Mefres Mefres
452
BLOG

Po co nam był ten sukces?

Mefres Mefres Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 1

Mawiają, że naród bez przeszłości nie ma przyszłości. Każą pamiętać o dziejach z historii. Zgoda. Pamiętajmy, bo warto o bohaterach pamiętać. O wielkich wydarzeniach, o ofiarności naszych przodków. Ale, dlaczego nasi przodkowie wiele, wiele lat temu nie chcieli tej samej dewizy pamiętać? Może chcieli, może pamiętali. Tego nie rozstrzygnę, ale! Dlaczego nie w swojej teraźniejszości? Dlaczego zapominali o decyzjach z przeszłości i ich konsekwencjach?

Proste się wydaje, że chcieli zakodować w pamięci i przekazywać dalej w opowiadaniach, legendach uświetniających własne rody, taką prawdę, jaka była dla nich najkorzystniejsza. Bo po co Waść szlachcic miał przedłużać pamięć o haniebnych porażkach? Czyż nie korzystniej było mu prawdę obiektywną dopasować do subiektywnej prawdy? Niby to nadal prawda, ale jakoś niemająca już tego najważniejszego... zgodności ze stanem faktycznym, co mogłoby pozwalać na odwołanie do przeszłości i refleksję przed ważną decyzją "chwila! przecież już raz daliśmy się oszukać tym...". I można to zrozumieć, bo i okoliczności były takie, że o weryfikację było niezbyt łatwo.

Pojechał Waść jeden w daleką podróż walczyć o interesy ojczyzny. Uprzednio zadbał, by okoliczni wiedzieli o celu i dzielili się zaszczytem znajomości z szlachetnym Panem broniącym ojczyzny, narażając własne życie, nie bacząc przy tym na wielkie zagrożenie życia własnego. A gdyby tak ten Waść nie był aktywnym uczestnikiem bitwy? Przypadki różne się zdarzają. Mógł los mu pokrzyżować plany i chociaż był pełen ambicji i chęci miał wielkie, to jednak mogły być nie na tyle szczere, by walczyć naprawdę. 

Niby o sytuacjach, gdy szlachcic wyprawiając się na wojnę, trafiał, gdzieś przed placem walki, do miejsca rozrywki, nie jest szczególnie głośno. Ale na armie liczone w tysiącach.. są jednostki, które różnie się zachowają. Skoro cała armia szlachciców polskich wystraszyła się Kozaków i uciekła z pola bitwy... cóż jak tylu się zdecydowało, to i jeden nie miał z tym problemów wcześniej.


Czas wrócić z pobocznego wątku. Chociaż szlachectwo zobowiązuje, to liczne wady tejże grupy każdy jest w stanie wymienić. Od zapalczywości, którą czasem można było w walce z wrogiem wykorzystać, po brak honoru i patriotyzmu, sprzedając swój kraj dla własnych korzyści. Kupowanie veta na sejmach przecież nie jest faktem przemilczanym.

Pewnie, że wielu stwierdzi, że fałszowanie historii przez rody szlacheckie, dla osiągnięcia wyższego poziomu oceny w oczach społeczeństwa, było złem. Bo należało zawsze prawdę całkowicie obiektywną przedstawiać wszystkim i przy wszelkiej sposobności. Tylko czy wówczas konsekwencje pozwoliłyby tak duże poczucie wielkości utrzymać? Albo gdyby Waść pochwalił się ile to się wzbogacił na jednym krzyknięciu "veto! wolnego nie pozwalam"? To potęgowałoby tego typu zachowania na potęgę. Jeszce trudniej byłoby zmobilizować siły.

Gdyby zaś uznano się za ludzi nieczęsto szlachetnych (nie rodowo, ale w odniesieniu do postawy), byłaby Polska podatniejsza na przekupstwa i obietnice z zewnątrz o cudownej odmianie. Zmianie na lepsze. Pod małym warunkiem - przyłączeniem się do budowania raju (niszcząc swoją ojczyznę!).
A tak przynajmniej pewne wartości nie pozwalały byle kąskiem rzuconym na nasze ziemie, poderwać do rewolucji.


Ileż to z Krzyżakami się męczyliśmy? Gdyby nie lekko poprawione opisy wypraw, trudno byłoby szukać motywacji do dalszych przepychanek. Bo kto chciałby iść walczyć słysząc "przegrywamy wszystko, mordują nas jak chcą, grabią. Ale próbujmy, może akurat będziemy mieli szczęście?"... o wiele łatwiej było podbudować nastroje potencjalnych wojowników i zaciągnąć ich z bojowymi nastrojami do strategicznie zaplanowanej bitwy. Na polach grunwaldzkich w 1410 roku, po wielu perypetiach, pokonaliśmy tych Krzyżaków. Niby bronili wiary. A jak msze odprawiane były, czego pragnął władca Rzeczypospolitej, to brakło im wyrozumiałości, uznając to za lęk. Jak się okazało, pomoc boża była po stronie tych, którzy mieli więcej cierpliwości i do wysłuchania mszy i do późniejszej walki.

