menda menda
98
BLOG

Maryja w klapie

menda menda Polityka Obserwuj notkę 15

Nie wiem czy obalenie "w pojedynkę" komunizmu ("ja - ja! obaliłem komunizm") jest wystarczającym powodem by zostać władcą świata, ale być może pan prezydent Wałęsa - odpowiednio o swej wielkości z każdej strony przekonywany - tak uważa, bo ongiś podobno wpadł on na pomysł by powołać urząd prezydenta Europy, na który to stolec zaproponował swoją skromną osobę.

Ponieważ urząd prezydenta naszego kontynentu jak narazie nie został stworzony, to Lech Wałęsa musi zadowolić się rolą Mędrca Europy, co jednakże jest funkcją co najmniej nieprzystającą do powagi i - nazwijmy to - temperamentu - naszego - jak go nazwał premier Donald - "diamentu". Wałęsa nie lubi bowiem działać w zespole, a przynajmniej nie gra z tą drużyną z jaką wydaje się, że grać powinien, na co sporo dowodów - na szczęście niewystarczających dla niezawisłych sądów - dostarczają jego współzawodnicy z drużyny "Solidarność". Skoro bowiem obalił komunizm w "pojednykę" tj. bez pomocy niczyjej, a już w szczególności kolegów z zespołu: Wyszkowskiego, Gwiazdów, Walentynowicz i 10 milionów innych, to dlaczego nie miałby samemu rządzić Europą a nawet światem, hę?

Tymczasem jednak próbuje sobie porządzić Polską, ku jej chwale i świetności, więc co i rusz wydaje kolejnym rządom polecenia jak mają radzić sobie z globalizacją i fiskalizmem oraz rozstawia po kątach "durnia co go za prezydenta mamy", "debila" co go za premiera mamy, a nawet niedołęgę co go za prymasa mamy. Tego ostatniego postanowił - na chwilę tylko, bo i też czasu na rządzenie wszystkim mieć nie może - zastąpić wczoraj, gdy włączył się w obsadę pałacu biskupiego w diecezji gdańskiej. Najpierw, podpierając się tzw. autorytetami postanowił podpisać tysiąc dwieście czterdziesty piąty list otwarty, tym razem w obronie diecezji przed biskupem Głódziem. Niemniej jednak, gdy autorytety zobaczyły, że gra w zespole z Wałęsą nie pozwala im nawet na "powąchanie piłki" - jak mawia Dariusz Szpakowski - wycofali się i już wtedy Lech Wałęsa mógł oddać się samotnie, jak to zwykł, swojemu żywiołowi, czyli finezyjnej dryblerce: "Arcybiskup Głódź to nieszczęście i pokaranie". Byłemu prezydentowi nie podobają się poglądy arcybiskupa, co pozornie może zdumiewać, bo duchowny ten zrobił dla ochrony kapusiów w kościele, może nie tyle co Wałęsa w 1992 roku, ale chyba wystarczająco dużo by obaj poczuli, że grają w tej samej drużynie. Zresztą w pamiętnym 1992 roku tak było, bo Głódź biskupem polowym Wojska Polskiego został mianowany decyzją Wałęsy.

Jakaś złośliwa franca mogłaby naszemu "diamentowi" zadać pytanie, jakie on ma kompetencje, by wtrącać się w obsadę stanowisk w hierarchii kościelnej. Ale i na to pan prezydent ma odpowiedź: Maryja w klapie. Czy ktoś kto nosi Matkę Boską Częstochowską Maryję Zawsze Dziewicę, z całym mistycznym oprzyrządowaniem w klapie swojej marynarki, czy ktoś taki nie ma prawa w jej najświętszym imieniu, jakiegoś biskupa odstrzelić?!

Maryja w klapie czuwa nad Wałęsą już wiele lat. Oto bowiem, gdy wypożyczone przez niego akta TW Bolka wróciły do gdańskiego MSW odchudzone o kilka ważnych dokumentów, sprawców nie odnaleziono. A skoro sprawców brak, to akta wyparowały zapewne w sposób nadprzyrodzony. I jak tu nie wierzyć w maryjne wstawiennictwo? Zresztą nie zawiodło ono Lecha Wałęsy gdy bez zmróżenia oka, na pytanie dlaczego jego służby przebijały gwoździami opony w samochodach Kaczorów, podrabiały ich "lojalki" i inwigilowały, odpowiadał, że to wszystko nieprawda, a tak w ogóle "Kaczyńscy to rozbójniki byli". A zatem Wałęsa strzelał, tylko Maryja gwoździe nosiła. Ta sama Maryja, która słysząc owych "debili", "durniów" i innych "pętaków" dobrotliwie tylko spoglądała z klapy naszego autorytetu, wszak prawa boskie górują nad tymi ludzkimi. To tłumaczy dlaczego, nie spotkała Wałęsy żadna sankcja za te wyzwiska: ani karna, ani moralna, ani społeczna. Jego nie obowiązują prawa ludzkie.

Jednakże nie zawsze nasz "diament" był otoczony opieką Najświętszej Panienki. Bo gdy przyszedł na jedno z pierwszych spotkań konspiracyjnych w mieszkaniu Wyszkowskiego, to ponoć zaproponował walkę z komunizmem metodą "oko za oko". To znaczy za jednego zwolnionego stoczniowca, oni mieli zabić jednego milicjanta. Widać, Matka Boska w klapie jeszcze wówczas nie wcielała w życie pomysłów Wałęsy, bo komunizm upadł dopiero ćwierć wieku później i to bynajmniej nie z powodu wyrżnięcia wszystkich milicjantów. Złośliwi wyciągają taki z tego wniosek, że Maryja objęła opieką Wałęsę dopiero w latach 70-tych, na co dowody mają znajdować się w aktach IPN.

Tak więc emblemat w klapie marynarki broni Wałęsę przed wrogami, bądź to tymi z archiwów, bądź to tymi z ław poselskich i rządowych. Pozostaje tylko pytanie, czy ochroni go przed przyjaciółmi. Chodzą bowiem po mieście słuchy, że przyjaciele, którzy z Wałęsy czynią "Mędrca Europy", nazywają "diamentem" i "autorytetem", zapraszają do studiów telewizyjnych i składają judaszowe pocałunki na łamach gazet, mają o nim znacznie gorsze mniemanie niż jego wrogowie, że traktują go jak obuch do okładania kolejnych przeciwników politycznych, mając go cały czas w głębokim poważaniu i szydząc z niego pokątnie.

Ale gdzieżby! Odrzućmy te bałamutne myśli o podwójnej moralności naszej polityki. Wszak to oczywiste, że ani Michnik, ani Geremek, ani premier Donald, nie wyobrażają sobie nikogo innego na tronie króla świata, aniżeli Lecha Wałęsy z Maryją w klapie.

menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka