Okazuje się, że autorytety są w III RP potrzebne nie tylko do wskazywania na kogo należy głosować, a na kogo nie, kogo nazwać "bydłem", a komu oddawać honory, czy też których polityków wypada ludowi wygwizdać i wybuczeć, a których w ten sposób traktować nie wypada.
Wczoraj bowiem Monika Olejnik podczas swojego programu w TVN24, stwierdziła, że nie popiera pomysłu przymusowej kastracji pedofilów, bo - uwaga, uwaga! - "nie zna żadnej wypowiedzi autorytetu", która dopuszczałaby taki sposób represji wobec przestępców seksualnych. Oznacza to ni mniej ni więcej, tylko tyle, że pierwsza dama salonowego dziennikarstwa potrzebuje wyroku autorytetu moralnego w kwestii tego, czy może ona opowiadać się za skuteczną ochroną swych dzieci przed pedofilami, czy też powinna w tym względzie dać pierwszeństwo "prawom człowieka" przysługującym pedofilowi (kosztem, rzecz jasna, praw człowieka przysługującym dzieciom).
Na pierwszy rzut oka jest to typowa postawa przeciętnego wykształciucha, pozbawionego suwerenności intelektualnej, zaszczepionego w enzym stadnego odruchu nakazującego posłuch wobec autorytetów - odruchu, który od dwóch dekad jest uznawany nad Wisłą nie za przejaw niedojrzałości i upośledzenia egzystencjalnego, a przynależności do kręgu "ludzi rozumnych", kasty wyższej. Postawa Moniki Olejnik jest jednak szczególna. A to z dwóch powodów.
Po pierwsze, pani Olejnik nakazuje słuchanie wyroków autorytetów w sprawie związanej bezpośrednio z naszą najintymniejszą egzystencją, ze sferą ochrony własnych dzieci. Mówi swoim widzom tak: nie możecie mieć swojego własnego poglądu na ochronę dzieci poprzez pozbawianie funkcji seksualnych zboczeńców - musicie w tym względzie zapytać o zgodę autorytetów. Co znamienne, nie chodzi tu o zgodę na wprowadzenie przymusowej sankcji. Chodzi o zgodę na wyrażenie poglądu na ten temat. Przy czym nie jest to problem ani medyczny ani prawny - to wyłącznie problem etyki, zagadnienie, które winniśmy rozstrzygać we własnym sumieniu. Kwestie zaś prawne i medyczne, w których należy zasięgać opinii specjalistów, są w tej sytuacji zagadnieniami wtórnymi i technicznymi.
Po wtóre, jak się okazuje, sama Monika Olejnik przez niemal trzydzieści lat wysługiwania się najpierw totalitarnej propagandzie komunistycznej, potem salonowi III RP, nie dorosła jeszcze do miana autorytetu, skoro uznaje, że ,aby mieć pogląd na temat tego, czy może chronić swoje dzieci przed pedofilią, musi zapytać wpierw jakiejś wyroczni. Z jednej strony należy pochwalić skromność pani redaktor i jej znajomość swojego miejsca w szeregu, z drugiej jednak zasługuje ona na gest politowania, albowiem jako dorosła osoba, nie potrafi samodzielnie dokonać w swym sumieniu wyboru moralnego i oceny etycznej zagadnienia: czy mamy prawo ograniczyć czyjeś prawo do seksualności w imię ochrony najbardziej bezbronnych. Jak widać, nawet nasze elity, do których niewątpliwie pani redaktor należy, potrzebują w swych wyborach, moralnych drogowskazów.
Na szczęście elita ex definitione jest w mniejszości, toteż reszta społeczeństwa takich oporów nie ma i na odwagę zabrania głosu w dyskusji się zebrała, albowiem w 70% opowiedziała się za przymusową kastracją pedofilów, bez proszenia kogokolwiek o zgodę. Po raz kolejny prosty lud okazał się dojrzalszy intelektualnie i moralnie od inteligencji.



Komentarze
Pokaż komentarze (33)