Tak wielka bitwa i jej fantastyczne zakończenie musiało podbudować na kolejne lata. Hołd Albrechta Hohenzollerna w 1525 roku również musiał utwierdzić Zygmunta Starego i jego podwładnych w przekonaniu, że teraz czas dla nas. W końcu będzie ten złoty wiek w naszej historii. Dalszy etap w 1569 roku, zacieśnienie związku miedzy Polską a Litwą, jeszcze bardziej budował przekonanie o własnej wartości.

W tych czasach inne kraje rozwijały monarchie absolutne. W Polsce inaczej. Tu była demokracja szlachecka. Znowu przekonanie, że jesteśmy lepsi, że inni powinni do nas dążyć. Niby idea była słuszna, bo zaangażowanie nawet 10% społeczeństwa.. już byliśmy na dobrej drodze do demokratyzacji zupełnej. Szkoda tylko, że w czasach kryzysowych to absolutyzm był sprawniejszy. Ale przecież kryzys w Europie zachodniej i wzrost zapotrzebowania na zboże z Polski dokładał kolejne elementy do przekonania o tym, że jednak nie jesteśmy tacy jedni z wielu. Ale coś nas wyróżnia i pozwala łudzić się, że jesteśmy wybitni.

Rzeczpospolita była przecież krajem najbardziej tolerancyjnym. Przywileje zyskiwali m.in. Żydzi, rozwinął się system pożyczek i kredytów. Mało tego: religijnie mogliśmy stawiać się przed innymi w roli wzoru do naśladowania. Katolicy, prawosławni, muzułmanie, mniejszość karaimska i ormiańska, luteraniści, kalwiniści..  inni protestanci.. Ileż tego było? A mimo to oddalano spory religijne, nie stawiano tego za cel do walki. Nie przekonywano siłowo do innych religii. Jakże to było wspaniałomyślne.. Dopełnienie znalazło się w 1573 roku w konfederacji warszawskiej - gwarancja swobody wyznaniowej i równouprawnienie wobec katolików.   


Wygląda, że powinniśmy się tym szczycić. Szczyćmy się tym. Chwalmy się. Mamy czym. Tylko, dlaczego Polak głupi przed szkodą, nadal głupi po szkodzie? Analiza historii pozwoliłaby nam oszczędzić wielu przykrych epizodów i wielkich zdarzeń istotnych nie tylko dla sytuacji naszego kraju, ale i roli w Europie a nawet Świecie. Jak mówił Marcin Daniec, Francuzi, Niemcy i inni robili zakupy w Sukiennicach, to był pierwszy dom towarowy na świecie. - i dalej podążając za refleksją Marcina Dańca - Na Wawelu mieszkał król. Miał w ręce platynowy miecz, jako symbol największej władzy na tej planecie, a w tym czasie, nie obrażając nikogo, ludzie z Irlandii chodzili z listkami winogron.


Historia nie kłamie. Ta prawdziwa historia. Chyba, że była inaczej przekazywana i zapamiętywana.. wówczas po latach może się wydawać, że jest inaczej. Dlatego nie potrafiliśmy utrzymać pierwszeństwa na świecie.Zatraciliśmy miano najlepszego krajuz czasów XVI wieku, Złotego Wieku. Byliśmy symbolem perfekcjonizmu, wzorem do naśladowania. A staliśmy się symbolem porażki i upadku... zresztą niedługo potem. Na własne życzenie. Sami do tego dążyliśmy. Dlatego aż się ciśnie na usta pytanie:

Czy rzeczywiście Złoty Wiek i wielkie sukcesy polityczne, gospodarcze i inne trafiły do odpowiedniego narodu?

Jako patriota odpowiem: Tak, zasługiwaliśmy i zasługujemy, by być najlepszym w każdej szlachetnej kategorii.

Jako człowiek starający się zrozumieć sytuację, przeanalizować ją... Niestety, ale odpowiem: Złoty Wiek, sukcesy z tamtego okresu zniszczyły nas! Nie były naszym osiągnięciem i wymiernym odzwierciedleniem doskonałości. Nie! Były naszą porażką. A w zasadzie drogą do porażki...


--
dalsza część w ciągu 1-3 dni. Czy jest sens? Czekam na opinie.   

 

Mefres
O mnie Mefres

Jestem, kim jestem. Bolek Prus stwierdził, że arcykapłanem żądnym władzy i zaszczytów. Do tego dostojny. Cóż - nie będę polemizować z tak wybitnym twórcą. Niechajże tak będzie!

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura