menda menda
36
BLOG

O konieczności kompromisu

menda menda Polityka Obserwuj notkę 5

Proces zastępowania pojęć takich jak sprawiedliwość, prawda i rozsądek, terminem kompromis, stał się udziałem polskich elitek nie tylko w rozstrzyganiu wewnętrznych sporów z tzw. obozem IV RP, ale także w wielkiej polityce międzynarodowej. Na tę ostatnią co prawda żadnego wpływu rzeczone elitki nie mają, ale samą sposobnością wykonywania jej podstawowych dyrektyw się szczycą.

O tym, że kompromis odgrywa rolę klucza, a właściwie to wytrychu w polityce Unii Europejskiej można się było przekonać obserwując ostatnie reakcje tej organizacji względem okupacji Gruzji przez Rosję, która to iwnazja została przez zarządzających Europą nazwana "przesadzoną" oraz "niewspółmierną", czyli - jak to zauważyli co bystrzejsi - co do zasady słuszną. Tak nakreślone na ostatnim - za przeproszeniem - szczycie UE granice polityki wschodniej, pozwoliły dać polskim elitkom pozwoleństwo na tzw. Partnerstwo Wschodnie. Partnerstwo Wschodnie ma dać iluzję Premieru Tusku suwerennego kształtowania polityki wchodniej a także przekonywania ustami medialnych klakierów w kraju, że oto wraz z Radkiem Sikorskim kierują całą Unią Europejską w polityce zagranicznej względem państw położonych na wschód od Polski. Ta "suwerenność" Partnerstwa Wschodniego wynika z "kompromisu", wedle którego na przykład reakcja Rosji względem Gruzji, była usprawiedliwiona, choć przesadzona.  Kompromis ów można było zauważyć podczas wczorajszego rytualnego przyjmowania kanalii rosyjskiej, niejakiego Siergieja Ławrowa, szczególnie propagandowo zasłużonej w osiąganiu owego "kompromisu" względem wojny rosyjsko - gruzińskiej.

Pan premier Donald potraktował wizytę ministra totalitarnego państwa, okupującego aktualnie jednego z naszych sojuszników z należną atencją i honorami, o czym świadczy choćby błahy fakt, iż w trakcie spotkania nie żuł on gumy do żucia, jak to miał w zwyczaju robić podczas innych dyplomatycznych spotkań, na przykład z panią Angelą Merkel. Mimo iż sam fakt podejmowania przedstawiciela Rosji był idealnym przykładem owego "kompromisu" ponad głowami naszych elitek ustanowionego, to niewątpliwie i treść rozmów kompromisowy charakter przybrała, o czym świadczy z kolei okoliczność, iż minister Sikorski zaproponował Rosji przeprowadzenie kontroli w mającej u nas powstać amerykańskiej bazie antyrakietowej. Ciekawe czy w ramach "kompromisu" wkrótce rosyjscy szpiedzy dostaną wgląd do polskich arsenałów broni? Jak partnerstwo to partnerstwo.

(Swoją drogą, skoro przyjmujemy z należnymi honorami Ławrowa, to czemu nie mielibyśmy podejmować Chaveza czy Castro? Zwłaszcza, że ani Kuba ani Wenezuela nie okupują żadnych naszych sojuszników...)

Także postkomuniści, którzy - jak widać - nie długo musieli szukać, po upadku ZSRR nowego patrona, dali dowód swojego przywiązania do kompromisów, albowiem nie zgodzili się oni na rezolucję polskiego parlamantu potępiającą Rosję w całości, a więc nie tylko w zakresie środków jakie podjęła względem Gruzji, ale i zasadności owej reakcji. Przedstawiciele SLD stwierdzili, że Unia Europejska nie pozwoliła tak mocno krytykować Rosji i że zezwoliła jedynie na wyrażenie poglądu o "przesadności" rosyjskiej inwazji, innymi słowy przestrzegli premieru Tusku, by nie wychodził poza granice piaskownicy w jakiej pozwoliła mu się bawić w Partnerstwo Wchodnie Bruksela.

Nie dziwi tedy apel Gazety Wyborczej podpisany m.in. przez ministra Radka Sikorskiego by prezydent natychmiast ratyfikował, formalnie już nieistniejący (dzięki niepoprawnym Irlandczykom) Traktat Lizboński. Traktat ów jest bowiem kolejnym krokiem do umocnienia "kompromisowej" polityki Unii Europejskiej, której efektem będzie to, iż gdy następnym razem Rosja napadnie np. Ukrainę, to wszelkie spory w Polsce o tym, czy potępić zasadność inwazji, czy może tylko środki przez okupanta przedsiębrane, będą zbędne, albowiem i tak wszystko zostanie kompromisowo załatwione ponad głowami polskich elitek, które co prawda u siebie na prowincji będą mogły przy pomocy medialnej klaki przekonywać, iż coś jeszcze od nich zależy, ale o koncesje na różne partnerstwa wschodnie będą musiały występować do władców Unii Europejskiej. Ci ostatni jednak nie po to dokładają do tego interesu, by im jakiś Donald czy inny Kaczor psuł biznesy robione z Rosją.

Przeto koncesja, tak jak w przypadku tzw. Partnerstwa Wschodniego, ma ściśle określone granice, o czym w ostatnich dniach przypomnieli premieru Tusku politycy SLD.

 

menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka