Rząd nic nie robi, wprowadził do sejmu najmniej ustaw w historii "młodej polskiej demokracji". To dobrze, woła premier w takt medialnej klaki, wszak nie ma nic gorszego jak "legislacyjna biegunka", jak nadmiar przepisów, utrudniających życie milionom Polaków.
Jednocześnie rząd zapowiada "ofensywę legislacyjną". W przyszłym miesiącu skieruje do sejmu rekordową liczbę ponad stu ustaw. To jeszcze lepiej, wszak ustaw mamy za mało, zaś nasze życie jest nadal nieskodyfikowane wystarczająco. Za mało, czy za dużo... wszystko zmierza w dobrym kierunku.
Weźmy inny przykład: stadiony sportowe. Warszawa nie miała żadnego. Teraz będzie miała dwa. I to obok siebie.
A wszystko to dzięki temu, że w Warszawie rządzi Platforma i SLD, zaś w sporcie robi teraz ITI, które rządzi Platformą. A jak powszechnie wiadomo, gdy do gry wchodzą "sopoccy lyberałowie", komuniści i bezpieka, to musi z tego powstać coś wielkiego, coś dubeltowego (wiemy to z doświadczenia "polskiego raczkującego kapitalizmu"). I tak ITI dostał właśnie prawie pół miliarda złotych od władz Warszawy na budowę stadionu, mimo że w trakcie budowy jest znajdujący się kilka przecznic dalej stadion narodowy. To sie nazywa rozmach! Co prawda do obu stadionów wiodą wąskie, zakorkowane i dziurawe drogi (tak jak do wszystkich innych stadionów "w tym chorym kraju" - jak słusznie zauważyła posłanka koalicji), ale drogi - jak na razie - są własnością państwa czyli po trochu nas wszystkich, a nie ITI, toteż nikt ich remontował nie będzie. Ba, ogłoszono nawet, że na pewno nie zdążymy z nimi przed EURO 2012. Zdążymy za to ze stadionem... Legii, na którym żaden mecz tej imprezy się nie odbędzie.
Wszystko zmierza w dobrym kierunku. Dziennikarze Najbardziej Konserwatywnej Gazety w Polsce, niemal w euforii nie wyskoczyli z majtek jak dowiedzieli się, że Platforma właśnie rozpoczyna wstawianie swoich ludzi do Polskiego Radia. Minęły więc te czasy, gdy podobne ruchy kadrowe partii rządzącej były nazywane "kolesiostwem", "obsadzeniem swoimi", "zamachami na niezależność mediów". Teraz wszystko idzie w dobrym kierunku, nawet zamachy, jeśli już są, to na pewno nie na niezależność, a tylko na "PiSowskich nominatów".
W jeszcze lepszym kierunku zmierza polityka historyczna. Premier odbiera SB-ekom. Tym samym, którym dał w 1992 roku, umożliwiając nie tylko zachowanie wpływów i pieniędzy ale i doskonałe ich ulokowanie. Ciekawe tylko, czy akcja odbierania dotknie także tych esbeków, których Tusk zatrudnił w rządzie, na przykład w ABW? To już jest wielce wątpliwe, wszak ktoś musi zająć się nie tylko chronieniem tyłka WSI oraz spoufalonego z nimi marszałka Komorowskiego, ale także tym bajzlem lustracyjnym, który - jak zapowiedziano - ma być uporządkowany zgodnie ze stanem Anno Domini 1992. Z IPN-u zaś odchodzą nielubiani przez władzę historycy. Teraz politykę historyczną będzie pisała sekretarka marszałka Borusewicza. Przez telefon. W ramach taniego państwa.
W mediach zaś królują tematy istotne. Kaczyński "sprzedał honor za 300 zł", jego brat ma wadę wymowy, zaś PiS zamawiał na swe rauty zbyt wielkie kotlety, czym zajmuje się właśnie niezawisła prokuratura, a wkrótce - kto wie - może i jeszcze niezawiślejsze sądy... Skoro więc prokuratura zatrudniona jest głównie do mierzenia średnicy pisowskich kotletów, to jak tu nie wierzyć dziennikarzom, którzy z żołnierską zgodnością i karnością przekonują, że zniknęły wszystkie polskie problemy?



Komentarze
Pokaż komentarze (8)