O tym, jak wielu mamy wybitnych pisarzy, dowiedziałem się około rok temu, gdy wszyscy oni znaleźli się "na indeksie Giertycha". Wówczas w obronie głównie Witolda Gombrowicza stanęli murem dziennikarze, politycy, a nawet księgarze. Także wdowę po świętej pamięci pisarzu zaangażowano w walkę ze złym rządem, który próbuje deptać polską literaturę.
"Giertych skreśla Gombrowicza", "Giertych: Gombrowicz won!", "Na indeksie Giertycha", "Giertych nie chce Gombrowicza", "Księgarze protestują przeciw indeksowi Giertycha!", to tylko część alarmujących tytułów z owego czasu. Przypomnijmy sobie kilka elementów tej zbiorowej histerii, podczas której wszyscy począwszy od Tuska, przez Kalinowskiego, Ujazdowskiego na Monice Olejnk skończywszy, stali się nagle znawcami literatury egzystencjalnej:
Gazeta Wyborcza (tytuł artykułu "Giertych: Gombrowicz Won!"):
"Nie czytać w polskiej szkole Gombrowicza to tak, jakby w niemieckiej szkole nie czytać Manna, a w Irlandii zapomnieć o Joysie (...) Apeluję do wszystkich nauczycieli: zignorujcie rozporządzenie Giertycha i przerabiajcie na lekcjach Gombrowicza!" (Adam Kalbarczyk)
Platforma Obywatelska:
"Minister Giertych przynosi wstyd i hańbę polskiej szkole (...)Ministrowie, jeśli szkodzą państwu, stają przed Trybunałem Stanu. Giertych powinien stanąć przed trybunałem głupoty" (Rafał Grupiński)
Kazimierz Michał Ujazdowski (wówczas członek rządu PiS)
Dobra polityka konserwatywna, która troszczy się o poziom edukacji i kształt polskiego patriotyzmu, nie może uderzać w żywą tkankę polskiej kultury oraz odgórnie ograniczać pluralizm opinii i wrażliwości. Działania LPR i ministra Giertycha w tej sprawie osłabiają potencjał polskiej centroprawicy"
Gdy w połowie ubiegłego roku Giertych skreślał z listy lektur książki Gombrowicza, larum podnosili wszyscy, łącznie z członkami rządu w którym Giertych był wicepremierem. Najzabawniejszy zaś był Tomasz Lis, który - jak się okazało - stał się nagle specjalistą od "Trans-Atlantyku" (zapewne poruszyła go ta sytuacja, albowiem spędził kilka lat kariery jako korespondent zza Atlantyku), który zrobił na ten temat oddzielny program. W programie słynna na całą Polskę widownia w znany sobie wysublimowany sposób popierała bon moty i inne czknięcia prowadzącego, oraz wyrażała spontaniczną dezapropatę dla Giertycha lub kogokolwiek, kto starał się w całej tej histerii porozmawiać o kanonie lektur w sposób merytoryczny.
No ale wtedy to było wtedy. Dziś jest dziś. Dziś jest nowy, lepszy rząd, z nową lepszą minister Hall, która - niesłychane!- sporządziła ministerialny projekt reformy oświaty, zakładający pozbycie się z kanonu lektur ... Witolda Gombrowicza. Czyli zrobiła niemal to samo, co uczynił rok temu Giertych. Przeszukuję więc od kilku dni prasę codzienną: papierową i elektroniczną, włączam TVN24, a tu cisza... Ani politycy nie biją na alarm, ani Monika Olejnik nie skwierczy, ani Lis nie jeździ walcem po pani minister, ani nawet "środowiska nauczycielskie" nie wzywają do bojkotu. Nawet Kazio Ujazdowski, jakiś spolegliwy i pokorny. Szkoda, że takiej spolegliwości, jaką wykazuje dziś wobec rządu Platformy, nie wykazywał wobec rządu swojej partii, ale - jak widać - tak ma wyglądać ta jego "Polska XXI wieku".
Zastanawiam się więc, co też mogło spowodować, że usunięcie Giertycha rok temu było ciosem dla polskiej kultury, a usunięcie go teraz, nie zasługuje nawet na cień refleksji. Fakt, że dziś Gombrowicza usuwa słuszna pani minister, prywatnie żona pewnego polityka UW oddelegowanego do pracy na odcinku dziennikarskim w gazecie przodującej w antygiertychowskiej nagonce, jest tak oczywistą oczywistością, że nawet Tomek Lis z głębi swojego umysłowego Atlantyku, pojmuje tę prawidłowość w mig. Ale jest jeszcze jedna przyczyna, z intelektualnego punktu widzenia ciekawsza, bo nie zasadzająca się jeno na partyjnej, prymitywnej hipokryzji polskich pismaków i polityków. Tą przyczyną jest ideologia.
Podczas gdy Giertych wyrzucał Gombrowicza, z pozycji katolickiego i narodowego oszołoma, pani minister Hall pozbywa się tego pisarza realizując od dawna lansowany przez postępowo-liberalne salony dogmat ułatwiania naszym dzieciom życia. Jeśli coś za trudne, za długie i bez obrazków - nie zmuszać, nie stawiać wymagań, odpuścić.
I tym sposobem, Gombrowicz jest wybitny i niezbędny gdy próbuje się go pozbyć prawica, zaś niepotrzebny i przeciętny, gdy wyrzuca go salon!



Komentarze
Pokaż komentarze (18)