megakot megakot
32
BLOG

Ziobro a Nowa Mitologia

megakot megakot Kultura Obserwuj notkę 0

Przedmowa

Ziobro. To tyle w kwestii wabika na czytelnika. Ewentualnie można jeszcze dodać (płaczliwie) „mam nadzieję że ten temat okaże się na tyle ważny, aby powisieć chwilę na SG”, lub (statecznie) „ta sprawa zasługuje na to, aby powisieć chwilę na SG”, lub (prowokacyjnie) „oczywiście wiadoma orientacja salonu24 nie pozwoli administracji powiesić tego posta na SG”.

Odwaliwszy pierdółki marketingowe, przejdźmy do spraw istotnych.

Mój dobry przyjaciel megalikaon prosił mnie abym użyczył mu bloga, co niniejszym czynię. Poniższy wpis jest jego autorstwa. Zapraszam do lektury!

 

***

Wstęp megalikaona

Współczesne, mimo usilnych starań, ciągle za mało obywatelskie społeczeństwo cierpi na brak soczystego mitu. Gazetowe bredzenie o dojkach aktorek trudno bowiem traktować poważnie.

Tymczasem swojej mitologii domaga się co najmniej:

 

- Internet

- tzw. „Rakiety kosmiczne”

- Unia Europejska

- telefony komórkowe

 

Niech zatem niżej przytoczona legenda będzie zakwasem pod szeroką odpowiedź na społeczną potrzebę Tajemnicy.

Zakwasem otwartym i niezobowiązującym – jeśli rzeczywistość okaże się dostatecznie dziwna, będą kolejne; jeśli nie – wrócimy do dojków.

Zakwasem który trzeba dziabnąć bez uprzedzeń. Kiedyś było równie trudno wyobrazić sobie magiczny stolik, jak teraz magiczny palmtop. A dziś histerycy suwają talerzami po obrusach w przekonaniu, że to wrócił śp. Zdzisław.

 

Legenda właściwa: „Zaklęty autoresponder”

Dawno, dawno (…). Za górą znajdowała się siedziba niewielkiej firmy zajmującej się audytem zewnętrznym. Firma ta cieszyła się bardzo dobrą opinią, ponieważ jej władze były wrażliwe społecznie i poprzez cichą pomoc potrzebującym potrzebującym (w odróżnieniu od niepotrzebujących potrzebujących) niosły im – ha – pomoc właśnie.

Niestety, nie wszyscy pracownicy Firmy byli zadowoleni z tego faktu. Coponiektórych trafiał szlag najjaśniejszy, gdy dowiadywali się ile pieniędzy wydaje się miesięcznie na pomoc pozwalającą nieść pomoc. Oczami form naoczności (w większości byli to kantyści), liczyli o ile mogłyby wzrosnąć ich wynagrodzenia gdyby nie ów proceder. Głód powodował złość. Złość przeradzała się w zawiść. Zawiść – szukała okazji do wyrafinowanej krzywdy.

Okazji zaś nie trzeba było długo szukać. Oto bowiem jeden z członków Zarządu szykował się do wyjazdu na wczasy. Wyskoczywszy po pływaczki naramienne w kształcie kaczuszek (*żart polityczny*), nie zawarł należycie drzwi od gabinetu. Przypomniał sobie o tym, na stoisku z gaciami, pomyślał jednak: „mam dobrych pracowników, zadbają o mój gabinet”. Bo cóż innego miał pomyśleć?

Och, jaOO jakże się pomylił!

Pech chciał, że dyżur w pokoju nieopodal pełnił akurat skromny na pozór starszy asystent sekretarza projektu. Na pozór, piszę, gdyż był to istny wilk w stogu siana. Pod maską ciapkowatego mazgaja krył się skończony gnój, który aż dyszał, ślinił się i charczał z nienawiści do zarabiających mniej niż 70 % średniej krajowej, i biedoty w ogólności.

„Dam ja Ci, taki synu, rozdawać, Twoja mać, po ludziach ciężko zarobione pieniądze” – pomyślał, zobaczywszy światło księżyca w pełni, wpadające przez uchylone drzwi od gabinetu. Jak jenot wpadł z pianą na ustach do biura i dorwał się do komputera swego zwierzchnika.

Nie czekając świtu, dopisał do przygotowanej już automatycznej odpowiedzi na listy, którą szef stawił na okoliczność urlopu co następuje: „a biednym nie dam nic, więc nie piszcie do mnie a w ogóle to spierpapier i wywalcie mój numer GG!”.

Głupi! (i śmierdzi)

Szef, po powrocie, nie sprawdził czy w jego ustawieniach konta zaszły jakieś zmiany. Pojechał się pluskać, a jakże, na Mazury. A asystent sekretarza projektu śmiał się w duchu.

Ach, głupi!!

Nie wiedział bowiem, pajac, że przełożony ma konto na magicznym rosyjskim serwerze, którym zawiaduje dobra, przynajmniej jak na wschodnie standardy, wróżka. Zobaczywszy podłość tego gnilca, postanowiła zadać mu bobu. „Putin, Afganistan, tarcza – mego nie masz już poparcia; coś dopisał prezesowi – sam dostaniesz, czar stanowi” – wyrzekła zaklęcie, którego konsekwencje powinny w ogólnym zarysie być dość klarowne.

Z początku, nieciekawy w kwestii prezentowanej postawy moralnej typ, o którym mowa była wcześniej, nie zauważył nic szczególnego. Gdy jednak zasiadł do sprawdzania poczty, okazało się, że wszystkie maile, które napisał mają już odpowiedź! Ucieszył się. „Zazwyczaj – pomyślał – odpisują, buce (tak w myślach nazywał kontrahentów), po tygodniu lub lepiej! Nareszcie się postarali!”

Głupi!! AAARAGGHHHHH… Głuuuuuuupi jak but!

Otworzywszy pierwszą wiadomość zbladł. Gzyms cierpienia przebiegł mu po twarzy. Odpowiedź brzmiała: „Żeś nawrzucał swojskiej bidzie – za to kara na cie idzie!”.

Otworzył drugą: „Kara wielka już pod płotem – będziesz mieszkał z megakotem”.

W trzeciej było o „drwach cierpienia” które „pragną zadośćuczynienia”, a dalej – w podobnym duchu.

I od tego czasu, wszystkie e-maile tej hieny spotykały się z wypominkami ze strony zaczarowanego autorespondera, co – w skali roku – wpłynęło ujemnie na efektywność pracy a w konsekwencji doprowadziło do zwolnienia (jak? Por. http://megakot.salon24.pl/94433,zarzadzanie-zasobami-ludzkimi-model-szamanski).

Klątwy nie zdjęła zmiana posady, zmiana konta na o2.pl, ani konsultacje u specjalistów. Zarobki malały, aż rzeczywiście zasłużyły na zdrobniałą nazwę „zarobków”. A historia niewrażliwego społecznie porypańca jest po dziś dzień przestrogą dla wszystkich asystentów sekretarzy projektów.

megakot
O mnie megakot

IRA "Dobry Czas" making of Por. L. Przełuski "Megakot kwestionuje decyzję rady miejskiej", Życie Pomorza, 26.06.2007 od 1987 roku wydaję podziemny kwartalnik "Lisie pnącze".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura