menda menda
53
BLOG

Gruzja na pomoc Polsce

menda menda Polityka Obserwuj notkę 30
Polski wyborca, przerzucany przy pomocy mediów i ośrodków sondaży niczym worek kartofli z rąk jednej partii do drugiej, niespodziewanie dostał w ostatnich kilku dniach szansę od losu - tak okrutnego dla Gruzinów - na odzyskanie politycznej świadomości, na uchwycenie różnicy między polityką a pajacowaniem politykę udającym. Czy taki statystyczny wykształciuch albo nastoletnie głupiątko zagonione do ordynku "walki z kaczyzmem" tę szansę wykorzysta?
 
Nie wiem ile w tym przypadku, a ile boskiej łaskawej interwencji (wszak ludzie religijni w żadne przypadki nie wierzą, twierdzą jedynie, jak Anatol France, że "przypadek to pseudonim Boga, gdy nie chce się on podpisać"), ale ostatni tydzień przynosi Polakom istny tygiel tyle kuriozalnych, co pouczających i symptomatycznych wydarzeń. Oto bowiem, podczas gdy prezydent Polski, rozmawiając na gorącej linii z prezydentem Saakaszwilim w związku ze zbliżającym się nieuchronnie kryzysem, odpędza nogą ujadającego Palikota, premier Donald oddaje mocz i wymachuje zaświadczeniem o dobrym stanie swojego zdrowia i kondycji. Jednocześnie zaś główny negocjator w sprawie tarczy antyrakietowej relacjonuje, iż w czasie ostatecznej rozmowy z premierem, gdy wbiega do gabinetu jego przerażony doradca i mówi że "53% Polaków nie chce tarczy" i że Kaczor ich ubiegł, bo już umówił się z Kondolizą na oficjalne (w błysku fleszy) podpisanie umowy w sprawie dopiero co zaakceptowanej przez Tuska bazy, ten ostatni swoją zgodę wycofuje.
 
Jakby tego było mało, gdy prezydent już pakuje się do okupowanej przez Rosjan Gruzji (tej, która została zaatakowana tuż po tym jak Tusk oddał mocz i w czasie, gdy chwalił się, że hemoglobinę ma w normie), nasz dawca moczu, krwi, szpiku, a w przyszłości - kto wie!? - pewnie i nasienia, twierdzi, że nie da mu samolotu, bo nie możemy działać sami, bez konsultacji z innymi krajami a tak w ogóle to ta wyprawa jest bardzo niebezpieczna, bo w Gruzji podobno trwa wojna. Czyż to nie surrealistyczny obraz polskiej polityki? Warto docenić nieznaną dotąd troskę Donalda o bezpieczeństwo Kaczora, tym niemniej co do "gry zespołowej" to coś chyba przegapił, albowiem w czasie gdy oddawał swoje wydzieliny i wydaliny, prezydent konsultował wspólny wyjazd nie tylko z czterema przywódcami państw bałtyckich, ale i z Prezesem Rady Europy, Prezydentem Sarkozym, a nawet samym Georgem Bushem. No ale nie wymagajmy od premiera Donalda zbyt wiele, wszak są rzeczy ważne i ważniejsze. A jak powszechnie wiadomo, najważniejsze jest zdrowie, co podkreślił nie tylko Jan z Czarnolasu ale i hrabia Aleksander Fredro pisząc "Szanuj zdrowie należycie, bo jak umrzesz - stracisz życie" .
 
O tym, jak wielką szansę na otrzeźwienie daje przeciętnemu półinteligentowi i pochłaniaczowi mediów cała ta sytuacja, można było przekonać się wczoraj, gdy relacja z wystąpienia prezydenta Kaczyńskiego w Tbilisi przed owacyjnie przyjmującym go kilkudziesięciotysięcznym tłumem, została błyskawicznie przerwana przez funkcjonariuszy TVN 24, którzy po raz kolejny dali przykład swojej "czujności rewolucyjnej", aplikując swoim widzom zamiast tego "brejking niusa"... "Szkło kontaktowe". Na szczęście jest jeszcze "TVPiS" oraz sprzymierzona z nią, znana ze swej uległości wobec Kaczorów CNN, dzięki którym dowiedziałem się co nieco o wizycie pięciu prezydentów w Gruzji.
 
Taka reakcja telewizji założonej przez funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki oraz współzarządzanej przez pana Suboticia z WSI, świadczy niewątpliwie o tym, że wydarzenia ostatnich dni stanowią szczelinę, przez którą do tzw. przeciętnego widza dociera troszeczkę treści ergo prawdy. Szczelinę ową trza więc natychmiast pozatykać kolejnymi warstwami formy, objawiającymi się w pojedynkach na miny uprawianych przez rząd pana Tuska: bądź to miny groźne i stanowcze, jak przy "twardych" negocjacjach z Amerykanami, bądź to miny przymilne i pełne krzepy, jak przy zaświadczeniach lekarskich i oddawaniu wydzielin. Zaś treść należy dozować ostrożnie i w odpowiednich proporcjach do formy, najlepiej skąpaną w moczu premiera Donalda.
 
Nie zmienia to jednak faktu, że najwięcej można nauczyć się na praktycznych przykładach. Wydarzenia ostatniego tygodnia pokazują niezbicie gdzie jest treść a gdzie forma, pokazują, że między prezydentem a rządem nie ma żadnego sporu politycznego, bo politykę w sensie ścisłym uprawia jedynie prezydent, premier zaś uprawia gombrowiczowskie "pojedynki na miny". Toteż zdezorientowanemu wykształciuchowi, mimo że jest święcie przekonany o swoim świetnym doinformowaniu, trudno jest w ogóle rozstrzygać jakikolwiek realny problem polityczny, trudno jest w sposób umotywowany uzasadnić dlaczego z jedną polityką się zgadza a z inną nie, skoro uprawia ją tylko jedna część sporu, którego jest obserwatorem.
 
A wystąpienie Kaczora w Tbilisi? Cóż, reakcje po nim (jedne euforyczne inne krytyczne) dowodzą tylko tezy powyższego tekstu: ocenić w sensie etycznym, intelektualnym i epistemologicznym możemy wyłącznie działania mające jakąkolwiek treść, będące wynikiem jakiejkolwiek polityki. I to jest owa różnica, której szansę uchwycenia dostaliśmy: możemy oceniać występ prezydenta różnie, ale dzięki temu, że uprawia politykę treści a nie formy i że nie robi z nas w ten sposób kretynów, możemy się o niego realnie spierać i w sposób uzasadniony oceniać.
menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (30)

Inne tematy w dziale Polityka