z postkomunistami, Piotra Wierzbickiego i kilku jego współpracowników. Wkrótce oni odeszli z redakcji, a pismo przeszło transformację z gazety o charakterze centrowo-prawicowym o umiarkowanym przekazie na bardziej prawicowy, a nowym szefem czasopisma został dotychczasowy zastępcza Wierzbickiego- Tomasz Sakiewicz. Chociaż „GP” oficjalnie PiS-owską stała się dopiero w połowie lipca 2006, to do tego momentu dziennikarze starali się utrzymać jak najlepsze relacje z partią rządzącą. W momencie gdy partia Kaczyńskiego przegrała wybory w 2007roku czasopismo Sakiewicza zamurowało się już na stałe wokół PiS-u i partia ta zyskała drugą grupę swoich fanatyków(obok wcześniej zadeklarowanych gorących zwolenników mediów Ojca Rydzyka- potocznie i nie tylko zwanych „moherami”). Ten fakt, że pismo Sakiewicza stało się obok „Naszego Dziennika” organem prasowym PiS-u nikogo specjalnie już nie dziwił. Dziwić mogła tylko wrogość do tych członków partii Kaczyńskiego, którzy mieli nieco odmienne poglądy na inne sprawy- jak choćby Kazimierz Marcinkiewicz, Ludwik Dorn, obecne środowisko PJN-u czy też Solidarna Polska. Dla sługusów Sakiewicza Kaczyński stał się bogiem, który jest nieomylny, którego nie wolno skrytykować, bo tylko on może uratować Polskę przed wszelkimi niebezpieczeństwami, więc siłą rzeczy należy powierzyć mu wszystko i siedzieć cicho za miotłą. Silna, charyzmatyczna osobowość może być siłą partii, ale nie może czuć się niezastąpiona musi liczyć się również ze zdaniem innych. Nie może być tak jak to niegdyś powiedział o PiS-ie jedna z ikon „Solidarności” Zbigniew Romaszewski- „jednostka zerem jednostka bzdurą i nie uniesiesz pięciocalowej kłody, choćbyś był nie wiem jaką figurą, a cóż dopiero dom pięciopiętrowy”. Nie może być tak, że ta silna postać tak dalece dominuje, że człowiek nie znaczy prawie nic, bowiem dyktatorom historia już postawiła odpowiednie oceny- wszyscy wiemy jakie. Jeżeli chce się wygrywać nie można zamknąć się w swoim wąskim środowisku i czekać na potknięcie się przeciwnika, a przecież dobrze wiemy, że tak „genialną” taktykę stosuje od wielu lat Pan prezes Kaczyński. Żeby móc otrzymać mandat do rządzenia trzeba posiadać umiejętność słuchania potrzeb ludzi, zwykłych obywateli. Należy również być otwartym na różne nazwijmy to „odłamy” swojej ideologii politycznej, tak by jak najwięcej takich nurtów zgromadzić wokół siebie. Jest to fakt, którego poświadczenie mamy w większości zachodnioeuropejskich państw, które charakteryzują się o wiele większą niż my kulturą polityczną.

Wracając jednak do tematu, kiedy spojrzałem na „wnętrze” tekstu napisanego przez Katarzynę Gójską-Hejke to aż mnie zamurowało. Ja zupełnie nie rozumiem, jak gazeta która powołuje się na wartości chrześcijańskie i patriotyczne może za każdym razem gdy wspomina o Solidarnej Polsce, o formacji, która chce odbudować mocno poturbowaną polską prawicę, obnosić się li tylko kłamstwem i wrogą propagandą. Jak takie środowisko jak „Gazeta Polska” może w bezczelny, ale i pozbawiony realizmu politycznego, sposób atakować ludzi, którzy chcą uratować prawicę przed ciągłymi klęskami? Mamy tu do czynienia z zupełnie rynsztokowym zagraniem tej grupy, która oskarża partię Ziobry o wpisywanie się w schemat „kłamstwa smoleńskiego”, czyli utrudnianie prawdziwego zbadania przyczyn tej przecież strasznej tragedii, która dotknęła nasz Naród, która nas wszystkich zjednoczyła w bólu i cierpieniu. Mało tego, „media PiS-owskie” oskarżając nas o to, że nie chcemy wyjaśnienia tej przeolbrzymiej dla nas w skutkach katastrofy wpisują się już w tym momencie również w najgorszy możliwy scenariusz, zbliżony do bolszewickiego języka nienawiści a ‘ la Janusz Palikot. To jest coś niebywałego, to jest coś, co bez wahania można nazwać zdradą. Nigdy nie spodziewałbym się, że jakakolwiek prawicowa grupa może oskarżyć inną o złą wolę w wyjaśnieniu wielkiej narodowej katastrofy. To jest już tak żenujące, tak żenujące, że w Polsce są tacy ludzie. Ja mam tylko nadzieję, że posiadają oni coś takiego czym jest sumienie. Że mają jeszcze choć odrobinę cywilnej odwagi, by przyznać się do błędu i przeprosić. Tego typu bulwersujący artykuł to nie tylko ogromny cios od strony nazwałbym etycznej. Jest to również gra na rozbijanie i dalszy podział prawicy, tak by już nigdy nie wygrała w Polsce wyborów. Czyż takie zachowanie jest postawą godną naśladowania? Czyż to właśnie, a nie posiadanie własnych trochę innych poglądów niż Prezes Kaczyński jest zdradą? Czy chęć rzetelnego zbadania katastrofy, ale pozbawionego wstępnych wniosków o teorii wybuchów na pokładzie Tupolewa jest zdradą? Przecież Zbigniew Ziobro nie wykluczył żadnej z możliwości. Ale to trzeba rzetelnie zbadać. Nie można rzucać słów na wiatr, zbyt pochopnie, bo czasem można wyrządzić tym dużą krzywdą. Ja nie chcę przesądzać czy swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem Gójska-Hejke i jej intencje mogą być odczytane za zdradę i bycie prawicową „wtyką” szeroko pojętego Układu- nie moją rolą jest to rozsądzać, ale na pewno wielu ludzi może teraz mieć do niej jak najbardziej uzasadniony żal. Zresztą tak jak i do władz PiS-u. Zatem zachęcam jeszcze raz- nie plujmy na siebie, nie używajmy wobec siebie brutalnych metod, nie niszczmy się wzajemnie- bo nie ma wroga na prawicy

marcos111
O mnie marcos111

miły, usmiechniety, otwarty, umiarkowany

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka