O tym, że świat ogarnia kryzys finansowy objawiający się topniejącymi zasobami pieniądza na rynku, można się u nas przekonać obserwując ostatnie nerwowe ruchy zarówno rządu, jak i sprzymierzonych z nim tzw. elitek.
Jak tu bowiem inaczej zinterpretować zamiary partii mieniącej się nie tylko prokapitalistyczną, ale wręcz ekonomicznie liberalną, wprowadzenia przepisu, według którego wysokość podatku od nieruchomości będzie oceniana podług mniej lub bardziej swobodnego widzimisię urzędasa? Urzędas, na przykład mąż jakiejś posłanki PO, albo brat posła PSL, po analizie wartości rynkowej naszego domu, działki czy kamienicy, wymierzy nam stosowną daninę. Dyć to ewidentny dowód na fakt, że po niespełna roku rządzenia, rząd Premieru Tusku rozkr... znaczy, rozdysponował tyle pieniędzy, tudzież kur znoszących złote jaja, że musiał wymyślić jakiś nowy "myk" co to pozwoli niezadowolonym "elitom", które tylko zastanawiają się co by tu jeszcze ten teges, wypełnić sakiewkę, której, ze względu na odległe miejsce w kolejce do kasy państwowej, wypełnić dotychczas nie mogły. Swoją drogą, nie ma się co dziwić, że na zwykłych urzędasów nie starczyło, skoro taki ITI, inwestujący od kilku lat cenny czas reklamowy i antenowy w Platfusów, dostał całe pół miliarda na remont jakiegoś stadionu, na którym nawet - ze względu na normy UEFA - nie może odbyć się żaden mecz EURO 2012.
A propos EURO. Zbliża się czas rozstrzygania miliardowych przetargów związanych z budową infrastruktury (nie mylić z donacjami na rzecz ITI), toteż nie może dziwić fakt, że w obliczu takiej posuchy na rynku, o tę sposobność rozkr... znaczy, rozdysponowania pieniążków biją się właśnie przedstawiciele rządu miłości, reprezentowanego przez ministra Drzewieckiego, co to ma odpowiednie znajomości tu i tam oraz przedstawiciele postsowieckiego betonu z PZPN. Minister Drzewiecki, po tym jak żaden z jego kandydatów nie został zaakceptowany do wyborów na szefa tego gangu postanowił - nie zważając na przeszłe niepowodzenia na tym polu jego poprzednika - zawiesić zarząd PZPN i wprowadzić komisarza. Taka - skazana zapewne na sromotną porażkę - desperacka akcja ministra świadczy, że albo Walterowi jeszcze mało, albo, że w sporcie zapragnął robić też na przykład Solorz, Krauze, Kulczyk lub inny "zaprzyjaźniony biznesmen", który akurat na kolejkę do PZPN-u się nie załapał.
Tak czy owak, desperacja ministra Drzewieckiego w obliczu ostatniego dzwonka na rozkr..., znaczy zamknięcie przetargów związanych z EURO, w czasach kryzysu finansowego, musi dawać wiele do myślenia.
Zupełnie tak jak postawa ministra Ćwiąkalskiego i zaprzyjaźnionej z nim wesołej ferajny starych pryków w togach z zielonymi śliniaczkami, którzy widząc ciasnotę na rynku usług prawniczych, to znaczy w kolejce po pieniążki, których na rynku ubywa, postanowili rozluźnić swe szeregi, przyjmując w tym roku najmniejszą liczbę aplikantów od 8 lat, a także pozbywając się aplikantów przyjętych na paskudnych rynkowo-ziobrowych zasadach (na ten przykład w mateczniku pana ministra, Krakowie, kolokwium roczne oblało 70% rocznika "ziobrowego"), o czym informuje cichcem niesalonowa prasa oraz stowarzyszenie FAIR PLAY.
Jest ciasno, a będzie jeszcze ciaśniej. Stąd desperacja, ostentacja i brak hamulców. Dokładnie tak, jak w czasach zarazy, czy choćby planowego głodu na Ukrainie, gdzie co słabsi padali, a później zostali jedzeni przez współbraci.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)