Dziś mija 31. rocznica mordu na Stanisławie Pyjasie, jednej z tysięcy ofiar komunistycznego reżimu. Jego ofiara była z wielu przyczyn symboliczna. Był działaczem organizacji opozycyjnej, donosiło na niego kilku agentów, stanowił obiekt ciągłych szykan ze strony SB, a sprawców morderstwa na nim nigdy nie ujęto. Przyczyniło się do tego tuszowanie sprawy przez prokuraturę, policję i sądy, przy niemałym udziale przedstawicieli elity społecznej III RP.
Z tych wszystkich przyczyn życie i śmierć Pyjasa, a także to co się po tej śmierci wydarzyło (i nie wydarzyło) stanowi o charakterystyce zarówno komunizmu jak i postkomunizmu. Komunizm go zamordował, postkomunizm pozwolił pluć na jego grób. Począwszy od 1989 roku przekonuje się nas mianowicie, że morderstwa dokonywane przez aparat terroru PRL, były pojedynczymi przestępczymi ekscesami, próbuje się je odrywać od kontekstu politycznego a pamięć o zamordowanych zawężać do wymiaru personalnego: ofiara - kat. Z jednej strony autorytety medialne ubolewają, że "sprawców nie odnaleziono" , z drugiej zaś nie tylko nic nie robią by zostali oni odnalezieni, ale walczą usilnie ze wszelkimi próbami głębszego spojrzenia na ten dramat. Stanisław Pyjas musiał umrzeć nie tylko dlatego, że był niewygodny dla władzy. On zginął by chronić system tworzony przez tysiące aparatczyków i funkcjonariuszy posiadających imiona i nazwiska. On zginął także po to, by Kwaśniewski, Cimoszewicz, Szmajdziński czy Miller mogli robić kariery, by Kiszczak i Jaruzelski mogli utrzymać władzę. Śmierć była elementem tego systemu, tak jak jego elementem była agentura, którą otoczono Pyjasa. Ten system był wewnętrznie zespolony: agent Ketman donosił SB, SB mordowała, policja i prokuratura zacierała ślady. A wszystko to celem zabezpieczania wywiadowczego władzy politycznej piastowanej przez PZPR.
Wydawać by się mogło, że powyższe rozważania to truizm. Trzeba nam jednak pamiętać o prawdzie w sferze publicznej przemilczanej: bez aspektu politycznego pamięć i symbolika męczeństwa ofiar komunizmu nie ma żadnego sensu i sprowadza się li tylko do zapalonego znicza. Jak się bowiem przekonamy, zamazywanie pamięci politycznej w III RP było pośrednio a czasem i bezpośrednio przedłużeniem operacyjnej gry, jaka rozegrała się wokół śmierci Pyjasa i tysięcy innych ofiar komunizmu. Cel tej gry był dokładnie taki sam jak za czasów PRL: utrzymanie wpływów i władzy komunistycznego aparatu.
Przyjacielem Stanisława Pyjasa ze Studenckiego Komitetu Solidarności był obecny eurodeputowany PO Bogusław Sonik. Ciekawi mnie co sobie myśli poseł Sonik, gdy co roku przy ulicy Szewskiej w Krakowie, w blasku fleszy składa wieniec pod pamiątkową tablicą umieszczoną na froncie kamienicy, w której zamordowano Pyjasa? Ciekawi mnie, co sobie myśli działacz partii, która na wysokie państwowe stanowisko awansowała Zdzisława Skorżę, oficera SB - tej samej SB, która stoi za śmiercią jego przyjaciela? Ta sama partia, której członkiem jest Bogusław Sonik, wybrała do komisji rozgrzeszającej aferzystkę Barbarę Blidę, autorytet III RP, posła Widackiego, czyli człowieka, który całym sobą ręczył za esbeckiego "eksperta" Zdzisława Marka, współodpowiedzialnego za tuszowanie sprawy Pyjasa. Czy w takim towarzystwie, przy pomocy takich ludzi pan Sonik należycie zadba o pamięć swojego przyjaciela z czasów młodości? Czyż sam fakt obecności osób tego pokroju w establishmencie demokratycznej Polski nie stanowi podeptania tej pamięci?
Pamięć o PRL jest możliwa pod warunkiem, że nie ma charakteru integralnego tzn. uwzględniającego nie tylko aspekt personalny ale i polityczny. Orzekły tak samozwańcze autorytety. Pamięć integralna szkodzi zbyt wielu interesom. Autorytety reglamentujące nam pamięć, jednocześnie wykorzystały luki jakie w niej wytworzono do celów ściśle politycznych.
"Solidarność" jest zainteresowana w tym, by PZPR nie zniknęła z areny politycznej" (B.Geremek, Rzeczpospolita 28-29 października 1989 r.)
Tak pluje się na groby ofiar PZPR, solidarnościowych męczenników.
"Nie będę walczył bronią nienawiści" - krzyczał na łamach swojej gazety Adam Michnik, broniąc komunistycznych agentów, w tym swojego bliskiego współpracownika Lesława Maleszki, który występując jako TW Ketman i TW Return, prowadził operacje wywiadowcze przeciwko Pyjasowi. Oddanie długu pamięci nazwane zostało więc nienawiścią, dzięki czemu całe rzesze aparatczyków, konfidentów, funkcjonariuszy, którzy tworzyli ten system, którzy torowali sobie drogę do kariery milicyjną pałką, może swobodnie napluć na grób Stanisława Pyjasa, nie wstając nawet zza urzędniczego biurka. Postulat Bronisława Geremka się spełnił: PZPR nie zniknęła z areny politycznej - zniknęła pamięć o niej.



Komentarze
Pokaż komentarze (23)