Kibicuję TV Republika od początku. Pech jednak chciał, że pierwszym wywiadem jaki wysłuchałem w tej stacji była rozmowa z Bronisław Wilstein o zmianach klimatu. No i się zdenerwowałem. Wildstein oczywiście nie wierzy w ludzkie przyczyny zmian klimatu i gotów jest obśmiać wszystkich którzy mają odmienne zdanie. Tak samo zresztą nie wierzy większość prawicy i jak się okazuje tak jest nie tylko w Polsce.
Otóż znalazłem ostatnio wyniki badańpana Lawrence Hamilton, profesora socjologii na Uniwersytecie New Hampshire, który zbadał poglądy mieszkańców New Hampshire na to czy zmiany klimatu mają miejsce i czy są związane z naszą cywilizacją.No i okazało się, że poglądy ludzi są uzależnione głównie od dwóch czynników: od poglądów politycznych i …pogody. Mówiąc dokładniej zwolennicy republikanów w większości nie wierzyli w zmiany klimatu, zwolennicy demokratów zazwyczaj wierzyli w zmiany klimatu, a osoby o niesprecyzowanych poglądach politycznych zmieniali swe poglądy wraz ze zmianą temperatury za oknem.
Zaskakujące, prawda? Trudno podejrzewać o nadmiar rozsądku ludzi, którzy zmieniają swe poglądy wraz ze zmianą aktualnej temperatury na dworze (czyżby jakiś ostatni przejaw zmiennocieplnych przodków w ewolucji Homo Sapiens?). Co jednak powiedzieć o tych, których poglądy na zmiany klimatu są zależne od poglądów politycznych? Mądrzejsi czy głupsi od „zmiennocieplnych”?
Tak czy inaczej widać, że poglądy przeciętnych ludzi nie opierają się na samodzielnym myśleniu lub na analizie wyników badań naukowych. Nie może to dziwić, zważywszy, że każda strona sporu ma "swoich" naukowców i zwykli ludzie muszą po prostu wybrać komu wierzą. No i wybierają na podstawie swych poglądów politycznych, a wiec swojej wizji świata. Bronisław Wildstein i inni prawicowcy, czyli ci którzy wierzą w wolny rynek, a podejrzliwie patrzą na zwiększanie roli państwa i organizacji międzynarodowych, wolą nie wierzyć w zmiany klimatu. Te bowiem oznaczają konieczność zacieśnienia współpracy międzynarodowej i zwiększenie ingerencji państwa w zasady wolnego rynku. Z kolei zwolennicy lewicy, czyli osoby popierające interwencje państwa w gospodarkę i podejrzliwie patrzący na wielki biznes łatwiej wierzą w zmiany klimatu bo widzą w nich dobry argument wspierający interwencjonizm państwa i zacieśnianie zależności międzynarodowych.
Niby logiczne ale przecież kompletnie nierozsądne. Czyż zwolennicy prawicy nie wiedzą, że w historii nieraz występowały wydarzenia, które zmuszały państwa do ograniczenia wolności gospodarczej czy zacieśnienia współpracy międzynarodowej? Wystarczy tu wspomnieć o powszechnych na kartach historii epidemiach czy wojnach. Zwolennicy lewicy z kolei nie mogą zaprzeczyć, że nieraz w historii różni ideolodzy, naukowcy czy wodzowie wiedli swe narody na manowce głosząc nowe rewolucyjne idee i walcząc z nieistniejącym wrogiem, że wspomnę tylko o holokauście i o walce klas wspieranych wszak przez ówczesnych naukowców. Światopogląd nie jest wiec dobrym narzędziem by rozstrzygnąć czy zmiany klimatu są faktem czy jedynie mitem. Powinien o tym pamiętać każdy człowiek nie posiadający wiedzy fachowej pozwalającej na ocenę zmian w klimacie. Powinien o tym pamiętać też, szanowany przeze mnie skądinąd, Bronisław Wildstein.
Oczekiwałbym raczej by publicysta, zamiast wyrażać swą nieprofesjonalną wiarę lub niewiarę w zmiany klimatyczne, mówił o tym jak powinna wyglądać polska polityka w dobie globalnej wiary decydentów w zmiany klimatyczne. Możemy wszak wierzyć lub nie wierzyć w teorie klimatyczne ale nikt, nawet Bronisław Wilstein nie kwestionuje, że zmiany klimatyczne są przez wielkich tego świata uznawane za dowiedzioną prawdę, a to stanowi fakt który musi być poważnie brany pod uwagę przez dyplomacje wszystkich państw, także Polski.
Mówi się głośno o tym, że polityka klimatyczna Unii oznacza dla nas wielkie koszty i najprawdopodobniej spowolnienie wzrostu ekonomicznego. Jest jednak i druga strona tej układanki. Działania UE w zakresie klimatu prowadzą do obniżenia zużycia paliw kopalnych, a co za tym idzie do zmniejszenia zależności energetycznej Europy, w tym Polski, od Rosji. Co więcej, rozpowszechnienie w Europie i świecie technologii zmniejszającej zużycie surowców spowoduje obniżenie cen paliw kopalnych, a to z kolei doprowadzi do zmniejszenia budżetu Rosji. Nasz wschodni partner będzie miał więc mniej środków na swą armię, trudniej będzie mu też użyć gazowego straszaka. Zresztą widzimy to już teraz: zmniejszenie zapotrzebowania UE na gaz spowodowało już znaczącą obniżkę cen tego paliwa i w konsekwencji pogorszenie perspektyw rosyjskiego budżetu i nakładów na armię. Zamiast więc prezentować swą niewiarę w zmiany klimatyczna nasza dyplomacja powinna więc dążyć do innego rozłożenia kosztów polityki klimatycznej pomiędzy członkami UE. Chodzi o to by minimalizować nasze koszty, a maksymalizować zyski. Istnieje na przykład pomysł podatku węglowego który, mówiąc w wielkim skrócie, nakładałby dodatkowe koszty na eksporterów surowców, a obniżał koszty pracy (dzięki temu nasza gospodarka byłaby bardziej konkurencyjna). Pojawiają się też pomysły zwiększenia obciążeń podatkowych paliw płynnych. To przeżuciłoby sporą część kosztów obniżenia emisji dwutlenka węgla na bogate kraje Europy Zachodniej gdzie jest dużo samochodów.
Warto zauważyć, ze wszystko co napisałem w powyższym akapicie nie zależy od tego czy klimat się zmienia czy nie.
Niezależnie więc czy wierzymy, czy nie wierzymy w zmiany klimatyczne trzeba koncentrować się na skuteczności naszej polityki. Na tym też powinni się koncentrować komentatorzy polityczni bo na tym się znają. Dotyczy to także najwybitniejszych naszych publicystów.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)