menda menda
59
BLOG

Kto rąbie te drwa?

menda menda Polityka Obserwuj notkę 13

Co tu dużo mówić, Polska ma najbardziej dyskretną i elegancką władzę na świecie. Jak ministrowie odchodzą, to tylko z "powodów osobistych" tudzież "merytorycznych" , których nikt nie zgłębia. Zaś aferzyści, którzy jeszcze niedawno zdawali się być przyspawani do stołków, jak gdyby nigdy nic wstają z nich, przepraszają za wszystko i kajają się publicznie.

O ile mnie pamięć nie myli, poprzedni, szczęśliwie miniony, rząd stawał na rzęsach by pozbyć się Michała Listkiewicza i jego pomagierów tworzących piłkarską mafię: a to straszył prokuratorem, a to zamykał dziesiątki działaczy, wreszcie wyrzucił Listkiewicza siłą wraz z przyspawanym do końcówki pleców stołkiem i wprowadził zarząd komisaryczny. Ale nawet to pana Michała L. nie zmusiło do posypania głowy popiołem, bo się wówczas powołał na wpływy w Europejskiej Unii Piłkarskiej grożąc, że odseparowanie go od żłoba, do którego reklamodawcy właśnie sypnęli więcej ziarna z uwagi na awans naszych chłopców do EURO 2008, spowoduje wykluczenie wszystkich polskich drużyn ze wszystkich oficjalnych rozgrywek. Taki szantaż musiał zadziałać, albowiem 40 milionowy rozkochany w piłce naród nie wybaczyłby Kaczorom, gdyby przez ich głupie pomysły walki z korupcją, nasi chłopcy mieli nie zagrać w mistrzostwach Europy. Listkiewicz postawił na swoim i po kilku dniach szarpaniny wrócił na należne mu wyrokiem układu miejsce.

Kilka dni temu, w trakcie zjazdu Polskiego Związku (przestępczego o charakterze zbrojnym) Piłki Nożnej, ten sam prezes Listkiewicz, który jeszcze kilka miesięcy temu wypruwał sobie żyły byle tylko zostać na stanowisku, na którym oficjalnie nie chciał go nikt w Polsce, wstaje, spuszcza głowę, i przez nikogo specjalnie nie naciskany przyznaje się do winy, przeprasza i zapowiada odejście. A wszystko odbywa się niesłychanie elegancko - żadnego wywlekania brudów, zastraszania, żadnych konferencji prasowych.

Kim jest Michał Listkiewicz? Jednym z filarków mafii, która rządzi Polską, oddelegowanym do pracy na odcinku sportowym. W tej samej mafii doskonale czuli się przez lata ci, którzy teraz rzekomo Liskiewicza z ramienia rządu "ścigają": Grzegorz Schetyna i Mirosław Drzewiecki. Pierwszy - bywalec imprez w rezydencjach gangsterów, był wieloletnim prezesem koszykarskiego klubu Śląsk Wrocław a jego małżonka - klubu piłkarskiego, o którym znawcy mówią, że był jednym z najbardziej "umoczonych" w korupcję klubow w Polsce, drugi zaś znany był dotychczas z brylowania w układach III RP, nie tylko sportowych: 

"Wydarzeniem towarzyskim minionego tygodnia były 40. urodziny Andrzeja Pawelca ( 12 miejsce na ostniej liście najbogatszych "Wprost" ). Prezes Widzewa fabryki alkoholu ma pod Łodzią, ale pomieszkuje sobie od kilku lat w Konstancinie Jeziornie [...] Z jeszcze świeżą turecką opalenizną pojawił się prezydent Marek Czekalski z małżonką na żólto ( ubraną ). Byli też posłowie Mirosław Drzewiecki ( po imprezie udał się do Paryża na mistrzostwa świata ) i Andrzej Pęczak ( długo rozmawiał z Leszkiem Millerem )". (Gazeta Wyborcza z 1.07.1992 r.)

Ci dwaj panowie, a także wtórujący im minister Ćwiąkalski oddelegowany do umacniania układu na odcinku korporacyjnych sitw i monopoli, występują aktualnie w roli dyskretnych dekonspiratorów układu. Czyż to nie zdumiewające?

