W mojej majowej notce pisałem o planach MON związanych przyśpieszeniem modernizacji armii. Dziś już oficjalnie wiemy, że z planów tych nic nie wyszło. Podano właśnie informację, że wybór dostawcy w najważniejszym postępowaniu MON dotyczącym systemów obrony powietrznej średniego zasięgu (kryptonim Wisła) został przesunięty z przełomu 2014/2015 na drugą połowę 2015 roku.
Poza naturalną złością z powodu opóźnienia w tak kluczowym programie zbrojeniowym (przypomnijmy, że obecnie nasze niebo jest praktycznie niechronione na pułapie powyżej 3500m), nieubłaganie ciśnie się do głowy uwaga natury politycznej. Otóż wydłużenie okresu wyboru dostawcy w jednym z największych w Europie przetargów zbrojeniowych (wartość ok 5 mld Euro) powoduje, że polskie władze mogą dłużej szachować swych politycznych partnerów możliwością dokonania różnego wyboru, a przez to uzyskać ich przychylność w sprawach pozornie niezwiązanych z procesem wyboru rakiet. Przypomnijmy, że w przetargu biorą udział firmy z USA, Izraela, Francji, Włoch i Niemiec. Pytanie czy i jakie dodatkowe korzyści chcą uzyskać polscy decydenci: bazy NATO? Kontrakty dla polskich firm? Sprawy mienia pożydowskiego? A może korzystniejsze prawodawstwo UE? Oby.
Ale jest też gorsza możliwość. Wybór dostawcy rakiet w drugiej połowie 2015 roku oznacza, że procedura przetargowa będzie finalizowana w okolicach polskich wyborów parlamentarnych, a samo podpisanie umowy niemal na pewno nastąpi dopiero po wyborach i uformowaniu się nowego rządu. W tej sytuacji rodzi się pytanie czy obecni decydenci nie zechcą wykorzystać rakietowego przetargu do wzmocnienia swoich pozycji wyborczych poprzez uzyskanie wsparcia od wielkiego biznesu i rządów państw zaangażowanych w polski przetarg.
Pokusa będzie z pewnością silna. A co wybiorą politycy – zobaczymy.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)