28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  842   0

Margaret Thatcher "Unia Europejska jest skazana na niepowodzenie

Część  II
Unia Europejska nie jest koniecznie skazana na niepowodzenie, zależy to od tego, jak będzie się zachowywała. Za dobre zachowanie czeka nagroda. Złe zachowanie karane jest katastrofą. Tak się rzeczy mają. Można się integrować mądrze, albo głupio. Margaret Thatcher zauważyła, że idea integracji europejskiej dostała się w niepowołane ręce, stała się szalonym, utopijnym projektem, pomnikiem pychy lewicowych intelektualistów"[1].

Traktat lizboński niczego nie reformuje, a utrwala skostniałą rzeczywistość, która skazuje Unię Europejską na niepowodzenie. 

Dlatego odrzucenie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego jest bardzo rozsądne, przemawia za tym polska racja stanu i polski interes narodowy. Nie powinniśmy wiązać się z projektem, który skazany jest na klęskę. Tyle najprostszej argumentacji.[2]  

Wyraziłem  w pierwszej części taką myśl:
Znakomity projekt Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej zwyrodniał. Bez wątpliwości, ten twór w swojej obecnej postaci
[3] skazany jest na zagładę.
Jest zarażony wrodzoną chorobą Parkinsona[4], najstarszą zmorą każdej Eurokracji. Wszelkie pomysły polityczne obliczone na geopolityczny sukces Unii Europejskiej przypominają postawienie całej przyszłości na jedną przegrywającą kartę. Lewicowe umysły i ich kreacje mają zadziwiającą siłę[5] ideologicznego obskurantyzmu, budującego przyszłość Europy na kolekcji mitów i anachronicznych idei[6] 

Dlatego odrzucenie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego przywraca Europie szansę na znalezienie sensownej drogi w przyszłość. 

Proponuję teraz dość prawdopodobną hipotezę polityczną w tej sprawie.
Tytuł tej hipotezy jest następujący:

Co mam do zarzucenia Jarosławowi i Lechowi Kaczyńskim, w sprawie ich polityki integracji Polski w Unii Europejskiej? 

Wstępna charakterystyka
Otóż jestem przekonany, że obaj bracia bardzo dobrze wiedzą o systemowych patologiach Unii Europejskiej i świetnie rozumieją, że bez poważnych reform strukturalnych Europa zagrożona jest katastrofą. Mam przekonanie, że tak jest, słyszałem na własne uszy wystarczająco wiele analitycznych wystąpięń jednego i drugiego, aby wiedzieć, że tak jest.

Zarówno Lech jak i Jarosław są jednak pragmatykami politycznymi, którzy w każdych warunkach zmierzają do wygrania dla Polski tyle, ile w danych warunkach jest możliwe, w ich przekonaniu oczywiście.
Chcą po prostu być skuteczni, uznają, że polityka wymaga cierpliwości, często dla osiągnięcia celu koniecznych jest wiele kroków, cel osiąga się stopniowo w miarę starannie wypracowywanych możliwości.
Czasem trwa to bardzo wiele lat.

Prawdopodobne jest, że są zdania, iż polityka „wszystko albo nic”, zwykle kończy się na tym „nic”. Jest to prosty skutek nie liczenia się z rzeczywistością. Taka polityka jest  bardzo widowiskowa, ale i rażąco nieskuteczna. Stąd ich nieustanne kunktatorstwo, nieostre definiowanie sytuacji, ciągłe poszukiwanie kompromisów i sojuszników w najbardziej nieprawdopodobnych konstelacjach.

W piłce nożnej mówi się o takiej grze, jako o próbach zakiwania się na śmierć. Moim zdaniem taka polityka jest również skrajnością, która także może być nieefektywna, i niestety mało przejrzysta, szczególnie gdy „publiczność” nie wie jaki jest cel takiej gry.  

Treść hipotezy:
Jarosław i Lech Kaczyńscy mając przeciwko sobie absolutnie wszystkie siły polityczne w Polsce i kilku zaledwie sprzymierzeńców za granicą, decydowali się wygrać dla Polski tyle, ile uznają za możliwe – w tych konkretnych warunkach. Najważniejszą wartością, którą uznają za najcenniejszą - jest czas.
Czas dla Polski, w którym Polska zachowa w miarę najkorzystniejszą pozycję do wpływania na bieg wydarzeń.

Bracia zakładali, że okres wprowadzania Traktatu Lizbońskiego jest wystarczająco długi, aby opozycja przeciwko patologii Unii mogła się skonsolidować, a same patologie stawały się co raz bardziej widoczne i oczywiste. Jednym słowem Jarosław i Lech Kaczyńscy liczą na doczekanie czasu, w którym dojrzeją warunki do skutecznej realizacji ich polityki, zmierzającej do obrony suwerenności Polski w Europie Ojczyzn.

Politykę proponowaną przez LPR, UPR a nawet Marka Jurka uważali za słuszną, ale nieskuteczną, ze względu na to, że była ona czystym przykładem nie liczącej się z realnymi ograniczeniami fanfaronadą na warunkach „wszystko albo nic”. Zgadzam się z tym poglądem. Takie działania uważam nie tylko za szkodliwe, ale nawet za nieodpowiedzialne, pozbawione wyobraźni, czyli głupie, albo nawet dywersyjne.

Co więc mam do zarzucenia?
Mój zarzut jest niestety bardzo poważny.
Otóż zarzucam obu braciom to, że tak jak wszyscy prawdziwi intelektualiści nie doceniają swojej opozycji. Tak jak cały tradycyjny Zachód, zwykle w podobnych warunkach nie rozumieją i nie doceniają ani siły, ani brutalnej bezwzględności przeciwnika. Zdają się nie dostrzegać, że ich przeciwnik wcale nie jest zainteresowany sukcesem Europy, ani też Polski i jest w każdej chwili gotów do najwyższego poświęcenia,… Europy i Polski, nawet aż do ich totalnej zagłady.

Lubię to! Skomentuj30 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale