Na początek cytat.
" Wrzask, jazgot rozpalonych głów, które nie umieją sprostać wymogom dyskusjiu Starego, Mireksa, Obserwatora z daleka i sporej gromadki innych, których nie da się wszystkich wyliczyć, bo miejsca brak - powoduje jedynie brnięcie w inwektywy i te powszechnie znane ataki zawierające potwarz." RR-K 03.02.2010 "
Ten cytat wisi jako swoiste motto na blogu obserwatora z daleka.
Kiedy natknąłem sią na notkę obserwatora z daleka pt. "O dziennikarstwie podłym"( http://islander.salon24.pl/154735,o-dziennikarstwie-podlym) , postanowiłem sprostać wymogom dyskusji u jednego z rzeczonych przez RRK blogerów. Ciekawi mnie zawsze czy osoba pisząca bloga ma chociaż mgliste pojęcie o czym pisze. Czy potrafi swoje zdanie uzasadnić.
W notce poświęconej programowi "Misji specjalnej", autor nie pozostawia suchej nitki na jej twórcach. Nazywa ich podłymi dziennikarzami. W końcówce odnajdujemy taki akapit:
"Wątek wyciągu w Zieleńcu sięgał momentami szczytów manipulacji i jednostroności. Zaangażowano nawet w sprawę Ambasadę Republiki Czeskiej, by udowodnić tezę, iż Sobiesiak wszedł po prostu z koparką i łopatą na nie swój teren i postawił tamże wyciąg wbrew woli i decyzjom stosownych urzędów. Nawet nie wysilono się na rzetelne pokazanie całego procesu decyzyjnego w sprawie budowy wyciągu i pokazania na czym polegały uchybienia."
Tego też wątku postanowiłem się "przyczepić". Tak się bowiem złożyło, że kilka dni wcześniej przez przypadek wpadła mi w ręce "Angora" (kupowana przez moich Rodziców) z tekstem z Rzeczpospolitej o wyciągu w Zieleńcu. Chciałem się dowiedzieć od obserwatora dlaczego jego zdaniem wątek Zieleńca został zmanipulowany i był jednostronny. Ponieważ cytowany akapit zawierał sugestię jakoby proces decyzyjny zawierał jedynie drobne uchybienia, a nie ciąg zadziwiająco przychylnych i podejmowanych w ekspresowym tempie działań, poprosiłem w komentarzu, by autor przybliżył czytelnikom, co takiego miało miejsce przy rzeczonej inwestycji Sobiesiaka.(http://islander.salon24.pl/154735,o-dziennikarstwie-podlym#comment_2173907). Z odpowiedzi obserwatora dowiedziałem się, że nie ma wiedzy o nieprawidłowościach przy realizacji inwestycji w wyciągu. Po moim kolejnym komentarzu na temat nieznajomości meritum, otrzymałem odpowiedź z prośbą o zaprzestanie kontestowania wiedzy gospodarza blogu, a przedstawienie konkretnych informacji na wałkowany temat. W kolejnym komentarzu przedstawiłem skrótowo, to co na ten temat wiedziałem z publikacji prasowej. Gospodarz uprzejmie podziękował za poważne podejscie do sprawy i stwierdził... że tą wiedzę już posiada. Na moje kolejne pytanie, dlaczego nie zawarł tej wiedzy w notce, co nadałoby jej walor bezstronności, obserwator zaproponował mi napisanie notki o UWAGA: procedurze inwestycyjnej w Polsce. Co ma procedura inwestycyjna do rzeczonej notki, wie chyba jedynie jej autor. Po kilku jeszcze komentarzach w których ANI RAZU gospodarz nie odniósł się KONKRETNIE do moich pytań, stwierdził, że interesują go jedynie dokumenty. Relacje prasowe i telewizyjne pana obserwatora nie interesują. Jego interesuje wiedza procesowa(dokumentacja),której on nie posiada, co nie przeszkadza mu ferować ostrych sądów i ocen. Na moje zastrzeżenia nie podaje ani jednego argumentu, na obronę zakwestionowanych przeze mnie jego tez.
Autor pisze o zaangażowaniu ambasady czeskiej słowem nie wspominając, dlaczego ambasada czeska ma związek z tą sprawą. A ma z tego powodu, że nie było uzgodnień transgranicznych z Czechami w sprawie inwestycji mieszczącej się kilka metrów od granicy. I awanturę wywołali nie urzędnicy czescy, ale ekolodzy.
Autor pisze o wywiadzie z "Masą" słowem nie wspominając o tym, że gangster wprost mówi, że opłacanie się Sobiesiaka mafiozom pozwoliło na rozwinięcie Sobiesiakowi skrzydeł.
Autor dezawuuje Tomaszewskiego słowem nie wpominając, że ten zarówno o Sobiesiaku, jak i Drzewieckim wyraża się jak o dobrych znajomych. Mówi "Mirek" i "Rysiek", stwierdzając: "Na miejscu Ryśka obraziłbym się na Mirka" (za pomniejszanie przez tego ostatniego znajomości z pierwszym). Czyli inaczej mówiąc Tomaszewski nie jest jakimś tam pierwszym lepszym komentatorem, ale przynajmniej z jego wypowiedzi wynika że zna obu bardzo dobrze.
Autor wreszcie, ani słowem nie wspomina o tym, że autorzy "Misji" próbują się skontaktować z Sobiesiakiem, aby dać mu się odnieść do stawianych zarzutów. I ten wątek wydaje mi się najważniejszy. Każdy bowiem, kto nie oglądał programu po przeczytaniu notki obserwatora może odnieść wrażenie, że był on jednostronnym atakiem na Sobiesiaka, bez prawa do obrony. Otóż tak. Ten program był atakiem na Sobiesiaka. Był jednostronny. Był taki, jak fakty w tej sprawie. Ale też dawał możliwość drugiej stronie do odniesienia się do materiału. Jaka była reakcja Sobiesiaka (poprzez jego sekretariat) widzieliśmy. "Nie mam wam nic do powiedzenia." Takie słowa, co prawda nie padły, ale tak można odczytywać postawę Sobiesiaka.
Na koniec naszej "dyskusji" podałem link do artykułu w Rzepie. Gospodarz bloga zainsynuował, że to moje ulubione pismo (tak wiem standardy dyskusji) i, że artykuł to prasowe enucjacje. Informuję Pana obserwatora, że gdyby nie prasa, to wiele afer w życiu by nie ujrzało światła dziennego. I pytanie. Ma Pan wiedzę, czy Sobiesiak wystosował żadanie sprostowania informacji podanych przez "RZ"?
Ten cytat to clou całej sprawy. Jednakże w tej notce starałem się w miarę precyzyjnie opisać o co mi chodziło, w temacie wymogów dyskusji u rzeczonych blogerów. Tylko, kto tym wymogom sprosta skoro odpowiedzią był zarzut o demagogii.
Wszystkie wytłuszczenia moje.
mesko


Komentarze
Pokaż komentarze