"Koalicja i SLD zwierają szyki" - cieszy się Gazeta Wyborcza na słowa posła Szmajdzińskiego, który zdeterminowany mówi "chcemy tę ustawę razem przeprowadzić". Wszystko więc zmierza w upragnionym od dwóch lat kierunku: media państwowe będą odzyskane.
Jeśli się dobrze zastanowić, to po raz ostatni PO, PSL i SLD zwarły szyki w sprawie mediów publicznych, kiedy w telewizji leciały jeszcze przygody Bolka i Lolka. A działo się to mniej więcej w połowie lat 90-tych. Efektem tego "zwarcia" były dwie wspaniałe kadencje w Telewizji Publicznej: Ryszarda Miazka i Roberta Kwiatkowskiego. Okres ten, pod czujnym okiem rady nadzorczej, w której większość stanowili przedstawiciele postkomunistów, PSL oraz poprzedniczki Platformy, Unii Wolności, obfitował w różne interesujące wydarzenia. A to tuż przed wyborami opublikowano jeden z najohydniejszych filmów propagandowych wymierzonych przeciwko nielubianym politykom ("Dramat w trzech aktach"), a to któryś dziennikarz polityczny, po zakończeniu pełnego insynuacji i kłamstw wywiadu z nielubianym przez ową zwartą koalicję kandydatem na prezydenta - przyznał otwartym tekstem, iż "dostał na niego zlecenie", a to wreszcie inny dziennikarz (dziś gwiazda mediów prywatnych) na życzenie polityka przez koalicję lubianego, wyprosił dopiero co przybyłego do studia polityka przez zwartą koalicję nielubianego. Spektrum zaś debaty publicznej rozciągało się od Żakowskiego po Geremka, po drodze zahaczając o Kwaśniewskiego (z którego uczyniono męża stanu).
Niewątpliwie zatem koalicja, która, ku uciesze Najbardziej Konserwatywnej (bo od kilku pokoleń niosącej sztandar socjalistycznej rewolucji) Gazety w Polsce, "przywraca standardy", ma w kształtowaniu owych standardów spore doświadczenie, którego wyżej powołane przypadki stanowią jeno skromną próbkę. Jeśli więc dziś politycy "zwartej koalicji" mówią o "przywracaniu standardów" w mediach, budzi się we mnie tęsknota i nadzieja na powrót... Bolka i Lolka, którzy gościli na ekranach TVP w tych lepszych miazkowo - kwiatkowskich czasach. Nadzieja jest tym większa, że skoro koalicja mówi o "przywracaniu" standardów, to oznacza to niewątpliwie, iż primo nawiązujemy do chlubnej przeszłości, secundo, w przeszłości owe standardy nie tylko istniały, ale były na tyle wysokie, iż zasługują na "przywrócenie" po dwuletniej przerwie.
Wildsteina zastąpi więc Bolek i Lolek. Z tym, że na dzień dzisiejszy "zwarta" koalicja dysponuje tylko "Bolkiem", jako "diamentem" w koronie Premieru Tusku, szczególnie chronionym przed siepaczami z IPN-u. Z całą pewnością będzie więc trzeba ogłosić - w ramach misji, na którą wszak będzie TVP miała tyle środków co sam Polsat i TVN - casting na Lolka, coś w stylu programu "Idol" i "Mam talent" w TVN. W końcu równamy do "standardów", a te w ostatnich latach pielęgnował w wyżej wymienonej stacji ten sam pan, który w dawnych czasach miał na życzenie lubianego polityka wyprosić ze studia polityka nielubianego. W czasach obowiązywania "standardów". W czasach Bolka i Lolka.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)