Andrzej Lepper politycznie nie żyje – zabił go Jarosław Kaczyński – tak ogłoszą nam zwolennicy PiS. Choć nieznane są wyroki wyborców, to można przyznać, iż rzeczywiście wzrost popularności Leppera już nie spotka. Czy to jednak naprawdę zasługa Jarosława Kaczyńskiego?
Pstrąg z pliszki pisze:
Leppera, baliście się wszyscy, Giertycha trochę mniej, ale popłoch też siał. Media co i rusz podlizywały się i jednemu i drugiemu. Zaproszeniom do komercyjnych stacji telewizyjnych nie było końca. Ufryzowani, upudrowani, piękni jak pisanki wielkanocne. I co, psu na budę? Kaczyński ich dobił.
Usiłuje tym samym stworzyć wizję, iż to media po części (jak rozumiem z niechęci do Kaczyńskiego) promowały Leppera i Giertycha. Trudno przyjąć takie stwierdzenie zwłaszcza, że tą osobą, która udoskonaliła (prekursorami byli ludzie z SLD, gdy mianowali Leppera na wicemarszałka) formę promocji populizmu był właśnie Jarosław Kaczyński, który zarówno Lepperowi jak i Giertychowi podarował rządowe Lancie.
Kaczyński miał tym samym zagonić liska do kurnika, a tam gdy lisek się naje i będzie dostatecznie zmęczony jedzeniem miały pojawić się dwie kaczuszki, które cichaczem, w nocy liska zaduszą. Plan niby idealny, tylko tych kurek żal. Bo czy nie za długo kaczuszki pozwalały liskowi zarzynać państwowe przecież kury?
Wczoraj dowiedzieliśmy się, że szef ARiMR wyleciał za nepotyzm i nieprawidłowości. Samoobrona rządzi od ponad roku. Dziwne nasuwają się wątpliwości, czy te nieprawidłowości pojawiły się akurat teraz. Patrząc na kadry Samoobrony jakoś nie chce mi się wierzyć. Wygląda więc na to, iż kaczuszki przez wiele miesięcy biernie przyglądały się śmierciom kolejnych kurek tylko po to, gdyż potrzebowały liska przy życiu. Czy to już wyczerpuje hasło: dla dobra Polski czy jeszcze nie?
Kiedy patrzy się na rzesze ludzi Samoobrony i LPR trudno mieć choćby płomyk nadziei, iż siedzą tam (w koalicji) dla dobra Polski. Łyżwiński, Bestry to najbardziej radykalne przykłady tego, co wspierało ten rząd, ale są jeszcze przecież inni: jak choćby ten nieszczęsny min. Pawłowiec, który nie wiadomo, co robił w UKIE, albo min. Wiechecki, o którego wyczynach nikt poza nim nie słyszał, min. Orzechowski ze swoimi idiotyzmami na dobry humor, min. Aumiller - słynny delewoper, który kontynuuje w rządzie linię SLDowską nie robienia nic czy min. Kalata, którą bardziej interesuje wizażystka niż doradcy ds. emerytur lub też min. Filipek, którego rola nie jest bliżej znana. A na czele tej hałastry: Andrzej Lepper, który dla rolników zrobił prawie nic i Roman Giertych - gejzer pomysłów mądrzejszych i głupszych, ale na pewno nierealizowanych. Dla dobra Polski?
Mniej wrażliwi na takie harce w kurniku mogliby rzeczywiście przymknąć oko. W końcu, dla zwolenników PiS wątpliwe sukcesy w postaci likwidacji WSI czy powstania CBA rozumiały się same przez się jako cele nadrzędne, wymagające specjalnych poświęceń. Wówczas, jeśli miałby być to plan Jarosława Kaczyńskiego można by przyznać mu, małą malutką odrobinkę racji. Wiedział, co robi - zabił populizm. Chwała mu za to.
Ale tak różowo być nie może. Żeby szukać przyczyn kryzysu Leppera, trzeba cofnąć się w przeszłość i zobaczyć, co stanowiło o jego popularności. A siłą Leppera był na pewno populizm. To on wzniósł go na wyżyny i to on wprowadził do Sejmu. A to, co nakręca populizm to głównie zła sytuacja gospodarcza, a szczególnie oddziaływającym czynnikiem jest na pewno bezrobocie.
