Mam nadzieję, że się mylę ale kilka wydarzeń z ostatnich dni układa się w niepokojącą całość:
1. Kilka dni temu podano, że podpisanie układu stowarzyszeniowego Ukraina – UE nastąpi 27 czerwca. Zawarcie tego układu byłoby wielką klęską strategiczną Rosji i wizerunkową porażką Putina. Otwartym więc pozostaje pytanie czy prezydent Rosji już się pogodził z tą klęską czy też ma jeszcze w rękawie jakiegoś asa. Władimir Władimirowicz ma jednak coraz mniej czasu: podpisanie układu stowarzyszeniowego zaplanowano już za 5 dni.
2. Tymczasem uwaga prezydenta Obamy została właśnie skutecznie odciągnięta od Ukrainy przez silną ofensywę islamistów w Iraku. W rejon konfliktu płynie już jeden z amerykańskich lotniskowców, a analitycy rozważają różne sposoby wsparcia władz w Bagdadzie przez siły USA. W tej sytuacji poważniejsze zaangażowanie się prezydenta Obamy w sprawy ukraińskie staje się coraz mniej prawdopodobne.
3. Także Polska poprzez wybuch afery taśmowej została chwilowo zneutralizowana w rozgrywce międzynarodowej. Minister Sikorski jeśli nawet nie straci stanowiska to i tak będzie miał przez jakiś czas ograniczone możliwości skutecznego działania. Ewentualny nowy minister, niezależnie czy powołany przez Donalda Tuska czy już przez nowego premiera potrzebował będzie sporo czasu na rozpoczęcie efektywnej pracy.
Mamy wiec sytuację gdy w decydującym momencie najważniejszej dla Rosji rozgrywki międzynarodowej dwóch jej uczestników zostało czasowo wyeliminowanych z gry. Niezależnie od tego czy to Rosja stoi za aferą taśmową i za wybuchem walk w Iraku, jedna sprawa wydaje się być oczywista: dla Rosji nadszedł właśnie wymarzony moment do zadania rozstrzygającego ciosu w konflikcie z Ukrainą. Obym się mylił ale w najbliższych dniach przekonamy się, czy zarządzona właśnie przez Putina mobilizacja rosyjskiej armii to tylko kolejne ćwiczenia czy też początek końca rozgrywki o Ukrainę.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)