menda menda
60
BLOG

Najlepszy najgorszy prezydent

menda menda Polityka Obserwuj notkę 25

Zaiste, niezbadane są ścieżki, jakimi podążają myśli polskich elit medialnych i politycznych. Weźmy na ten przykład prezydenta Kaczyńskiego. Jest on najbardziej krytykowaną przez elity i wykształciuchów głową państwa polskiego od 1989 r. Nawet Jaruzelski nie miał tak złej prasy jak on. I na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że rzeczone elity nie tylko nie mają powodów do tej krytyki, ale że wreszcie mają prezydenta, jakiego pragnęły!

Kaczyński to pierwszy tzw. "żoliborski inteligent" na stolcu prezydenckim, jedyny prezydent z wyższym wykształceniem i tytułem profesorskim. Człowiek o humanistycznym wykształceniu, wiedzy prawniczej potrzebnej do piastowania konstytucyjnych urzędów i znacznie większej od poprzedników erudycji. Wreszcie, jedyny, obok Wałęsy, prezydent Polski wywodzący się z antykomunistycznej opozycji. Słowem, ideał polskiego wykształciucha, przewyższający o kilka klas każdego z poprzedników.

Dlaczego więc, pomimo że polskie media mainstreamowe mające gęby pełne frazesów o etosie niepodległościowym - krytykują prezydenta z tego etosu wyrosłego, dlaczego media przykładające tak wielką wagę do elokwencji, wykształcenia, kompetencji - nie pozostawiają suchej nitki na jedynym prezydencie, który to kryterium spełnia? I dlaczego znacznie łagodniej, a często wręcz po lizusowsku, traktowały komunistycznych zbrodniarzy, nieokrzesanych prostaków czy pezetpeerowskich aparatczyków- cwaniaczków, okupujących najwyższy stołek w państwie? A przecież teraz mają to, czego - jak się pozornie wydaje - od dwóch dekad chciały! Profesora prawa, opozycjonistę, "żoliborskiego inteligenta".

Tego paradoksu nie da się inaczej rozwiązać, jak poprzez analizę innych fundamentalnych różnic, jakie zachodzą między Kaczyńskim, a jego poprzednikami. Chodzi mianowicie o trzy cechy, które go wyróżniają spośród całej czwórki głów państwa. Po pierwsze, Kaczyński jest jedynym prezydentem w III RP o poglądach prawicowych, po wtóre - jedynym, który jest zwolennikiem lustracji i dekomunizacji, i po trzecie - jedynym, który nie został zarejestrowany jako agent którejś tajnej służby PRL.

O tym, że są to główne powody, dla których prezydent jest zrównywany z ziemią a często wręcz zwyczajnie wyzywany w mediach, zrozumiał chyba on sam, bo kilka tygodni temu zapowiedział, iż nie opublikuje aneksu do raportu z likwidacji WSI. Zaraz po tej deklaracji, ni z tego, ni z owego, wszyscy mówili o "ofensywie medialnej pana prezydenta", pojawiła się słynna sesja "samolotowa" i przymilny wywiad w Newsweeku, tzw. cięte pióra na czele z Moniką Olejnik i Tomaszem Lisem jakby złagodziły swój ton, a nawet zaczęły groźnie tupać na posła Palikota, który na komendę premieru Tusku wpił się w łydkę Kaczora. Ta kampania apogeum osiągnęła kilka dni temu, gdy sam Adam Michnik, który wszak, odkąd wyzbył się jakichkolwiek poglądów, ma już tylko interesy, pochwalił prezydenta Kaczyńskiego za jego politykę względem Gruzji.

Oczywiście to ocieplenie wizerunku i "ofensywa medialna pana prezydenta", mogą nie mieć żadnego związku z faktem, że prezydent postanowił ulżyć w troskach sowieckiej agenturze ulokowanej w ostatniej niezweryfikowanej służbie komunizmu czyli WSI. Tym niemniej, gdyby wziąć za dobrą monetę szacunki niektórych historyków, według których agentura wśród dziennikarzy sięgała w altach 80-tych nawet 70% oraz fakt, że jest to jedyna grupa zaufania społecznego nie tknięta nawet symboliczną lustracją, czego efektem jest zarządzanie programami informacyjnymi przez takich ludzi jak na przykład pan Subotić w telewizji założonej przez oficera komunistycznej bezpieki i agenta tejże, to już pewności o przypadkowej koincydencji "ofensywy medialnej" prezydenta i jego abolicji dla bezpieki, mieć nie możemy.

Dodatkowo, jak powszechnie wiadomo, na antypodach medialnych prezydenta znajduje się aktualny premier, który nie dość, że lustrację zamierza cofnąć do stanu, który zadekretował wspólnie z komunistami i Wałęsą w 1992 roku, ale rękami ministra obrony narodowej postanowił przywrócić wszystkich negatywnie za czasów PiSu zweryfikowanych funkcjonariuszy WSI. To tłumaczy nam, dlaczego premier Tusk, który - jak wynika z powyższych informacji - jest w stałej kooperacji, a pewnie i zależności od bezpieki, może liczyć na nieustającą medialną klakę, a prezydentowi, który ofiarował bezpiece zaledwie aneks do raportu z jej działań, pozwolono tylko na krótkotrwałą "ofensywę medialną", po której wkrótce wszystko wróci do normy.

menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (25)

Inne tematy w dziale Polityka