menda menda
58
BLOG

Jak kapral z generałem

menda menda Polityka Obserwuj notkę 4
"Zeznania pana prezydenta realizują nasze tezy (...) z naszego punktu widzenia są świetne" - powiedziała rozanielona pani adwokat generała Jaruzelskiego po zakończeniu rozprawy, na której jej klient oraz pięciu innych członków PRL-owskiej junty odpowiadali za masakrę robotników w grudniu 1970 roku.
 
Lech Wałęsa był świadkiem obrony zgłoszonym przez Jaruzelskiego. Obaj panowie przed wejściem na salę przywitali się - jak to określił Wałęsa - "jak kapral z generałem". Zafiksowanie semantyczne "legendy Solidarności" dzięki któremu u niektórych nadal uchodzi on za osobę wybitną, tak wybitną, że wyprzedza swoim tokiem rozumowania nasze zdolności percepcji, sprawiło, że pan prezydent mówiąc te słowa, jak zwykle więcej wyraził niż powiedział.
 
Wydarzenie to nie zostało w sposób odpowiedni wyeksponowane ani skomentowane, choć w obecnej gorącej sytuacji wokół "kaprala" może stanowić asumpt do pewnych niepoprawnych wniosków. Po pierwsze należy zauważyć, że każdy dowód, w tym dowód ze świadka, musi mieć swoją tezę dowodową. Tezą dowodową jest okoliczność, przydatna do rozpoznania sprawy, która ma zostać udowodniona poprzez zeznanie świadka. Brak takiej tezy dowodowej wyklucza powołanie świadka. I tutaj pojawia się kontrowersja. Co Lech Wałęsa w grudniu 1970 r. mógł wiedzieć o winie bądź braku winy generała Jaruzelskiego w kierowaniu masakrą robotników? Zwykły, szeregowy robotnik, uczestnik strajku, który nie miał nie tylko żadnego dostępu do Jaruzelskiego ale i do decydentów pośledniejszych, ma przesądzać o braku winy Ministra Obrony Narodowej totalitarnego państwa? Równie dobrze, jak Lecha Wałęsę, który pierwszy raz spotkał Jaruzelskiego jedenaście lat później, można na te okoliczności pytać pozostałe kilka tysięcy stoczniowców.
 
Absolutna procesowa bezużyteczność Lecha Wałęsy jako świadka, wcale jednak nie oznacza takiej samej bezużyteczności Wałęsy jako kaprala, powołanego do służby pod swoim generałem. W 2005 r. kapral błagał przed kamerami telewizyjnymi swojego generała o wystawienie zaświadczenia o tym, iż nie był on agentem SB. Nie dostał wtedy jednoznacznej odpowiedzi. Ma to doskonałe przełożenie na inny cytat z generała, który indagowany na temat rozliczeń ze zbrodniczą przeszłością PRL żachną się coś o "spadających aureolach". Chodziło oczywiście o aureole świętych "Solidarności", do których agenturalnego dossier dostęp ma generał. Nie dziwi tedy opieszałość "niezawisłych sądów" w kraju rządzonym przez siły postsolidarnościowe w osądzaniu zbrodni komunistycznych.
 
Zbieg okoliczności chciał, że miesiąc temu jedna aureola zaczęła się mocno chwiać od uderzenia książką o agencie Bolku. Czy zatem, trzymany w stanie podwyższonej gotowości kapral, stawił się karnie na sali sądowej by "wypełniać tezy obrończe" zbrodniarza, w obronie swojej chwiejącej się aureoli?
menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka