menda menda
42
BLOG

Tusku, musisz (spłacać długi)

menda menda Polityka Obserwuj notkę 24

Co prawda rząd premiera Donalda nie może się, poza sekowaniem poprzedników i nasyłaniem na nich ABW, pochwalić żadnymi istotnymi pomysłami, o działaniach nie wspominając, ale zdążył nas już przyzwyczaić do jednego: mianowicie nie robi on niczego, co by mogło obniżyć jego notowania.

Jeśli premier powie, że palił trawkę, to nie dlatego, że mu się wypsnęło, ino dlatego, że chce pokazać nastoletnim cielętom, które zagonił wraz z mediami do ostatnich wyborów, iż nadal jest ich "ziomalem". Jeśli dzień później mówi "narkotyki to zło", to tylko po to, żeby uspokoić wyborcę nastawionego bardziej konserwatywnie. Nawet orędzie, które ma być rzekomo instytucją przewidzianą dla okoliczności szczególnych, zostało pokazane tylko po to, by premier liberał mógł dopieścić elektorat "socjalny", któremu obiecał, że wykarmi wszystkie polskie dzieci, a potem da im jeszcze komputery. Nie dziwi przeto informacja, iż premier Donald powiększył sztab pijarowców do rozmiarów największych w historii, a dodatkowo obsługę swojej permanentnej kampanii zleca zewnętrznym firmom pijarowym i medialnym.

W ciągu ostatnich kilku dni pojawiły się jednak co najmniej trzy niepokojące z punktu widzenia wizerunku premiera Donalda, sygnały. Po pierwsze, Platforma "wróciła" do pomysłu prywatyzacji szpitali, z którego to pomysłu zrezygnowała na czas kampanii wyborczej, po tym jak posłanka Sawicka zaprezentowala ów punkt programu swojej partii w rozmowie z agentem CBA. Po wtóre, partia miłości i zaufania zrezygnowała z lustracji, mimo że jeszcze niedawno prześcigała się z PiSem w lustracyjnych pomysłach. Wreszcie po trzecie, rząd Platformy, nasłał na członków komisji weryfikacyjnej ds. WSI i dziennikarzy TVP zamaskowanych funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, podczas gdy przez ostatnie dwa lata, partia ta, wespół z mediami, zdążyła dość mocno zohydzić Polakom tego typu akcje przeprowadzane za rządów poprzedniej ekipy. Wszystkie te posunięcia niewątpliwie nie przysporzą partii Donalda Tuska sympatyków. Wydaje się więc niepodobnym, by w ogóle ujrzały światło dzienne! A jednak...

Jeśli chodzi o prywatyzację służby zdrowia, to kiedy posłanka Sawicka wygadała się, że w zamyśle jej partii "będą samorządy zbywały majątki trwałe, czyli będą i sprzedawać i przekształcać szpitale w spółki prawa handlowego", a następnie, kiedy przedstawiła wszystkim przyszłą panią minister Ewę Kopacz słowami "od tego typu spraw będzie pierwszy macher, frontmenka, partnerka z mojej grupy", wówczas Platformie "kręcenia lodów" się odechciało i prywatyzacja... pardon - przekazanie samorządom, zniknęła z broszurek programowych. Wydawało się wówczas, że dla partii tak bardzo dbającej o swój wizerunek medialny, nie ma nic gorszego niż powrót do tego pomysłu. Skoro bowiem w kampanii, która - jak słusznie stwierdził minister Grad - "rządzi się swoimi prawami" odżegnano się od prywatyzacji służby zdrowia, to chyba oczywistym jest, iż robiono to ze względów pijarowych. A jednak pomysł wrócił, co skłania ku pewnym przypuszczeniom.