Pierwszą popularność Lepper zdobywał głównie wśród rolników, żerując na biedzie niektórych z nich, lecz masową wielkość Lepperowi mogło dać właśnie bezrobocie. Kiedy te było największe, Lepper był silny, gdy teraz koniunktura i czynniki zewnętrzne pozwalają na spadek bezrobocia Lepper słabnie. I wydaje się, że mimo iż Jarosław Kaczyński w osłabianiu Leppera próbuje brać czynny udział, to jednak czynnikami decydującymi są tu właśnie czynniki globalne. Po prostu jest lepiej. A Andrzej Lepper jak ryba w wodzie czuje się w sytuacji, gdy jest źle. Można się spierać, ale rola Jarosława Kaczyńskiego w tym, że jest lepiej jest mocno ograniczona, a co za tym idzie trudno mu także przypisywać zgon polityczny szefa Samoobrony.
Równie łatwo można poradzić sobie z Romanem Giertychem, który reprezentuje poglądy właśnie tych 2% sondażowych wyborców. Nadzwyczajne poparcie LPR można powiązać tylko z jednym - z obawami, które Polacy wiązali w związku z wejściem do Unii Europejskiej. Dziś okazuje się, że w Unii tak źle nie jest, z czego korzystają także eurosceptycy z PiS, więc i antyunijny oręż mocno stępiał. Pozostały więc argumenty oparte choćby na fobiach antyniemieckich, lecz widać wyraźnie iż sprzed tego fortepianu sprytnym ruchem Romana Giertycha zepchnął Jarosław Kaczyński. I tu dochodzimy do innego problemu.
Nie można oczywiście generalizować. I tak jak przypisywanie całości zasług Jarosławowi Kaczyńskiemu za wasalizację populistów jest nadużyciem, tak też skupianie się tylko na czynnikach globalnych jest nieco mylące. Jarosław Kaczyński bowiem zapraszając LiS do rządzenia coś tam zrobił. Mówi się, że PiS połknął przystawki, czy jednak taka konsumpcja ohydnych rzeczy nie odbiła się na zdrowiu formacji Kaczyńskiego? Wyborcy LiSu (żeby mówić skrótowo) nie odeszli do PiS (jeśli w ogóle to zrobili), gdyż nawrócili się z populizmu, lecz dlatego iż PiS stał się dla innych populistyczną alternatywą.
Powstała więc hybryda - troszkę bardziej cywilizowana populistyczna partia, dziwnie miotająca się między pozorami cywilizowanych zachowań (Zyta Gilowska - liberalna (?) flaga rządowa czy min. Kluzik-Rostkowska) a populizmem, który firmuje sam Jarosław Kaczyński, podgrzewając antyniemieckie czy antyliberalne uprzedzenia. Kto z kim przystaje, takim się staje - można powiedzieć, choć nie będzie to do końca prawda. PiS bowiem nie stał się partią populistów czystej wody, co partią zarażoną wirusem populizmu. Już w kampanii wyborczej PiS pokazywał, że na takie wpływy jest podatny, a wchłanianie częściowe (podkreślam, że częściowe) LiSu proces ten mocno wzmocniło. Zatem z partii konserwatywnej, wzorowanej na tych zachodnich pozostały nici, a ostała się jeno dziwna hybryda z cichym głosem liberalnym i potężnym socjalizmem i populizmem przyczepionym do nogi.
Sytuacja gospodarcza jest dobra, co jest ogromnym szczęściem dla tego rządu. Ale taka sytuacja nie może trwać wiecznie. Na świeci pojawiają się pierwsze symptomy kryzysu, który może nadejść za jakiś czas. A taka bessa może wyjątkowo silnie zadziałać na polską, pozbawioną reform gospodarkę. Toteż w sytuacji, gdy PiS populistycznych ciągotek tkwiących w społeczeństwie nie ograniczyło, a tylko wchłonęło te grupy, które wyjątkowo są czułe na takie hasła, może się okazać, iż Jarosław Kaczyński tą okropną ropuchę połknął, ale niestety nie strawił i jest ona wciąż żywa w pisowskim żołądku.
Tak więc za jakiś czas, LiS może być już zmarginalizowany, ale populizm nie zniknie - będzie osadzony w PiS, który będzie musiał stanąć przed wyborem albo przepoczwarzyć się w populistów pełną gębą albo czekać aż ten nieprzyjemny elektorat od Kaczyńskiego odpłynie w stronę bardziej przekonujących liderów. Wówczas PiS pozostanie zarówno bez inteligencji jak i bez populistów. Ile to jest procent? Pewnie nie dużo.
Oczywiście jest to poniekąd wróżenie z fusów, ale czy nie to pozostało nam przy tak nieobliczalnych politykach?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)