Wiadomo, że Straż Miejska montuje fotoradary w określonym celu, jakim są zyski do urzędu miasta. W 2008r. Straż Miejska w Toruniu postanowiła zrobić też taką pułapkę na kierowców, aby mieć pieniądze. No i oczywiści po to by kierowcy ograniczyli prędkość jazdy dla bezpieczeństwa wszystkich. W tę pułapkę wpadła również pewna pani bez samochodu.
Samotna niepełnosprawna matka z dwójką dzieci szukała od dłuższego czasu pracy. Nie mogła jej jednak nigdzie znaleźć . Nie była tym nawet za bardzo zdziwiona, bo kilka lat prędzej usłyszała wprost od swego kolejnego pracodawcy, który nie chciał jej przedłużyć umowy o pracę "że w całym mieście pracy nie znajdzie, bo on nie chce mieć kłopotów" . Sytuacja była dla kobiety jasna i klarowna. Gdy wystąpiła o rozwód z mężem, mąż - powiedział " ja cię zniszczę". Zatem robił wszystko co mógł. Jako policjant nasyłał policjantów do pracy kobiety. Kobieta wierzyła, że nie wszyscy są źli. Tak wszak nie jest. Jedno jest pewne, że do każdego można dotrzeć, gdy jest droga. Zostaje tylko to, czy ktoś otworzy drzwi, czy nie. Jeśli nie, można dalej szukać. Na tej samej zasadzie kobieta szukała pracy. Nadszedł taki dzień, że kobieta znalazła pracę.
Kobieta była zarejestrowana w urzędzie pracy, by łatwiej było jej znaleźć pracę. Któregoś razu otrzymała pocztą skierowanie do pracy w Straży Miejskiej. Miała pewne obawy, czy tam pójść. Wszak były to pokrewne służby mundurowe do policji, w której pracował były mąż. Jednak poszła –chciała mieć pracę, dochód na siebie i dzieci. Okazało się jednak, że pracy w Straży Miejskiej wcale nie ma. Kobieta była niezwykle zdziwiona.
Straż Miejska prosiła jednak by zostawić podanie i poczekać na publiczny nabór, bo oni zamierzają tworzyć stanowiska pracy. Jakie nie powiedziano, tylko tyle, że będzie to praca biurowa. Tworzenie nowych stanowisk pracy jest zawsze nadzieją na stałą pracę. Takiej właśnie szukała kobieta. Kiedy jednak będzie utworzone stanowisko nie powiedziano.
Straż Miejska namawiała wręcz kobietę –dzwoniąc do niej- by wstrzymała się z szukaniem innej pracy, czy też upewniała, czy kobieta będzie do publicznego naboru czekać. Straż Miejska chciała mieć pewność , że uzbiera tyle kandydatów co potrzebuje jak się potem okazało otworzenia sekcji fotoradar. Potrzebowano aż 10 osób z orzeczoną niepełnosprawnością. Kobieta po studiach z niepełnosprawnością lekka wydawała się idealna do pracy biurowej. Zatem namawiano by poczekała do naboru.
Gdy ogłoszono publiczny nabór na stronie Internetowej na wolne stanowiska urzędnicze referent- w istocie kandydatów, którzy mogli nadawać się do tego rodzaju pracy nie było wielu. Części nie pozwalała niepełnosprawność na ten rodzaj pracy. Znaleziono tylko 9 osób. 10-tą osobę wyłoniono dopiero z kolejnego naboru. Gdy po 4 miesiącach SEKCJA FOTORADAR miała obsadzone wszystkie 10 nowo utworzonych stanowisk pracy., wszyscy byli do pracy wdrożeni nastąpił popłoch. Komendant ogłosił kolejny nabór na wolne miejsca 2 stycznia 2009r., których wcale nie miał. Po co? Ustawa o pracownikach samorządowych zabrania takich naborów. Ustawa określa , że wolne stanowisko to takie w skrócie-na którym aktualnie nikt nie siedzi.
Żeby kogoś do Straży Miejskiej przyjąć trzeba jednak nabór publiczny niestety ogłosić. Zatem ogłoszono. Tylko jeden komendant wiedział w jakim celu go ogłasza. Pracownikom SEKCJI FOTORADAR powiedział , by część uspokoić, że otwiera jeszcze monitoring i szuka osób do monitoringu.
Niestety oszukał. Zrekrutował 4 osoby na zajęte krzesła do sekcji fotoradar. Zatem musiał te krzesła danym osobom opróżnić. No i opróżnił . Znów niezgodnie z Ustawą, bo ocenił pracowników nie dając im oceny do podpisu. Samotną niepełnosprawną matkę tez zwolnił. Jedyna z 4 osób oddała pracodawcę do sądu pracy. Zrozumiała, że ta życzliwość i namawianie, aby poczekała na publiczny nabór była wymierzona w określonym celu. Kobieta ma wystawiony już 3 wilczy bilet do wykonywania kolejnego zawodu. Podobno do trzech razy sztuka.
Co w tej historii najdziwniejsze? Kobieta bezspornie wpadła w pułapkę fotoradaru! Niestety kobieta zdjęcia wykonanego przez fotoradar nie ma. Podobnie jak jej pies . Mimo to Straż Miejska zażądała od kobiety zapłacenia mandatu. Zobacz
CDN


Komentarze
Pokaż komentarze