"Bunt nie przemija, bunt się ustatecznia" - pisał pewien niesłusznie zapomniany poeta, który co prawda nie miał na myśli ani obalania ustroju, ani tym bardziej ubeckiego donosicielstwa, ale dzięki poezji, pełnej znaczeń i kontekstów jakie nadaje naszemu życiu, mamy sposobność odkrycia jakiejś prawdy o sobie, o bliźnich, a nawet o autorytetach, niezależnie od intencji poety.
Jak powszechnie wiadomo, Premier Donald "był z Solidarnością", ba, "był" z nią znacznie bardziej niż taki, dajmy na to, Kaczor, który nawet - phi! - agentem nie został, bo go tak esbecja lekceważyła. A zatem Premier Donald był buntownikiem antykomunistycznym, bodaj jeszcze na początku roku 1989. Jednakże już kilka miesięcy później, a w szczególności to trzy lata później, liczył komusze głosy, które miały uchronić wiszącą - jak się wydawało - na włosku esbecję oraz jej agenturę. Czy zatem premier Donald, który buntował się przeciwko komunie, tuż po jej "upadku" postanowił bunt swój zarzucić i wypełnić tejże komuny "prikazy"? Czyżby bunt Donalda przeminął? Jakżeż to uznać, że przeminął, skoro premier Donald, zwłaszcza na okoliczność kolejnych wyborów, buntem tym się przechwala? Pozostaje więc tylko druga opcja: że bunt premiera Donalda się ustatecznił.
Tylko bunt stateczny odnosił skutek. Jak tu bowiem inaczej pojąć, że taki buntownik nad buntowniki, który "sam obalił komunizm, z żoną i dziećmi, bo ludzi nie miał" to jest Lech Wałęsa, następnie tymże komunistom, których obalił, zaproponował aby zamiast komunistycznych wojsk, eksterytorialne bazy zajęły komunistyczne firmy zbrojeniowe i energetyczne? Musiał więc nasz "diament" w którymś momencie się ustatecznić, to znaczy buntować się w dalszym ciągu, walczyć, obalać i tak dalej, z tym że statecznie. O tym momencie ustatecznienia rozprawiali ostatnio panowie Cenckiewicz i Gontarczyk, dla których niezbyt szczęśliwie się to skończyło, zwłaszcza że jeden z nich jest już bez pracy, drugi na razie tylko na medialnej banicji, zaś ich buntownik świętuje właśnie w blasku fleszy nie tylko Nobla ale i 65-rocznicę urodzin.
W ogóle bezpieka lubiła tylko bunt stateczny i tylko z takim buntem twórczo kolabo... tfu, współpracowała, o czym świadczą niezbicie negocjacje ś.p. Jacka Kuronia z pułkownikiem Lesiakiem w drugiej połowie lat 80-tych, których przedmiotem było - mówiąc najkrócej - wyeliminowanie warchołów solidarnościowych. I znów ten sam paradoks: jak to możliwe, by ikona opozycji Jacek Kuroń, a zatem buntownik nad buntowniki obalający bezpiekę, mógł tak po prostu negocjować z tąże bezpieką proces "pokojowej rewolucji" ? Odpowiedź jest niezmienna: bunt stateczny, bo tylko takim można było "obalić komunę" z jej udziałem.
Jakie to ma przełożenie na Polskę Anno Domini 2008? Ano takie, że dzieki temu, iż pułkownik Lesiak skutencznie wykonał swoją część zadania, już po "upadku" komunizmu, a więc także - swoim, rządzą dziś nami buntownicy, tyle że stateczni którzy denerwują się tylko w momentach krytycznych, jak ostatnio marszałek Borusewicz, który wykonywał gorączkowe telefony do gdańskiego IPN-u. Niedobitki pozostałych buntowników, zamiast zakąszać na bankietach u Lecha Wałęsy, ciułają grosz do grosza na bezstronne procesy w niezawisłych sądach.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)