Gdy wre dyskusja o sensowności obchodów rocznicy najtragiczniejszego polskiego powstania narodowego, warto zdać sobie sprawę, że wyśmiewana tradycja powstańcza może być ważnym czynnikiem zwiększającym polskie bezpieczeństwo. Może, ale nie musi.
Na początek wyobraźmy sobie, że na przykład w Rosji jacyś sztabowcy planują atak na współczesną Polskę. Ich armia liczy ponad 3 mln żołnierzy, kilkaset wyrzutni rakiet balistycznych, 20 tysięcy czołgów i 1800 samolotów bojowych. Czy sztabowcy ci zaniechają swych agresywnych planów dowiedziawszy się, że polska armia posiada 120 tys. żołnierzy, 900 czołgów i 100 samolotów bojowych? Niestety odpowiedź może być tylko negatywna. Wartość odstraszająca współczesnej polskie armii jest więc niestety niewystarczająca. Ktoś powie, że przecież możemy liczyć na sojuszników z NATO. Niby to prawda, ale w dobie gdy Amerykanie już oficjalnie opuszczają Europę, a Niemcy i Francuzi sprzedają Rosji swe najnowsze technologie wojskowe, istnieje poważne ryzyko, że nasze sojusze okażą się mniej warte niż te z 1939 roku.
Co więc można zrobić by zwiększyć siłę odstraszającą polskiej armii? Teoretycznie najlepiej byłoby wyposażyć armię w broń atomową. Niestety, choć to rzeczywiście skuteczna broń odstraszająca, to trudno sobie wyobrazić by Polska mogła ją posiąść w niedalekiej przyszłości. Na szczęście istnieje także druga możliwość zwiększenia naszego potencjału odstraszania strategicznego. Otóż należy przekonać potencjalnego agresora, że atak na Polskę oznacza wieloletnią wojnę partyzancką i wiążące się z tym ogromne wydatki, utratę reputacji na świecie i kłopoty na arenie międzynarodowej. Należy go przekonać, że agresja oznacza więcej kosztów niż korzyści. Kluczowe znaczenie dla wiarygodności, a więc i skuteczności tej metody odstraszania jest morale własnego społeczeństwa. Czy można założyć, że będzie ono gotowe do ponoszenia ciężaru wojny partyzanckiej? Czy będzie odporne na terror przeciwnika? I w końcu czy przewaga okupanta już na starcie nie zniechęci Polaków do zbrojnego oporu?
I tu dochodzimy do znaczenia Powstania Styczniowego dla naszego współczesnego bezpieczeństwa. To wtedy właśnie, w sposób najjaskrawszy, ukazała się gotowość Polaków do walki z najeźdźcą, do walki pomimo okrutnego terroru i ciągłych klęsk. Pomimo tego wszystkiego powstanie trwało ponad 2 lata, przysparzając Rosji ogromnych kosztów i poważnych kłopotów międzynarodowych. Wojna trwała nawet wtedy, gdy nie było już nadziei na zwycięstwo i gdy powstańcy liczyć mogli już jedynie na wisielczy sznur lub katorgę.
Warto tu zwrócić uwagę, że wartość odstraszająca powstań jest odwrotnie proporcjonalna do ich szans na wygraną. Im powstanie bardziej szalone i beznadziejne tym jego celebrowanie będzie bardziej odstraszające dla potencjalnego agresora. Skoro, pomyśli on, Polacy czczą powstańców którzy walczyli w tak beznadziejnych sytuacji to i oni mogą zaatakować choćby w najbardziej beznadziejnej sytuacji. Z tego powodu większe znaczenie odstraszające ma kultywowanie pamięci o Powstaniu Styczniowym, niż na przykład o Powstaniu Wielkopolskim którego przypominanie z kolei może mieć ogromne znaczenie dla budowania wspólnoty i wiary we własne siły.
Już nieraz pamięć o polskich powstaniach wpłynęła na bieg historii. To właśnie dzięki polskim zrywom narodowym, Rosja, pogrążająca się w 1917 roku w odmęty rewolucji, uznała prawo Polski do niepodległości. Podobnie było w 1981 roku, gdy Sowieci, pomni na doświadczenia historyczne nie ulegli prośbom gen. Jaruzelskiego by wkroczyć do Polski. Na spotkaniu Biura Politycznego KPZR, jeden z kluczowych członków KPZR powiedział krótko i dobitnie: „Polska to nie Czechosłowacja”. To zakończyło dyskusję.
Powstańcza tradycja może być nadal kluczowym elementem odstraszania strategicznego Polski. To jednak od współczesnych Polaków zależy czy tak się stanie. Jeśli rocznicowe obchody przestaną ogniskować emocje społeczeństwa, a media będą głównie drwiły z powstańców przeciwstawiając ich szaleństwo rozwadze uczestników okrągłego stołu, to wartość odstraszająca walk sprzed 150 laty będzie bliska zeru. Tak długo jednak, jak obchody powstań będą gromadziły tłumy młodych ludzi, a media będą promowały powstańców jako wzory bohaterstwa, tak długo potencjalny agresor będzie musiał zakładać, że dzisiejsi Polacy w razie potrzeby staną do walki tak jak ich przodkowie. Ta świadomość będzie miała większe znaczenie dla bezpieczeństwa Polski niż wszystkie polskie czołgi i samoloty razem wzięte.
Komentarze
Pokaż komentarze