Dzisiaj mija ósma rocznica śmierci pułkownika Ryszarda Kuklińskiego. Człowieka, który nie waham się tego napisać, uratował świat przed nuklearną zagładą. O samym pułkowniku i jego misji nie będę się rozpisywał. Wartościowych pozycji na ten temat w sieci jest sporo. Polecam choćby teksty Aleksandra Ściosa (od którego zapożyczyłem tytuł tej notki). Polecam także film Dariusza Jabłońskiego o pułkowniku "Gry wojenne".
Ja chciałbym tylko zwrócić uwagę, że gdyby nie s.....y, które zbeszcześciły pomnik tego wielkiego człowieka, dzisiaj w mediach pewnie nie usłyszelibyśmy wspomnienia o Ryszardzie Kuklińskim. Dziś media wolnej rzekomo Polski nie poświęciły mu promila tego czasu, które poświęciły zmarłej kilka dni temu poetce podpisującej się pod wyrokiem śmierci na księży krakowskiej kurii w 1953roku. A przecież już samo porównywanie Szymborskiej i Kuklińskiego przynosi ujmę temu ostatniemu.
Dzisiaj rózne hieny mogą twierdzić, że Kukliński to zdrajca pobierający za swoje działania dolary CIA, nie przedstawiając na potwierdzenie tych paszkwilanckich słów żadnego dowodu. A przecież, gdyby faktycznie tak było to czerwone świnie spod znaku Jaruzelskiego, Kiszczaka i Urbana już dawno wyciągnęły by odpowiednie kwity.
Panie pułkowniku dla uczciwych Polaków jest Pan bohaterem. Dla popleczników Jaruzelskiego i czerwonej zarazy jest pan zdrajcą. I dobrze. Niech tak zostanie.
Cześć pamięci wielkiego bohatera.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)