Pominąwszy hipotezę, że Tusk to samobójca-masochista i celowo próbuje pogrążać siebie w oczach ludu pokazując, iż go w kampanii wrednie okłamał, a także udowadniając, że to, czym straszył PiS tj. prywatna służba zdrowia, zaczyna się realizować, pozostaje nam tylko jedno wyjście: posłanka, która wszak nie prowadziła swojej relacji w trybie przypuszczającym ani warunkowym, miała rację: samorządy "będą" przejmowały "oddłużone" (za nasze pieniądze) szpitale i sprzedawały je podstawionym biznesmenom, zaś "grupa" i "pierwsza macherka" zostały do tej operacji wcześniej wyznaczone. Decyzja ta zapadła już w momencie wypowiadania tych słów przez panią posłankę i nie została przez decydenta odwołana. Z tego też powodu (pacta sunt serwanda), należało, wbrew oczywistemu zagrożeniu utratą popularności, czyli tego, co premier Donald szczególnie ukochał, do pomysłu prywatyzacji "wrócić". Po takim obrocie spraw, o swoją działkę powinna upomnieć się niesłusznie zapomniana i odsunięta na bok posłanka Sawicka, która chyba tylko przez szczerość okazaną za wczasu, musi teraz pokutować. Zwłaszcza, że nawet pan poseł Chlebowski powrócił do koncepcji Sawickiej, bo rzekł ostatnio do dziennikarzy toćka w toćkę to, co jego upadła koleżanka przekazała agentowi CBA: "Rząd chce oddać wszystkie szpitale samorządom i przekształcić je w spółki". I jak tu nie wierzyć Oscarowi Wilde'owi, który w jednej z książek pisał, że "zepsuta (łac. corrupta - przyp. menda) kobieta to rodzaj istoty, której mężczyźni nigdy nie mają dosyć"?!

Z tych samych przyczyn, z których Tusk powrócił do prywatyzacji szpitali, zrezygnował z innego swojego pomysłu: lustracji. Niestety nadal, mimo usilnych starań przedstawicieli różnych sitw i gangów przestępczych zwanych żartobliwie "ośrodkami opiniotwórczymi", Polacy w większości opowiadają się za jak najpełniejszą lustracją. W szczególności chodzi tu o elektorat Platformy, która od początku udaje partię konserwatywną i prolustracyjną. Platfusy, gdy były w opozycji, gęby miały pełne frazesów o "pełnej jawności" esbeckich akt, ba, zgłosiły ponoć najbardziej radykalny projekt lustracyjny, który przewidywał nawet ujawnienie informacji intymnych z życiorysów agentów i osób rozpracowywanych. Potem jednak na tę rozszalałą lustracyjną chałastrę Tuska postawiły media i środowiska z definicji oraz genezy wrogie lustracji, usiane agentami jak świąteczne ciasto rodzynkami: "Gazeta Wyborcza", TVN, Polsat. Nawet czerwoniutka na wskroś "Polityka" na okładce numeru poprzedzającego ciszę wyborczą zamieściła słynne "Tusku, musisz!". Jak się okazuje, dalszy ciąg tego hasła został ustalony już mniej oficjalnie i brzmiał: "...nas chronić". Czy można sobie wyobrazić inny powód, dla którego cały antylustracyjny front (w tym komunistyczna "Polityka") poparł rzekomo prolustracyjną i antykomunistyczną partię?!

Wreszcie, wczoraj okazało się, że rząd miłości i zaufania również posługuje się "metodami rodem z UB", dokładnie tak jak rząd poprzedni, który, przy pomocy siepaczy z CBA nazywanych przez Julię Piterę "przestępcami" pod przewodnictwem arcyprzestępcy Mariusza Kamińskiego, od którego z kolei według Donalda Tuska "Kiszczak mógłby się uczyć", prowadzić miał swoją politykę wewnętrzną. Pamiętamy te wrzaski, już nie tyle pismaków, co polityków dziś nami rządzących o tym, że władza podnosi rękę na naród. A gdy ktoś puścił nigdy nie udowodnioną jak zwykle plotkę, iż kilku dziennikarzy mogło być za rządów PiS podsłuchiwanych przez służby, lamentom nad końcem demokracji nie było końca. Dziś Platforma jeszcze niedawno broniąca wolności słowa, mająca niemały udział w procesie zohydzania narodowi jego własnych służb specjalnych, używa tych służb do terroryzowania dziennikarzy. Ktoś by mógł pomyśleć, że to następny polityczny strzał w stopę, gdyby nie okoliczność, że wczorajsza akcja w domu asystenta Macierewicza, to tylko kolejny etap spłacania wyborczych długów, jakie Platforma zaciągnęła u posowieckich złogów z WSI, które w ramach rzeczonego dealu przywraca właśnie do łask. Przy niemałym udziale bezpieczniackich konfidentów z Agory, którzy mieli być "źródłem informacji" o rzekomych nieprawidłowościach w działaniu komisji weryfikacyjnej.

Czy można sobie wyobrazić inny racjonalny powód psucia własnego dobrotliwego wizerunku przez partię ulepioną z PR-owskiej gliny rękami przeróżnych Tymochowiczów, niż konieczność spłaty zaciągniętych zobowiązań?

menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (24)

Inne tematy w dziale Polityka