menda menda
39
BLOG

Kto za to płaci?

menda menda Polityka Obserwuj notkę 8
Szekspir oczywiście chybił, stawiając człowiekowi pytanie "być albo nie być?" albowiem odwiecznym pytaniem stojącym przed rodzajem ludzkim, matką a zarazem akuszerką wszelkich innych pytań jest: "Kto za to płaci?".
 
Tak było, gdy okazało się, że za bojowe i wywiadowcze wyszkolenie polskich "fachowców" ze służb specjalnych płacili sowieci. Każdy normalny kraj posiadający normalny wywiad uznałby tę okoliczność za niebagatelną. I tak się stało, albowiem agenci brytyjskiego MI6 doszli po finansowej nitce do zaskakującego dla nas kłębka i ustalili, że kolejni szefowie polskich WSI byli sowieckimi szpiegami prowadzącymi cały czas, także po upadku komunizmu operacje wywiadowcze przeciwko Zjednoczonemu Królestwu i USA. Sowieci, szkoląc na własny koszt Dukaczewskiego e tutti quanti, oczywiście inwestowali, licząc na odwdzięczenie się ze strony naszego "fachowca". Raport wywiadów zachodnich potwierdza, że nie przeliczyli się.
 
"Kto za to płaci?" Bez postawienia tego pytania, nie tylko nie uzyskamy żadnych istotnych informacji, ale wręcz zadawanie kolejnych pytań traci sens. Tak było na przykład z kotkiem salonowym Piotrem Najsztubem, który może talentem ani pracowitością nie grzeszy, ale przynajmniej jest dobrze ustosunkowany, więc może ograniczyć się do walki z antysemityzmem i ostentacyjnego zakładania jarmułki. Otóż pan Najsztub, w jednym z wywiadów przyznał się, że Marek Dochnal, zwany żartobliwie lobbystą "sponsoruje hobby jego żony". Oczywiście nasi wnikliwi dziennikarze śledczy nie podążyli tą nitką, nie zadali kolejnych pytań zrodzonych przez pytanie-matkę, w obawie, że kłębek będzie nie do przełknięcia. A byłoby o co pytać, bo postawa p. Najsztuba wobec gangsterów politycznych wokół których orbituje "lobbysta" była - delikatnie mówiąc - dyskusyjna, by wspomnieć choćby jego nienaturalne peany na cześć pierwszej pary preziowej, która ponoć Dochnala nie znała, mimo że mówiła doń per "Mareczek". Nawiasem mówiąc, nasi nieustraszeni dziennikarze śledczy, odkryli za to, że pewna niesalonowa dziennikarka śledcza kupiła mieszkanie korzystając z pośrednictwa biura nieruchomości należącego do niejakiej Barbary Pietrzyk (teściowej Dochnala). Tymczasem"Mareczek" w rzeczywistości inwestował w Najsztuba, choć akurat w tej sprawie wywiad brytyjski już młodej polskiej demokracji nie wyręczył, toteż o rezultatach tej inwestycji pewnie nigdy się nie dowiemy.
 
Skoro już widzimy jak istotne jest zadanie tego fundamentalnego pytania, to może otwórzmy dzisiejsze gazety i zerknijmy do telewizora. Oto okazuje się, że za przylot i pobyt w Polsce pary gejów, uchwyconych na demonstracji swej miłości w telewizyjnym orędziu Kaczora, zapłaci TVN. Rozegranie kolejnej antykaczystowskiej nagonki, kosztem dwóch biletów lotniczych i kilku dni w hotelu, to okazja jaka się często nie zdarza, więc walterowcy postanowili zainwestować w pedziów z Ameryki, w nadziei, że inwestycja da plon już przy najbliższych wyborach. Aby przykryć tę inwestycję listkiem figowym, formalnie naszych gości zza oceanu zaprosiła Kampania Przeciw Homofobii. A i ten listek jakby lichy, bo prezesem tej organizacji, jest polityk - jak sam siebie określa - działacz SLD Robert Biedroń. Toteż nie dziwi fakt, że panowie Fay i Moulton zdążyli już zwołać pierwszą konferencję prasową na tle wielkiego banneru Lewicy i Demokratów, twierdząc że przyjechali do Polski by walczyć "z szerzeniem przez prezydenta nietolerancji i nienawiści".
 
Ponieważ wszystkie pieniądze, jakie Kampania Przeciw Homofobii dostała z budżetu państwa, poszły na ulotki dla gimnazjalistów opisujące techniki penetracji odbytu (tak, tak - nie ma w tym żadnego przekłamania!) a także na inne "Tęczowe elementarze", za akcję od strony finansowej odpowiada TVN, do czegu ustami swego rzecznika się dziś przyznał. Kampania Przeciw Homofobii wraz z SLD zająć się ma więc tylko - jak sama nazwa wskazuje - kampanią, czyli mieleniem ozorem.
 
A skoro już o kampanii mowa, to w orędziu prezydenta pojawiły się także plansze z kampanii wsześniowej czyli tzw. Blitzkriegu przeciwko Polsce. W związku z czym należy sprowadzić do Polski kogoś z Niemiec, kto mógłby - tak jak panowie gejowie - poczuć się urażony orędziem prezydenta, jako wybitnie nietolerancyjnym w stosunku do niego. Proponuję jakiegoś przedstawiciela Narodowodemokratycznej Partii Niemiec. Ciekawe co na to panowie i panie z koalicji TVN - SLD?
menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka