Politykom i profesorom nie wypada tego otwarcie napisać więc ja to zrobię. Otóż w imię polskiej racji stanu należy przymknąć oczy na banderowskie flagi na Majdanie.
Nie, nie chodzi o to by wybielić historię UPA, usprawiedliwić mordy na cywilach i gloryfikować przestępców wojennych. Wystarczy po prostu na razie nic o tym nie mówić i nie mieszać historii do bieżącej polityki. Śmierdzi? Może i tak, ale tak właśnie pachnie realna polityka.
Ukraina to słabe państwo, wewnętrzne skłócone i przede wszystkim biedne. Z tego prosty wniosek, że na pewno nam nie zagraża. A skoro tak to i banderowska ideologia nie jest dla nas realnym zagrożeniem. Jednocześnie pamięć o walkach UPA przeciw Armii Czerwonej skutecznie oddziela naród ukraiński od rosyjskiego i jest nośnikiem niepodległościowego myślenia Ukraińców.
Trzeba mieć świadomość, że współczesna Ukraina ma niewielki wybór możliwych mitów założycielskich dla swej niepodległości. Kozaczyzna to zbyt odległa historia, a Petlura jest zbyt mało znany. W tej sytuacji Ukraina może wybierać na swych bohaterów albo partyzantów UPA albo żołnierzy Armii Czerwonej. Z polskiej perspektywy to jak wybór miedzy diabłem, a szatanem ale taki właśnie dylemat stoi przed Ukrainą. Jeśli tak, i piszę to z bólem serca, to w polskim interesie jest by Ukraina wybrała tradycję UPA a nie gloryfikację Armii Czerwonej. Banderowska tradycja w przeciwieństwie do sierpa i młota oznacza przecież przywiązanie do idei niepodległości Ukrainy, a niepodległość Ukrainy jest naszym najżywotniejszym interesem.
Można zapytać czy przymykanie oka na banderowskie tradycje na Ukrainie powinno być stałym elementem polskiej polityki? Zdecydowanie, nie. Podobnie jak Wielka Brytania, Polska powinna mieć stałe interesy, a nie stałych przyjaciół. Jeśli Ukraina stanie się silniejsza od Polski lub jeśli sprzymierzy się z Rosją lub Niemcami i połączy ideologię banderowską z imperializmem tych państw wtedy w naszym interesie będzie przypominanie światu o niechlubnych kartach w historii Ukrainy. To samo trzeba by było zrobić jeśli komuś przyszłaby do głowy niemądra myśl przyłączenia Lwowa do Polski. Tu kamyczek do ogródka narodowców: tak się jakoś składa, że to oni głównie zżymają się na czarwono-czarne flagi na Majdanie, a jednocześnie to im zarzuca się czasami chęć powrotu na Kresy. Czy to tylko przypadek?
Jeśli wiec nie planujemy odbicia Lwowa i jeśli nie chcemy pomagać Rosji we wchłonięciu Ukrainy to przymykajmy tymczasem oczy na banderowskie flagi. Jeśli ktoś chce zrobić coś więcej dla przybliżenia Ukrainy do Polski i Europy to zamiast nagłaśniania na forum międzynarodowym ukraińskich zbrodni proponuję działanie pozytywne – przypominanie o sojuszu polsko-ukraińskim w 1920 roku. Sojusz ten wszak ocalił niepodległość Polski i kilku innych państw Europy Środkowej oraz uchronił od śmierci głodowej miliony Ukraińców.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)