Jakie zadania ma komisja ds. wyjaśnienia okoliczności samobójstwa Barbary Blidy, można było dowiedzieć się przedwczoraj, gdy zasiadający w niej: posłanka PO Pietraszewska oraz przewodniczący R. Kalisz, na sugestię dziennikarza, że przecież prokuratorzy zeznali, że żadnych nacisków nie było, odpowiedzieli mniej więcej coś takiego: no w sumie prokurator powiedział, że nikt na niego nie naciskał, ale to przecież jest młody asesor, więc na pewno boi się zeznać prawdę.
A zatem, im bardziej zeznania zadają kłam z góry założonej tezie, tym gorzej dla zeznań, a ściślej rzecz ujmując, dla zeznających, którzy okazują się, zdaniem bezstronnej komisji, tchórzami. Logika sugerowałaby, że odwaga po ostatnich wyborach staniała a nie zdrożała, czego dowód mieliśmy dzień po wygranej PO gdy grupa ośmiu odważnych prokuratorów wystąpiła przeciwko przeszłemu dobę wcześniej reżymowi ukazując jego ciemną stronę. Ale logika tutaj nie ma nic do rzeczy, zwłaszcza, że ośmiu wspaniałych prokuratorów tak się zagmatwało w swych oskarżeniach, że nie tylko już dawno umorzono śledztwa, jakie miały doprowadzić do skazania kaczystowskich siepaczy, ale i sami odważni tak popuścili wodze fantazji, że teraz grożą im postępowania dyscyplinarne. No więc ich koledzy po fachu zeznający przed komisją do sprawy Blidy popuścić wodzy fantazji nie chcieli, przez co zostali określeni mianem tchórzy, poświęcających prawdę na ołtarzu własnej kariery.
Z celów, jakie postawiła przed sobą komisja śledcza, szybko zdał sobie sprawę adwokat rodziny Blidów, mecenas Piotrowski, który wysłał list do prezydium komisji, w którym wnosi o dopuszczenie go do jej obrad. W sensie procesowym jest to wniosek wręcz rewolucyjny, który może odwrócić do góry nogami podstawową zasadę procesu karnego jaką jest zasada działania organów z urzędu i zamienienie jej na dobrze wszystkim znaną zasadę inkwizycyjności. To tak, jak by adwokat, tudzież oskarżyciel postanowili dołączyć do składu orzekającego w sądzie i rościć sobie prawo do wzięcia udziału w naradach sędziowskich i innych czynnościach sądu. Prawda, że ciekawe? I jak świadczy o rozumieniu zasady bezstronności!
No, ale członków komisji ten wyskok mecenasa Piotrowskiego ni trochę nie siurpryzuje, bo ponoć "rozważają" dopuszczenie go do obrad. Co więcej, wspomniana wyżej posłanka PO twierdzi, że Piotrowski mógłby zostać "ekspertem" komisji o ile - rzecz jasna - "zrezygnowałby" z prowadzenia sprawy w imieniu rodziny Blidów. Zaś poseł Kalisz ponoć już "zlecił przeprowadzenie ekspertyz" na temat dopuszczalności udziału Piotrowskiego w pracach komisji. Oczywiście wynik owych ekspertyz, co pokazują doświadczenia poprzednich komisji śledczych, zależy wyłącznie od oczekiwań zamawiającego, wiec bezstronność w tej sprawie na pewno będzie po odpowiedniej stronie.
Zarówno mecenas Piotrowski jak i poseł Kalisz są doświadczonymi adwokatami. Znają więc kodeks etyki zawodowej, którego naruszenie powoduje wszczęcie postępowania dyscyplinarnego, które z kolei może zakończyć się nawet karą wydalenia z adwokatury. Obaj panowie znają również kodeks postępowania karnego, który określa sytuacje w których następuje wyłączenie ze sprawy sędziego lub prowadzącego postępowanie przygotowawcze. A jednak obaj panowie bezwstydnie podejmują właśnie próbę złamania tych przepisów tudzież ich ominięcia. A wtóruje im posłanka Pietraszewska, która metodę omijania prawa wskazuje expresis verbis: wystarczy, że Piotrowski formalnie przestanie być pełnomocnikiem Blidów.
Zresztą zachowania mecenasa Piotrowskiego spotykają się z niesłychanym pobłażaniem. Wczoraj ogłosił on wszem i wobec, że "Ziobro i Święczkowski powinni już siedzieć", zaś kilka tygodni wcześniej stwierdził, że w rządzie grasowała "zorganizowana grupa przestępcza", do której zaliczył nie tylko Ziobrę, ale i Kaczyńskiego. Koncesja na szczekanie jaką otrzymał mecenas Piotrowski, niewątpliwie zbiega się z medialnym (na razie) tuszowaniem afery węglowej, na którą ponoć nigdy nie było żadnych dowodów, tylko nie wiadomo dlaczego Skarb Państwa stracił miliardy złotych. Ale, dopóki trwa rozliczanie tych, którzy owych dowodów szukali, dopóty można niepostrzeżenie rzeczywistą aferę wyciszyć. Powyższa teza potwierdza się niemal codziennie: media a także "autorytety prawnicze", tak wyczulone na zasadę domniemania niewinności (pozdrowienia dla prof. Zolla), zamiast zrugać Piotrowskiego za te wrzaski, tak jak to zrobiły gdy Ziobro oskarżył Doktora G. o korupcję i spowodowanie śmierci pacjenta, zaczęły owe oskarżenia mecenasa multiplikować publicznie bez cienia krytycyzmu.
Niewątpliwie świadczy to o tym, że nie tylko komisja śledcza oraz Piotrowski, ale i "autorytety" wraz z mediami obrały ten sam kurs w sprawie afery węglowej. Proponuję więc, by u boku Kalisza w komisji, poza Piotrowskim, zasiedli także dziennikarze Gazety Wyborczej, Dziennika i TVN. Tak będzie uczciwiej.



Komentarze
Pokaż komentarze (15)