Znikają powoli bariery jakie Kaczory nieudolnie próbowały stawiać doborowemu towarzystwu III RP. Służby specjalne niemal odzyskane w całości, polowanie na komisję weryfikacyjną WSI trwa, kolejna ustawa medialna w drodze, w agencjach i funduszach zasiadają już małżonkowie posłów PO i PSL, historykom IPN ktoś przypadkowo niszczy samochody, a nieprawomyślnym dziennikarzom obmacuje klejnoty. Na dodatek Walter z Wejchertem przygotowali już kilkanaście kanałów pod państwowe licencje w ramach cyfryzacji. Słowem, fachowcy wracają w każdej z możliwych dziedzin. Nawet Krauze wrócił do kraju i wraz z kolegami czeka na przetargi związane z Euro 2012.
No właśnie, przetargi... W ich wygrywaniu, a także prowadzeniu innych ważnych interesów w polskim raczkującym kapitalizmie przeszkadza nadal CBA. Z tego też powodu należy tę służbę ubezskutecznić, tak by osiągnęła efektywność w ściganiu korupcji na poziomie zbliżonym do prokuratury z jej najlepszych czasów, gdy jej elitę tworzyli przywracani właśnie do łask śledczy ze sprawy Olewnika. Do takiego przedsięwzięcia potrzebna będzie odpowiednia "atmosfera medialna" (tą zajmują się gazety i telewizje kanonizujące doktora G. i torpedujące każdy przejaw skutecznej działalności CBA, nawet gdy działania biura afirmuje FBI). Konieczna jest też odpowiednia "wola polityczna", a ta zdaje się być przesądzona, skoro posłanka Pitera nazwała Mariusza Kamińskiego "przestępcą" a Donald Tusk raczył stwierdzić, że "generał Kiszczak mógłby się od niego uczyć". Wreszcie, przyda się jakiś autorytet, który swoją osobą firmował będzie tę jakże przez wszystkich pożądaną "reformę".
Poseł Widacki to były minister w rządzie uberautorytetu Tadeusza Mazowieckiego, dodatkowo przeciwnik lustracji oraz sygnatariusz listów otwartych w obronie innych autorytetów i zasad przez nie stanowionych. Poseł ów znany jest także z tego, że posiada znajomości w świecie mafiozów oraz ręczy za biegłych sądowych tuszujących polityczne morderstwa, a na ekspertów sejmowych zatrudnia oficerów SB. Słowem, spełnia wszystkie kryteria dla autorytetu moralnego III RP. I właśnie ten autorytet przygotował projekt ustawy "reformującej" CBA. Zanim jednak powiemy na czym polegać ma ta "reforma", zwrócę tylko uwagę, kto - a to wiele wyjaśnia - jest nią najbardziej zachwycony.
Chodzi o "Politykę" i Janinę Paradowską, która w jednym z ostatnich tekstów wymienia wszystkie zalety inicjatywy posła Widackiego. Podejmę się teraz skrótowej analizy owych zalet, w oparciu o tekst z "Polityki". A to dlatego, że nie ma w Polsce gazety, która precyzyjniej potrafiłaby określić oczekiwania salonu względem władz. Paradowska - spijając zaklęcia z ust Widackiego, który prezentował swoje dzieło na konferencji prasowej - pisze, że projekt :
Podporządkowuje CBA ministrowi spraw wewnętrznych (premier powołuje szefa na wniosek ministra spraw wewnętrznych), a więc obniża tę kuriozalnie wysoką rangę, jaką PiS mu nadał i ustawia go w tej samej pozycji, jaką zajmują szefowie Policji, Straży Granicznej czy innych służb.
Podporządkowanie CBA władzy politycznej według Paradowskiej jest "obniżeniem kuriozalnie wysokiej rangi" tej służby. Nie wiem, czy pani Paradowska rozumie o czym pisze, bo - zdaje się - myli wysokość rangi jakiejś instytucji z jej usytuowaniem względem innych instytucji. Otóż CBA nie jest ani wysoko ani nisko w hierarchii władzy wykonawczej, nie jest żadnym jej segmentem, tylko znajduje się poza tą hierarchią, co daje jej niezależność gwarantowaną m.in. poprzez nieodwołalność jego szefa. A zatem sugerowanie, że CBA stoi wyżej w hierarchii administracyjnej od Policji czy innych służb jest oczywistym przekłamaniem. Paradowskiej podoba się pomysł wstawienia CBA do tej hierarchii, a zatem uzależnienia go od każdoczesnego rządu. Na marginesie dodam, że co do politycznego nadzoru SLD może liczyć na Platformę, albowiem Julia Pitera w RMF powiedziała: "jeżeli by miało być tak umocowane, jak jest umocowane ABW, to musiało by być pod ministerstwem, może pod resortem sprawiedliwości." Ministerstwo spraw wewnętrznych, czy sprawiedliwości - w praktyce to bez znaczenia, więc jakaś forma kompromisu na pewno będzie miała miejsce, o czym świadczą wiele mówiące nagłówki gazet, jak ten z Polityki: "Widacki odrobił zadanie za Piterę".