Z podobną gracją, bez przepychanek, wzajemnych plwań i oskarżeń z rządu wyrzucani są kolejni ministrowie i podsekretarze stanu. Kilkanaście tygodni temu z posadą ministra od służb specjalnych pożegnał się pan Graś. Odszedł oczywiście z "przyczyn osobistych" . Jak powszechnie wiadomo, w służbach specjalnych wszystko dzieje się z przyczyn osobistych, czyli intymnych, czyli tajnych. Więc takie wytłumaczenie zadowoliło dociekliwą zwykle w takich sprawach prasę, która tym razem nie tworzyła hipotez znanych z lat 2005 - 2007: Sikorskiego miał wówczas "wygryźć" Macierewicz, zaś inni mieli być zwalniani na polecenie ojca Dyrektora. Cieszy nas wszystkich wzrost standardów dziennikarskich w tej sprawie. Zresztą nie powinna dziwić znajomość konfidencjonalnej strony polityki w telewizji założonej przez oficera MSW, telewizji, której właścicielem jest agent SB tudzież gazety, której naczelnym jest Adam Michnik.

Dyskrecja, z jaką wczoraj pożegnano się z wiceministrem finansów Stanisławem Gomułką odpowiedzialnym za pisanie dalszego ciągu polskiej epopei narodowej pod tytułem "Reforma finansów publicznych", zasługuje na najwyższy podziw. Oto bowiem człowiek, który miał wyzwolić nas z odmętów socjalizmu i fiskalizmu odchodzi "z przyczyn merytorycznych znanych tylko premierowi Tuskowi". O ile pamiętam, bodaj jedynym merytorycznym argumentem przeciwko rządowi Kaczora, był ten, że nie przeprowadził on reformy finansów państwa. Platfusy, nadymając sie niemiłosiernie, zapewniali, że oni to dopiero zrobią reformę! Tymczasem z ich rządu odchodzi facet za tę reformę odpowiedzialny. Chętnie bym się więc dowiedział co oznaczają te "merytoryczne powody" odejścia i czy aby nie chodzi o to, że żadnej reformy jak zwykle nie będzie, bo oznaczałaby ona zmniejszenie żłoba dla układu. Włączam tedy najbardziej w tych sprawach kompetentną telewizję TVN 24, by się tych przyczyn dowiedzieć. Mija pierwsza godzina, Poseł Palikot mówi o pijaństwie i Alzheimerze Kaczora, mija druga godzina, poseł Palikot kłóci się z posłem Cymańskim o pijaństwo i Alzheimera prezydenta. Gdy pod koniec godziny trzeciej, na czerwonym pasku oznaczonym "Pilne" zamiast wyjaśnienia powodów dymisji Gomułki dostałem "hot hews" o treści "Cymański opuścił studio TVN24", straciłem jakąkolwiek nadzieję, że dowiem się co się stanie z moimi pieniędzmi zarządzanymi przez ministerstwo finansów. Zresztą, lepiej gadać o Alzheimerze i pijaństwie prezydenta niż pytać rząd dlaczego nie realizuje swojej głównej obietnicy wyborczej. Dyskrecja przede wszystkim.

Tak więc kolejne już wióry lecą, a my nadal nie wiemy kto, dlaczego i w jakim celu rąbie te drwa. Z jednej strony oszczędza to stresu kibicom, którzy mogliby wpaść w furię gdyby się okazało, że układ kokosi się bo nie wie gdzie upchać miliardy złotych, które zaczynają płynąć szerokim strumieniem na organizację EURO 2012, z drugiej wyborcom Platfususów oszczędza się rozczarowania niespełnionymi obietnicami i personalnymi rozgrywkami, których mieli powyżej uszu za czasów kaczyzmu. A zatem wszyscy są zadowoleni, gdy drwal  i jego intencje pozostają nierozpoznane.

Ps.: W moim ostatnim tekście pt. Transmisja spod strzechy, znalazła się nieprawdziwa sugestia, jakoby program "Szkło kontaktowe" nie nadawał w 2006 r. z Mundialu w Niemczech. Za  pomyłkę przepraszam.

menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka