Do kanonu sportowej moralności należą wypowiedzi komentatorów, którzy, gdy widzą faul przeciwnika na naszym piłkarzu, domagają się przykładnego ukarania winowajcy, a samo przewinienie nazywają brutalnym a nawet bestialskim. Ale gdy chwilę potem to nasz chłopiec powala na ziemię przeciwnika, otrzymujemy definicję tak zwanego faulu taktycznego, który co prawda spowodował, że ofiara zwija się z bólu na murawie, ale jej ścięcie było usprawiedliwione taktyką niedopuszczenia do zagrożenia pod naszą bramką.
Od kilkunastu tygodni trwa awangardowy happening posła Palikota, który na zmianę zarzuca prezydentowi bądź to pijaństwo, bądź to Alzeimera. I wszyscy komentatorzy uprzejmie nam tłumaczą, że może forma tej akcji nie najodpowiedniejsza, ale cel jak najbardziej szczytny, wszak społeczeństwo powinno znać stan zdrowia prezydenta. Oczywiście udają przy tym, że nie mają pojęcia, iż forma tego faulu zdradza wszelkie intencje faulującego, które sprowadzają się do wyeliminowania przeciwnika z gry. Ale czyż nie o to chodzi w tej, że tak powiem, taktyce? Dyć to idealny przykład dialektyki faulu taktycznego: co prawda nasz zawodnik tnie przeciwnika równo z murawą, ale co do zasady przyznajemy mu rację, bo działa w słusznej sprawie.
Usprawiedliwianie fauli taktycznych nie zawsze przybiera - tak jak w przypadku Palikota - postać wprost zwerbalizowaną. Czasem odbywa się to przez wymowne milczenie lub bagatelizowanie. Dziś rano słyszałem posła Niesiołowskiego, który z wrodzoną sobie subtelnością oceniał przywódców PiS: jeden siedzi za kratkami, drugi pije wódkę, trzeci żyje na kocią łapę (cytuję z pamięci wypowiedź z programu "Kawa na ławę"). I to ma być partia katolicka, partia która mieni się zbrojnym ramieniem kościoła? - pyta w ekstatycznym zapamiętaniu poseł Niesiołowski. Abstrahując od kłamstwa, że jakiś lider PiS-u siedzi za kratkami, to poseł Niesiołowski, gdy zagląda swoim przeciwnikom do kieliszka, do alkowy, a nawet pod pierzynę, daje doskonałe przykłady fauli taktycznych, a więc usprawiedliwionych.
Oczywiście sędzią (a zarazem komentatorem) w tym meczu są media mainstreamowe, oceniające, który faul jest "bestialski", a który "taktyczny". Tedy bestią okazał się poseł Kurski, który wyciągnął z grobu dziadka Donalda Tuska. Oj, co się wtedy działo! Nie dość, że Kurski był wszędzie wygwizdywany, to Tusk tak się był rozeźlił, że w tym szale skłamał kilka razy na temat niespecjalnie bohaterskiej przeszłości swego przodka. O mediach, które kazały Kaczorowi kilka razy Tuska na kolanach przepraszać, wspominał już łaskawie nie będę. Tak sie przypadkowo złożyło, że w tym samym czasie Hanna Gronkiewicz Waltz z Bronisławem Komorowskim wskoczyli na łóżka umierających w hospicjach ludzi, by zrobić tam antykaczystowski happening, zaś jakiś czas później wyżej wspomniany senator Niesiołowski nazwał Kaczora "przestępcą" na okoliczność zajęcia stanowiska, kto w aferze "Kaczmarek-Krauze-Mariott" ma rację.
No ale to były - w odróżnieniu od zagrania Kurskiego - tzw. faule taktyczne. Odnotowane z kronikarskiego obowiązku i pozostające bez konsekwencji: żadnych żółtych ani tym bardziej czerwonych kartek. I, między Bogiem a prawdą, kto dziś w ogóle o nich pamięta? Przecież liczy się tylko wynik meczu, a ten objawił się nam jednoznacznie w październikową noc 2007 roku (wynik z roku 2005 to tylko pierwsza połowa). Zgodnie zaś z powołaną wyżej definicją faulu taktycznego, zagrania, które do owego wyniku zwycięską drużynę prowadziły, usprawiedliwione były obroną przed nadciągającym przeciwnikiem. I definicji tej uczyniły zadość, bo wspólnym wysiłkiem całej drużyny, w której, co ciekawe, pod koniec grali już nawet sędziowie i komentatorzy, przeciwnik został zatrzymany.
Dziś wróg jest żądny rewanżu, więc na wszelki wypadek, zaglądamy mu pod kołdrę, pod którą Ziobro, dopiero co "w kuluarach" nazwany "gejem" , demoluje wraz z Pati-Koti (tą, co się rozebrała specjalnie dla czytelników Super Expressu i red. Żakowskiego) służbowego laptopa!
A nad stadionem powiewa, wbita w gówno, flaga z napisem FAIR PLAY.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)