Ale wróćmy do Paradowskiej, która pisze, że podporządkowanie CBA rządowi
Nie tylko oddala premiera od bezpośredniego nadzoru nad służbą (jak się wydaje, premier Tusk ma dotychczas bardzo ograniczony wgląd w to, co robi CBA), ale i wymusza współpracę CBA z innymi z innymi służbami, w miejsce dotychczasowej rywalizacji.
Zaiste, interesujący pogląd: fakt, iż premier będzie powoływać szefa CBA bezpośrednio... oddala go od nadzoru nad nim. Dla jasności przypomnę, że wedle aktualnie obowiązującej ustawy to premier powołuje (po zasięgnięciu wymaganych opinii innych urzędów) szefa CBA, tym niemniej jego nadzór jest istotnie ograniczony poprzez zasadę nieodwoływalności, od której jest bardzo mało wyjątków. Platforma nawet nie kryła się z tym (i temu miał służyć słynny "raport" Pitery) że podstawowym problemem z Biurem jest możliwość usunięcia jego szefa i - co za tym idzie - zrobienia personalnej czystki. Teraz ma się to zmienić przez... "oddalenie nadzoru" od CBA i"podporządkowanie go MSWiA", który z kolei jest podporządkowany... premierowi. Tak wygląda "oddalanie nadzoru od premiera", że w rezultacie nadzór ten jest większy a nie mniejszy, bo oznacza "podporządkowanie".
Ogranicza się rolę CBA do zwalczania korupcji, aby jego kompetencje nie zachodziły na kompetencje innych, na przykład ABW, która od dawna ma za zadanie ochronę ekonomicznych interesów państwa, a potem z rozpędu wpisano to samo do zadań CBA, gdyż wpisywano wszystko, czego Mariusz Kamiński sobie zażyczył.
Nie wierzę, że aktywna agitatorka (post)komunistyczna nie wie, że przestępczość, zwłaszcza urzędnicza i ta zorganizowana, to nie jest zbiór zatomizowanych stanów faktycznych, które można podciągnąć pod odrębne paragrafy, tylko zawiła sieć przeplatających się wzajemnie osób, powiązań i czynów. Z tego powodu kompetencje wszystkich służb zachodzą na siebie. Tak było, jest i będzie. Wyobraźmy sobie ściganie przemytu kradzionych towarów z terenu Polski i brak w tej sytuacji zachodzenia na siebie kompetencji prokuratury i Służby Celnej? Pani Paradowska chyba sobie to wyobraża, albo przynajmniej tak udaje.
Wedle projektu ustanawia się sądową kontrolę nad postępowaniami prowadzonym przez CBA.
Sądowa kontrola nad postępowaniami CBA już istnieje. I nie za bardzo wiadomo co z merytorycznego punktu widzenia miałby oznaczać ten pomysł. Bo co do intencji nie powinno być większych wątpliwości. Zacieśnienie sądowej kontroli ma być prawdopodobnie kolejnym krokiem w celu przekształcenia CBA w wydział prokuratury, ewentualnie uczynienia go bliźniaczą służbą tak w nadzorze jak i kompetencjach w stosunku do CBŚ i ABW.
Z lektury owego artykułu wynika, że tak naprawdę chodzi o to, by podporządkować CBA politykom, tak jak to ma miejsce - formalnie bądź nie - w przypadku wszystkich innych służb. Jeszcze niedawno ta sama gazeta twierdziła, że CBA jest niepotrzebne, bo korupcją może doskonale zajmować się prokuratura, ABW i CBŚ. Teraz Paradowska pieje z zachwytu nad projektem upodobnienia CBA do tych właśnie służb. Czyżby więc układ postanowił dostosować rzeczywistość do własnych zaklęć sprzed dwóch lat i uczynić CBA niepotrzebnym, by w końcu zlikwidować? Wszak skoro dostaniemy kolejną służbę, która nic nie robi by zwalczać korupcję, to - w ramach taniego państwa - będzie trzeba ją zlikwidować. Od "nic nie robienia" mamy przecież prokuraturę.
Takiego scenariusza nie można wykluczyć, choć znacznie prostsze będzie nie formalne i oficjalne, a praktyczne zlikwidowanie CBA, czyli przeforsowanie ustawy dającej możliwość odwołania Kamińskiego i podporządkowanie tej służby politykom.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)