menda menda
52
BLOG

Hodowla androidów

menda menda Polityka Obserwuj notkę 22

Pomysł jest prosty. Stworzymy sobie szkołę, w której nie będziemy uczyć niczego przydatnego. Ale w zamian za wysokie czesne, korzystając z wplywów w administracji rządowej, obiecamy młodym wykształciuchom i karierowiczom polityczne konfitury. Uzależnimy ich od siebie łatwym dostępem do władzy. W zamian wyhodujemy sobie karną armię androidów doskonale zaprogramowanych przy pomocy poprawności politycznej.

Na inaugurację Szkoły Liderów Politycznych, Kazimierz Marcinkiewicz powiedział, że "polityk to ogrodnik, który dba o to by rośliny w jego ogrodzie mogły się rozwijać". Nikt by trafniej nie ujął celów jakie stoją za powołaniem tej uczelni. Ogrodnicy z Platformy, będą hodować nowy narybek, nie tylko stworzony na swój obraz i podobieństwo ale całkowicie od ogrodnika zależny.

Szkoła Liderów Politycznych założona właśnie przez Jarosława Gowina wzoruje się chyba na francuskiej Ecole nationale d'administration. Ta ostatnia szkoła, bardzo droga, daje przepustkę do wielu urzędów Republiki Francuskiej.  Absolwenci tej uczelni praktycznie nie potrzebują szukać posad w sektorze prywatnym, bo czekają na nich synekurki przygotowane przez państwo, które w porozumieniu z władzami uczelni (także politykami) takie posady przygotowuje. To doskonały interes: uczniowie zyskują, gdyż niepisana umowa między nimi a politykami zakłada niemal pewny dostęp do sfery urzędniczej, co z kolei przekłada się na sukces finansowy uczelni (karierowicze walą drzwiami i oknami). Jednocześnie politycy hodują sobie doskonałą armię politycznie poprawnych humanoidów w rodzaju Chiraca, d'Estaing'a, Jospina czy Royal.

Na tym modelu opiera się pomysł Platformy: przy pomocy szkoły Gowina, wyhodować, sprostytuować a potem trzymać na krótkiej smyczy swoich Liderów Politycznych. O ile we Francji ta hodowla odbywa się pod szyldem (listkiem figowym) Republiki Francuskiej, to w Polsce nikt się nawet listkami nie przejmuje więc Szkoła Liderów jest oficjalnie prywatnym przedsięwzięciem polityków Platformy. Z drugiej strony, może to w pewien przewrotny sposób, bardziej uczciwe.

Należy zadać sobie pytanie: kogo ma szkolić Marcinkiewicz z Gowinem? "Celem studiów jest wykształcenie kompetentnych i uczciwych polityków."  - odpowiada J. Gowin. Nawet z tego bełkotu, który jest puszczany w eter zapewne tylko po to, by ukryć prawdziwe intencje Platfusów, które przytoczyłem powyżej, wynika, że rzeczywisty cel funkcjonowania takiej uczelni jest inny. Czym bowiem różni się uczciwy polityk od uczciwego człowieka? Czy uczciwość polityczna jest innego rodzaju niż ta powszechnie znana i zdefiniowana w naszej cywilizacji? Ja rozumiem, że doskonale na temat tej uczciwosci może nauczać szara eminencja rządu, agent komunistycznej bezpieki Michał Boni (jeden z wykładowócw), ale w takim razie niech mi ktoś odpowie na pytanie: dlaczego jeszcze nie stworzono uczelni kształcącej uczciwych prawników, szwaczki i piekarzy?

Jak zwykle zadowolony z siebie Marcinkiewicz uważa, że "będzie prowadził zajęcia z ekonomii". Ta deklaracja doskonale pokazuje, że intencją twórców szkoły nie jest uczenie czegokolwiek pożytecznego, tylko zwykłe hodowanie androidów, albowiem wykładanie ekonomii wymaga jednak czegoś więcej niż magisterium i dobrych chęci. Ekonomia będzie więc ekonomią Marcinkiewicza, czyli ekonomią "liderów". I znów rodzi się pytanie: czy zasady ekonomii obowiązujące polityków i "liderów" są inne od tych powszechnie uznanych i nauczanych na polskich uniwersytetach i czy w związku z tym wymagają specjalistycznego wykładania?

O tym, aby wszystko przebiegło zgodnie z partyjnym zamysłem, czuwać będzie kolejny "wykładowca", chyba najbardziej kuriozalna postać w tym gronie, Grzegorz Schetyna - człowiek, który ma ponoć najwięcej do powiedzenia w dzisiejszej Polsce w sprawach kadrowych. Nie wiem, jak obecność wśród kadry hodujacej  polityka przyłapanego m.in. na biesiadowaniu z gangsterami ma się do zacytowanego przeze mnie credo Gowina o "uczciwości politycznej", ale - jak znam życie - nikt tego pytania nie zada.

Czy zastanawialiście się dlaczego nie ma "zawodowych poetów"? Bo poezji nie da się nauczyć. Można pokazać instrumentarium i wzorce, ale nie stworzyć poety. Tak samo uczenie zza uniwersyteckich katedr "politycznej uczciwości", "społeczeństwa obywatelskiego", czyli wartości nie do nauczecia konwencjonalnymi metodami, innymi słowy, tworzenie "polityka zawodowego", musi skończyć sie przerobieniem zwykłego wykształciucha i karierowicza na ubezwłasnowolniony android, nie posiadający świadomości i nie rozumiejący treści pojęć jakie wypowiada. A co z tymi, którzy się nie dadzą ubezwłasnowolnić? Odpadną. Już Grzesiu Schetyna się o to zatroszczy.

menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (22)

Inne tematy w dziale Polityka