menda menda
108
BLOG

Ubecki egzamin

menda menda Polityka Obserwuj notkę 22

Taki to już los nadwiślańskich premierów, że każdy z nich musi mieć swoje zdanie na temat lustracji. Nie było w wolnej Polsce ani jednego szefa rządu, który nie zostałby prędzej czy później zmuszony do opowiedzenia się otwarcie, bądź skrycie po którejś ze stron ubeckiego konfliktu.

I, co ciekawe, nie jest wcale pewne, że siłą, która zmusza polskich decydentów do zajęcia stanowiska w tej kłopotliwej sprawie, są lustracyjni "szambonurkowie". Czyż bowiem dla ubeckich interesów, zabezpieczanych bądź to osobiście przez oficerów prowadzących, bądź to przez ich agentów, nie jest kluczową postawa władz państwowych względem lustracji? A zatem, czy, dajmy na to, ledwo wiążący koniec z końcem Wyszkowski, domagający się przecięcia bezpieczniackich wpływów, jest w stanie oddziałać na rząd z podobną siłą, niż taki TW Zegarek, od którego reputacji zależą kursy akcji finansowego imperium?

Odpowiedź wydaje się bardziej niż oczywista. Idealista Wyszkowski nie ma nic do powiedzenia, potentat TW Zegarek, musi przy każdym politycznym przetasowaniu, z którego wyłaniają się nowe władze, powiedzieć: "sprawdzam". I marny los tego, kto się owej komendzie nie podporządkuje.

Dlatego też ubecja, u zarania "młodej polskiej demokracji", postanowiła stworzyć system politycznych testów na ubeckość. Testów, które musi przejść każdy rząd. O skuteczności ich egzekwowania, niech zaświadczy fakt, że z kilkunastu gabinetów, jeno dwa egzaminu nie zdały. I skończyły jak skończyły. Pierwszy został zwyczajnie wykopany na zbity pysk, drugi - metodami znacznie bardziej eleganckimi, bo przy pomocy "demokratycznych mechanizmów medialnych" - wyproszony. Tutaj widzimy, jak istotną jest kwestia weryfikacji ubeckości. Nad poprawnością owej weryfiakcji czuwa nieprzerwalnie od 19 lat Gazeta Wyborcza. Któż bowiem lepiej zweryfikuje ubeckość rządów, jeśli nie TW Ketman et consortes?

Nie dziwi więc, że przed komisją egzaminacyjną, przed tym ubeckim "sprawdzam", stanął premier Donald. Na nic się zdały jego próby unikania jasnych deklaracji, wycofywania sie rakiem z rewolucyjnych pomysłów lustracyjnych jego partii, z czasów gdy była w opozycji. Trza było stanąć twarzą w twarz z tym problemem. I, jak się zdaje, premier Donald wyszedł z niego obronną ręką, bo został przez Gazetę Wyborczą pochwalony. Tym razem w roli sprawdzającego wystąpiła z przyczyn estetycznych, w zastępstwie TW Ketmana, Katarzyna Kolenda-Zaleska, która nie może się nachwalić premiera, że szarą eminencją swojego rządu uczynił agenta bezpieki Michała Boniego.

"Donald Tusk potrafił się wznieść ponad przeszłość... wybrał drogę przebaczenia" - ekscytuje się dziennikarka Wyborczej. Ale jednocześnie wskazuje, kto ubeckiego egzaminu nie zdał. Tym kimś jest nie kto inny jak ten parchaty knypek z Pałacu Namiestnikowskiego, który ośmielił się zwolnić swojego ministra Andrzeja Krawczyka, za to iż - tak jak Boni - zataił swoją agenturalną przeszłość.

"Wybieram drogę Tuska, który daje szansę. Odrzucam okrucieństwo (Kaczyńskiego - przyp. menda), ono nigdy nie prowadziło do dobra, lecz zawsze do zła."

Czyż można sobie wyobrazić piękniejsze podsumowanie tej ubeckiej oceny? Czyż nie jest interesującym ten zachwyt nad pobłażaniem dla kolaboracji z totalitaryzmem, mataczenia, cynizmu i hipokryzji komunistycznego agenta? Dziwi tylko zaskakująca nieświadomość pani dziennikarki, która twierdzi, że coś "wybiera". Otóż ona żadnego wyboru nie dokonuje, albowiem gdyby wybrała - jak to nazywa - "okrucieństwo", czyli ukazywanie prawdy i wyciąganie konsekwencji z kłamstw (Michał Boni, znajdujący się na tzw. liście Macierewicza, przez kilkanaście lat sprawował różne funkcje pozostając de facto kłamcą lustracyjnym), to nie byłaby tu, gdzie jest. Już w 1992 roku, zrozumiał to jej kolega, początkujący karierowicz Tomasz Lis, gdy w owe gorące czerwcowe dni, do kroczącego sejmowymi korytarzami Wałęsy wołał "Panie prezydencie, ratuj!". Oni więc nie są od "wybierania", oni mogą co najwyżej prosić o ratunek, wsparcie i tzw. plecy. Po tych Kolendach, przyjdą następne tylko po to, by w imieniu tych, którym zawdzięczają karierę, mówić sakramentalne "sprawdzam". A i to jedynie ze względów estetycznych.

menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (22)

Inne tematy w dziale Polityka