"Miała być demokracja, a tu każdy chce mieć swoje zdanie" - zadumała się kiedyś "legenda Solidarności" Lech Wałęsa, uchodząca, najzupełniej słusznie za medialny autorytet III RP. Wtórował mu w tej trosce o stan polskiej demokracji inny autorytet Bronisław Geremek, który oznajmił, po nieudanych dla Mazowieckiego wyborach prezydenckich w 1990 r., iż Polacy do niej "nie dorośli". Takie nastawienie każe przypuszczać, że tak zwane elity okrągłostołowe dążyły do nieco innej niż oficjalnie zadekretowana, demokracji, którą zresztą - mam wrażenie - udało im się w końcu zmontować.
Max Weber, w swoich rozważaniach o legitymizacji władzy, jako jedną z form tej legitymizacji wyróżnia przekonanie władzy o własnym charyzmacie. Władza charyzmatyczna od władzy legalnej różni się według Webera tym, że ta druga czerpie swą legitymizację nie z przekonania o swej wyjątkowości, narzuconego suwerenowi, a z norm prawnych ustanowionych w jakiejś formie samostanowienia społeczeństwa i w granicach tych norm funkcjonuje. Mam wrażenie, że nasze elitki próbują "młodą polską demokrację" zaadaptować do systemu quasicharyzmatycznego, w którym zarówno władza osobowa, jak i określone projekty polityczne, zasługują na posłuch przez sam fakt posiadania, zdaniem owych elitek, doniosłych cech.
Wczoraj dowiedzieliśmy się, że - jak nazwały to niemal jednogłośnie polskie medialne głupiątka - nastał "czarny dzień dla Europy" gdyż irlandzkie społeczeństwo odmówiło ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. Najciekawsze jednak jest to, jak nasze elity interpretują konsekwencje tej decyzji Irlandczyków. Premier Donald stwierdził, że "będziemy skutecznie szukali drogi, aby on jednak wszedł w życie. Niezależnie od wyniku referendum w Irlandii uważam, że Europa raczej znajdzie jakiś sposób wprowadzenia w życie tego Traktatu". Słowem, "miała być demokracja, a tu Irlandczycy chcą mieć swoje zdanie!" Ponieważ po "nowym otwarciu w Polskiej polityce zagranicznej" polska dyplomacja mówi językiem posłusznym i wiernym wskazówkom płynącym nie tyle z Brukseli i Moskwy co przede wszystkim z Berlina, to takie wyznanie polskiego premiera można traktować nie inaczej jak sygnał do Anielicy Merkel: "Nie przejmuj się Frau Aniela, mimo niesubordynacji Irlandczyków, Twój Donek i jego cały inwentarz są nadal przy Tobie!". Umizgi Tuska nie były przypadkowe, bo w tym samym tonie wypowiadali się europejscy dygnitarze.
To co powiedział Donald, to nic innego jak zakwestionowanie demokratycznego charakteru wspólnoty europejskiej. Jeśli bowiem drogą demokratyczną Traktat został odrzucony, to w takim razie co jest tą inną"skuteczną drogą", o której mówi Tusk, a która ma doprowadzić do przyjęcia Traktatu "niezależnie od wyniku referendum"? Irlandczycy, czyli jeden z europejskich narodów, zakwestionowali kierunek, w jakim podąża Unia Europejska, a władcy tejże, sprawujący swoje urzędy z mandatu między innymi Irlandczyków, twierdzą, że tak naprawdę bez znaczenia jest to, co chcą obywatele Europy, bo i tak nasz pomysł w tej czy innej formie wejdzie w życie. To dokładnie ten sam sposób myślenia, który po fiasku Konstytucji Europejskiej odrzuconej przez społeczeństwa francuskie i holenderskie, pozwolił na wprowadzanie tejże konstytucji ponad głowami obywateli a nawet wbrew ich woli, którą wyrazili w referendach. Konstytucję zastąpił Traktat Lizboński, którego od tej pierwszej różniło głównie to, że był ratyfikowany przez władze poszczególnych państw, a nie obywateli. Ale Konstytucja Irlandii niestety zabezpiecza na tym polu suwerenność narodu, więc zmusiła tamtejsze władze do rozpisania referendum, które skończyło się tak jak referenda we Francji i Holandii.
Nie powstrzymuje to jednak elit europejskich przed ostentacyjnym lekceważeniem (już po raz trzeci) woli obywateli Wspólnoty. Nie zraża to także naszych naznaczonych kompleksem prowincjonalizmu elitek, które robią wszystko, by nie stanąć przypadkiem w poprzek ścieżek wyznaczanych im na europejskich salonach. Ale, jak wspomniałem, ten sposób myślenia, wedle którego lud głosujący wbrew cudownym pomysłom politycznym elit "nie dorasta do demokracji" ma w Polsce już blisko dwudziestoletnią tradycję oraz swoich kontynuatorów w postaci aktualnego rządu.
Do zobaczenia po wakacjach!



Komentarze
Pokaż komentarze (15)