W ramach "patrzenia władzy na ręce" rozpętano wokół zdziwionych chłopów z PSL, zupełnie niepotrzebne - jak słusznie zauważył premier Pawlak - zamieszanie. Nagle bowiem wszystkie gazety i telewizje rzuciły się na koalicjanta mniejszego, zarzucając mu nepotyzm. Postawa pismaków w opisywaniu koalicji ich marzeń, którą zagoniwszy wykształciuchów i nastolatków do urn skompletowali, przypomina mi pewną starą fraszkę Jana Sztaudyngera: "Oto para idealna, on Amor, ona amoralna".
Oczywiście Amorem w tej parze jest premier Donald, panną amoralną zaś jest premier Pawlak, wraz z zastępem swoich krewnych powinowatych oraz krewnych i powinowatych jego przyjaciół. Jak piszą media, premier Donald "ma kłopot" z nepotyzmem i kolesiostwem działaczy PSL-u, co ma oczywiście sugerować, iż takiego kłopotu nie ma ze swoimi działaczami.
Tymczasem, gdy zajrzeć nieco głębiej pod powłokę medialnej skorupy, nasiąkniętej fałszem, interesami i manipulacjami, problem nepotyzmu i kumoterstwa dotyczy w co najmniej równym (jeśli nie większym) stopniu Amora, co panny amoralnej...:
1. Mąż krakowskiej posłanki Matusik-Lipiec (tej, która ponoć miała być lepszą kandydatką od Rokity i jego ludzi, których w końcu z list wyrugowała) został niedawno szefem Agencji Mienia Wojskowego.
2. W spółce skarbu państwa Ecoren powiązanej kapitałowo z KGHM, dyrektorem została żona posła PO Norberta Wojnarowskiego. Oczywiście konkursu żadnego nie było. W KGHM pracują również dwie ciotki i kuzynka pana posła.
3. W spółce Pol-Miedź Trans tuż po wyborach, bez konkursu, dyrektorem został inny członek PO Karol Szczepaniak.
4. Podobna sytuacja ma miejsce w innej spółce zależnej KGHM Inova, gdzie wiceprezesem został radny PO Jerzy Bednarz.
5. Z kolei w przemyśle wydobywczym (kopalnia Polkowice Sieroszowice) pozwolono sprawdzić się byłemu pracownikowi ZUS-u Mieczysławowi Kraśniańskiemu oraz byłemu prezydentowi Lublina Tadeuszowi Maćkale (obaj są oczywiście członkami PO).
6. Na dyrektora Muzeum Westerplatte nominowany jest były doradca Sławomira Nowaka z PO Maciej Krupa, który oświadczył, że.. nie interesuje się wcale historią i że jest to jego... zaleta, jako dyrektora tego muzeum.
Wszystkie te przykłady (które stanowią zaledwie wierzchołek platformianej góry lodowej) pokazują, że tak naprawdę Amor wcale nie jest taki moralny i że rację ma w swym zdziwieniu aktyw chłopski PSL. Bo niby czemu mają się czepiać tylko ich, skoro koalicjant większy robi dokładnie to samo i to na większą skalę?
Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Ale pozwólmy sobie na kilka hipotez. Po pierwsze PSL powierzono niewdzięczną rolę bufora, który ma za zadanie amortyzować niezadowolenie społeczne spadające na rząd koalicyjny. To jedno z wytłumaczeń, dla których nepotyzm i kolesiostwo Platformy w mediach nie istnieje. Ale jest jeszcze inne wytłumaczenie, kto wie czy nie bardziej słuszne. Otóż możemy mieć do czynienia z początkiem operacji wymiany owego bufora, na innego, lepszego koalicjanta, czyli postkomunistów, którzy przebierają już trzeci rok nogami swoimi, oraz swoich agentów w gazetach i telewizjach z niecierpliwości spowodowanej głodem władzy.
Czyż nie ma dla salonu III RP większej radości aniżeli zatoczenie historycznego koła przez "porozumienie ponad podziałami" i ponowne połączenie "dwóch stron historycznej barykady", tak jak to miało miejsce w 1989 roku? Czyż nie po to przypadkiem pan Sekielski i Morozowski - po wykonaniu zlecenia na rozwalanie koalicji PiSowskiej za pomocą Renaty Begerowej - realizują zadanie wymiany koalicjanta w koalicji Platformianej? Bardzo to być może, wszak należy pamiętać, że żaden chłop dopiero co wyzuty z gumofilców i wstawiony w lakierki, nie dorówna "ludziom rozumnym" i "fachowcom" z PZPR-u. Czy nie tego uczyły nas przez blisko dwie dekady całe rzesze mniejszych i większych autorytetów?



Komentarze
Pokaż komentarze (15)